Poznajmy się: o tym jak trafiłam do Grecji, co w niej ciągle robię i miłości, której nie było

Od dłuższego czasu przerażona obserwuję jak rośnie liczba czytających zarówno fanpage „Nie udawaj Greka”, jak i ten blog  Wy, śledzący greckie perypetie, już dawno przekroczyliście liczbę moich najbliższych i znajomych! A ja właśnie odkryłam, że prawie się nie znamy!

Biorę to na klatę — moja wina. Dlatego w tym wpisie chciałabym nadrobić nasze poznawanie się. A potem poprosić byście zrobili to samo.

W wiadomościach najczęściej pytacie mnie, jak zaczęła się moja przygoda z Grecją i co ja właściwie ciągle tu robię, skoro nie kojarzycie mnie ze współpracy z żadnym biurem podróży. Nie zapominam oczywiście o zapytaniach o historię miłosną, która przecież zawsze pojawia się w tle. No więc… Czas poznać się bliżej!

Jak wylądowałam w Grecji?

Pierwsze przygody z Grecją zaczęłam od wyjazdów z rodzicami w klasyczne turystyczne rejony. Z tego okresu mam jedynie przebłyski Grecji: talerze, które tłukę podczas greckiego wieczoru, skuterową eskapadę, gdy przyklejona do pleców jakiegoś pana przemierzam uliczki Leptokarii, zapach z wielkiego gara, którego pokrywę uchylił dla nas właściciel tawerny, bo nie zrozumieliśmy, co właściwie jest w menu.

grecja dawniej (2)

“Typowy” wieczorek grecki, który pamiętam z dzieciństwa. Występujący tańczy z krzesłem… w zębach

grecja dawniej (4)

Są i talerze! To znaczy… były

grecja dawniej (3)

Klasyka z wakacji… Poznajecie? To z czasów, gdy Riwiera Olimpijska była wręcz okupowana przez naszych rodaków. A dzięki niewielkiemu dystansowi, wycieczka na Meteory była wręcz obowiązkowym punktem

Potem zaczęły się wyjazdy na własną rękę. All inclusive na Thassos (tylko raz w życiu chciałam tego spróbować — przysięgam!), a w końcu erasmusowski wyjazd do Koryntu —  calutki semestr, którego nigdy nie planowałam, szybko zamienił się w rok.

erasmus grecja

Z perspektywy czasu to bardzo zabawne, że pomysł wyjazdu na Erasmusa wydawał mi się po prostu… głupi. Pojechałam na piątym roku studiów, gdy dotarło do mnie, że to ostatnia szansa. Doświadczenie, którego już nigdy nie będę mogła nadrobić… Na zdjęciu nasza skromna i jednoczesnie cała erasmusowska reprezentacja nad Kanałem Korynckim

Erasmus był najintensywniejszym w podróże okresem. W tym czasie miałam niezliczoną ilość okazji do objechania Grecji, zakochania się we wioskach na centralnym Peloponezie i miasteczkach w północnej Grecji. Lotnisko ateńskie i port w Pireusie były tak blisko, że grzechem było z tego nie skorzystać (szczególnie poza sezonem, gdy ceny biletów były naprawdę niskie). Dlatego też podczas studenckiej wymiany odwiedziłam: Keę, Salaminę, Santorini, Kretę, Rodos, Skyros i Zakynthos. 

kea

Piękna i ciągle mało znana Kea

kreta

Znana i nadal piękna Kreta

rodos

I szczególnie popularna wyspa Rodos

Ten rok na Erasmusie był kluczowy. Po nim już na wszystko patrzyłam przez pryzmat greckiej rzeczywistości. Po powrocie do Polski i zakończeniu studiów próbowałam się ustatkować. Wynajęłam mieszkanie, znalazłam pracę, zaczęłam „dorosłe” życie.

Jednocześnie ciągle zastanawiałam się „co by było, gdybym mieszkała w Grecji”.  W końcu zmęczyłam się ciągłym zastanawianiem i postawiłam sprawdzić. Spakowałam walizkę i po prostu ruszyłam do Aten!

Co właściwie robię i robiłam w Grecji (i dlaczego nie jest to turystyka)?

Jeszcze przed zrezygnowaniem z pracy w Polsce, a przed przyjechaniem na stałe do Grecji, znalazłam projekt wolontariacki w Atenach (jestem chyba największym dłużnikiem Erasmusa+, bo wolontariat podobnie jak wymiana studencka odbywał się w ramach tego programu).

Przez 9 miesięcy pomagałam niewielkiej organizacji pozarządowej w zbudowaniu jej strategii komunikacji i przygotowywaniu bieżących materiałów promocyjnych. Żeby było śmieszniej wszystko to bez znajomości greckiego! W pracy rozmawialiśmy tylko po angielsku. Oczywiście nie dałam całkowicie pogrzebać się w papierkach! W tym samym czasie przygotowywałam posiłki, zbierałam i segregowałam ubrania, by wesprzeć organizację w akcjach na rzecz osób w trudnych sytuacjach.

9 miesięcy minęło w zastraszającym tempie. Miałam dużo szczęścia, bo zaraz po projekcie wolontariackim znalazłam pracę w firmie, produkującej sprzęt żeglarski. Tu pracuję do dziś. I zgadnijcie co? Znowu język grecki nie był mi w tym potrzebny! Za to polski tak, bo skupiam się na wspieraniu biznesów klientów właśnie z naszego kraju!

Oczywiście jak większość obcokrajowców przyjeżdżających do Grecji bez znajomości języka greckiego, liczyłam, że znajdę pracę w turystyce. Jednak nie trafiłam na ofertę współpracy, która by mnie zachwyciła. Jeszcze nie odważyłam się z ruszeniem “czegoś swojego”. Postawiłam więc na to, w czym czuję się najlepiej, czyli… pisaniu o Grecji nieznanej nawet Grekom.

Co to jest ta „Grecja nieznana nawet Grekom”? Na pewno opowiem Wam o tym kolejnym razem.

Dobra, dobra… powiedz lepiej kim jest TEN GREK? Dla kogo wyjechałaś(„widziałam JEGO plecy na zdjęciach z bloga!”)? 

Wiem, że historie miłosne dobrze się sprzedają, niestety w tym momencie muszę Was bardzo rozczarować. Mój wyjazd do Grecji wcale nie był uwarunkowany poznaniem miłości mojego życia. No, chyba że mówimy o miłości do greckiego jedzenia, to inna sprawa. 😉

Jak jednak wiecie, życie pisze swoje scenariusze… W dużym skrócie poznaliśmy się wcześniej, niż kojarzę (bo jeszcze podczas mojej wymiany studenckiej w Koryncie). Kontakt odnowiliśmy podczas wolontariatu i wędrówek po górach przeplatanych dyskusjami o belgijskim kolonializmie. A zakochaliśmy się… nie wiem kiedy.

Mojej miłości nie wypatrzycie na facebookowych zdjęciach. W przypływie szczęścia zobaczycie jego plecy na blogowych fotografiach (uwielbiam mieć ludzką skalę!).

inne (2)

Możecie nie kojarzyć tej mistycznej postaci ale jest on autorem co najmniej 1/4 zdjęć na tym blogu. Oznacza to, że gdy czytacie artykuły, na Grecję spoglądacie bardzo często przez pryzmat obrazów uchwyconych jego oczami.

Szanuję jego prywatność, a nawet i niewielką niechęć do świecenia twarzą w Internetach. Tyle więc musi i Wam wystarczyć. I tak czy siak, to nie ON był powodem mojego wyjazdu do Grecji, bo gdy podejmowałam decyzję, jeszcze tak dobrze się nie znaliśmy.

 

Na dzisiaj koniec plotek. 😉 Mam nadzieję, że dzięki temu wpisowi poznaliśmy się ciut bliżej.


Teraz Wasza kolej! Będzie mi bardzo miło, jeżeli w komentarzu opowiecie mi, jak trafiliście na „Nie udawaj Greka” no i jak zaczęła się Waszą przygoda z Grecją! Nie mogę się doczekać, by poznać Was bliżej!

5 rzeczy, których (nie) spodziewasz się po Andros

Wycieczkę na Andros odkładałam już od ponad roku. Przebierałam nogami na samą myśl o wyprawie i fantastycznych plażach. Jednak gdy tylko zarezerwowałam bilety na prom, cały entuzjazm opadł. W końcu Cyklady, dzięki wielu połączeniom promowym z Pireusu, były w ostatnich miesiącach najczęściej odwiedzanym przeze mnie archipelagiem.

Tymczasem to, co zastałam na Andros sprawiło, że wrzucenie wyspy do worka “wyspy cykladzkie” nie było już takie proste. Podwyższone tętno i wypieki na twarzy szybko wróciły. Wszystko dzięki niespodziankom, które czekały zaraz po dobiciu do brzegu.

Co tak bardzo zaskoczyło mnie na Andros? Poznajcie 5 największych niespodzianek wyspy! 

 

1. Cykladzka nie-cykladzka chora Andros

Wystarczy krótki spacer po Chorze Andros byście przekonali się jak różna jest od innych cykladzkich stolic.

andros chora (5)

W drodze na najdalej wysunięty kraniec półwyspu już przy końcu drogi, miniecie kościół św. Barbary

andros chora (1)

Kościół św. Thalassini znajdujący się po północnej stronie półwyspu, na którym położona jest Chora Andros

W stolicy Andros znajdziecie bowiem nie tylko cykladzkie budynki. Powłóczycie się tu po uroczej przeplatance średniowiecznych i neoklasycystycznych budynków, upchniętych w wąskich wyspiarskich uliczkach. Zanurzycie się w architekturze różnych okresów, która współgra z nowoczesną atmosferą barów, tawern i sklepików. Klimacie, którego na próżno szukać w komercji popularnych Cyklad.

andros chora (7)

Przejście prowadzące na Plac Kairi

andros chora (8)

Deptak Choras prowadzący na najdalej wysunięty punkt półwyspu jest zamknięty dla ruchu samochodowego. Dzięki temu jest jeszcze przyjaźniejszy bezśpiesznym spacerom i włóczęgom

Będąc w Chorze nie omińcie Placu Kairi z marmurową fontanną z czasów osmańskich. Jeżeli jesteście miłośnikami starożytności odwiedźcie Muzeum Archeologiczne. W drodze na czubek półwyspu, na którym położona jest stolica Andros, odmachajcie nieznanemu marynarzowi niestrudzenie spoglądającemu na morze, na którym zginęli jego współtowarzysze. Usiądźcie obok niego i zerkając na pozostałości zamku na skałce, wspomnijcie wenecki okres wyspy.

andros chora (4)

Najdalej wysunięta część zamku znana jest jako Kato Kastro czyli Dolny Zamek jest naturalnie zabezpieczonym miejscem, ponieważ z trzech stron otacza go woda. Zbudowany po zdobyciu wyspy przez Wenecjan w 1207 r., jest jednym z trzech zamków Andros i jednocześnie najbardziej znanym

andros chora (6)

Widok na najdalej wysunięty plac Chory z pomnikiem Nieznanego Marynarza. Za pomnikiem znajduje się Muzeum Morskie

 

2. Latarnia rzucona na morze

Najbardziej rozpoznawalną, a jednocześnie zaskakującą wizytówką Andros jest latarnia morska Tourlitis, stojąca naprzeciwko weneckiego zamku w Chorze. Latarnia od ponad 120 lat oświetla żeglującym trasę do domu. Była ona pierwszą „automatyczną” latarnią morska w Grecji, która nie wymagała obsługi światła przez stróżującego na miejscu.

Najbardziej fascynujące jest położenie latarnii.

Tourlitis jest jedyną w Europie latarnią zbudowaną na skale wyrastającej z morzu. Widok, rozszalałych fal rozbijających się o ostro wyrzeźbiony skrawek lądu, zapada w pamięć. Pewnie dlatego znajdziecie go na niejednej pocztówce z wyspy!

andros latarnia

Latarnia Tourlitis ukryta jest zaraz za pozostałościami po weneckim zamku w Chorze. Aby ją zobaczyć musicie się nieco nagimnastykować,, bo najlepiej widoczna jest właśnie z perspektywy ruin (uwaga na stromy kamienny mostek prowadzący do nich!), albo z asfaltowych dróg ciągnących się nad Chorą

 

3. Nowe wcielenie omleta

Jedzeniową “gwiazdą” wyspy jest niepodważalnie furtalia, czyli tradycyjny omlet Andros. Trudno porównać go do puszystych placuszków, które zwykliśmy widzieć na reklamach. Furtalia to danie które potrafi utrzymać żołądek w ryzach na wiele godzin. Wszystko dzięki połączeniu jajek, ziemniaków i wiejskiej kiełbaski, uzupełnionym lokalnymi przyprawami. Tak przygotowana furtalia, usmażona na patelni albo upieczona w piekarniku, nadaje się nie tylko na śniadanie.

andros omlet furtalia (1)

Położona w centrum stolicy wyspy taverna “Platanos” znana jest z przyrządzania jednych z najlepszych omletów na Andros

andros omlet furtalia (2)

Choć w „Platanos” trudno znaleźć wolny stolik, to warto odczekać swoje w kolejce po wyśmienitą furtalię

 

4. Woda na pustyni

Wyspy cykladzkie znane są z surowego, wręcz suchego krajobrazu. Tymczasem na Andros woda szumi niemal z każdego zakątka.

Zimowe miesiące są szczególnie obfite w strumienie, rzeki przybierają na sile. Najważniejsze wody na Andros to rzeka Achla, która kończy się na plaży o tej samej nazwie, Arnipotamos, wpadająca do zatoki Lefka i wypływająca w Paraporti Livadia. Znaczącymi strumieniami są Dipotamata i Lourion.

andros (5)

Najbardziej zjawiskowe i warte odwiedzenia są źródła Dionizosa, położone w wiosce Menides. Kamienne lwie głowy z których wytaczają się hektolitry wody, nigdy nie odpoczywają.

andros (1)

10 min drogi od Apoikii płynie strumień Pythary. Dzięki wszechobecnej roślinnosci poczujecie się tu jak w baśni

andros (2)

Źródła, źródeła… na Andros wszędzie ich pod dostatkiem…

Wody na Andros jest na tyle dużo, że wyspa chętnie dzieli się swoim dobrodziejstwem. Woda ze źródła Sariza wypływającego w wiosce Apoikia jest butelkowana, a kupić możecie ją także na kontynencie.

andros woda sariza

Źródło Sariza w Apoikii na wyspie Andros jest bogate w różne minerały. Wodzie tej przypisuje się właściwości lecznicze

5. Oaza na morzu suchości

Jeżeli nie wiedzieliście o zalewającej wyspie wodzie to roślinność Andros będzie dla Was kolejnym zaskoczeniem. Doliny obsadzone są winoroślą, cyprysami, sosnami, dębami, drzewami owocowymi, oliwkami. Figi i orzechy turlają się pod stopami, a kapary wspinają po okolicznych murach. Dzięki temu Andros to wyspa kontrastów, która bajkowo łączy suchy cykladzki krajobraz z bogatą roślinnością.

andros (4)

Roślinność otaczająca wioskę Menides jest naprawdę zachwycająca. Zatrzymajcie się tu by wśród wszechobecnej zieleni wypić kawę lub przekąsić conieco w okolicznych tawernach

Gdy do wspomnianej roślinności dochodzą zielone dywany traw (jeszcze nie wypalonej przez letnie słońce) nakrapiane irysami, storczykami i dzwoneczkami oraz oszamiający zapach oregano i tymianku, Andros jeszcze bardziej zawraca w głowie!

andros (6)

Niektóre gatunki kaparów uprawiane są jako rośliny ozdobne, najczęściej w żywopłotach. Ich sąsiedztwo chroni inne rośliny przed mszycami

 

Jeżeli jeszcze nie odwiedziliście Andros to wierzę, że ten wpis pomoże Wam mentalnie przygotować się do tej podróży, zaś niezdecydowanych zachęci do jej odwiedzenia.

Jeżeli byliście na Andros pamiętajcie by w komentarzu podzielić się tym, co najbardziej zaskoczyło Was w najdalej wysuniętej na północ cykladzkiej wyspie! Czekam na Wasze zachwyty!

 

Grecja w sezonie: gdzie znaleźć miejsca bez tłumów?

Aby w pełni sezonu znaleźć w Grecji miejsce bez tłumów potrzeba nieco kreatywności. W sierpniu szczególnie trudno o kawałek raju na wyłączność – plaże pełne są turystów zza granicy jak i samych Greków. Jak w tym chaosie znaleźć oazę spokoju? W którą część Grecji pojechać, by zaznać nieco spokoju?

balos kreta

Plaża Balos jest jedną z najczęściej odwiedzanych na Krecie, Czasem jednak daje się poznać od bardziej spokojnej strony…

Co mają dzikie tłumy do Najświętszej Mari Panny?

Sierpień jest najbardziej intensywnym miesiącem. Większość greckich firm zamyka się, a pracownicy wyjeżdżają na długo oczekiwany urlop. Wyspy zapełniają się tysiącem leżaków. W sezonie ceny w tawernach i fastfoodach wzrastają nawet o 20% – szczególnie na wyspach, które w parę miesięcy muszą zarobić na cały rok utrzymania.

Szczególnie tłumnie robi się w okolicach 15 sierpnia na Święto Wniebowzięcia Maryi Panny które, nie bez powodu, nazywane jest “wakacyjną wielkanocą”. 

Wzdłuż i wszerz Grecji odbywają się liczne odpusty zwane panigiri. Świętują kościoły imienia Marii Panny i inne noszące imiona świętych, których wysyp świąt następuje w okolicach 15 sierpnia.

panigiri ikaria

W czasie kościelnych panagiri spotkacie prawdziwe tłumy. Przzed tymi tłumami nie uciekajcie bo w tym przypadku w dużej grupie lepsza zabawa

Zamiast nad morzem? Nad poziomem morza!

Jeżeli chcecie trafić w miejsca bez tłumów to podstawowe pytanie, które musicie sobie zadać brzmi: “Gdzie jadą wszyscy na wakacje” a potem… obrócić się na pięcie i ruszyć wszędzie, tylko nie tam. 

W lato zarówno Grecy jak i zagraniczni turyści szturmują wyspy, dlatego sierpień to jeden z najlepszych okresów na górskie wędrówki. Jeżeli czytaliście moje poprzednie wpisy to przyłapiecie mnie na tym, że każdą porę roku uważam za najlepszą do wędrówki po górach (no może poza zimą ;)), ale w sezonie wakacyjnym trekking ma znaczące plusy.

Lipiec, sierpień i wrzesień są idealnymi miesiącami na zdobycie najwyższego szczytu Olimpu – Mitikas. Możecie być niemal pewni, że w tym okresie nie znajdziecie tu śniegu. Nacieszycie się za to ogromem przestrzenii i nieziemskimi widokami na morze, które rozciągają się ze szczytu.

olimp mitikas (2)

Widok na tzw. Tron Zeusa

olimp mitikas (1)

Wejście na Mitikas w promieniach porannego słońca

O tym jak przygotować do samodzielnego wejścia na Mitikas przeczytajcie TUTAJ, zaś w TYM wpisie znajdziecie szczegółowy opis trasy wejścia. 

Jeżeli marzą Wam się mniej znane góry to ruszcie na odkrywanie nowych szlaków. Możecie rozpocząć od mało znanego szlaku Menalon na centralnym Pelopolonezie, czy ścieżek na zapomnianym półwyspie Methana. Gotowe pomysły na wędrówki po półwyspie Methana znajdziecie TUTAJ

menalon peloponez (2)

Menalon jest pierwszym certyfikowanym przez Europejskie Stowarzyszenie Piechów (ERA) szlakiem w Grecji

menalon peloponez (1)

Szlak Menalon podzielony jest na 8 sekcji. Przejście wszystkich z nich oznacza 75 km wędrówkę. Jeżeli macie ochotę na krótszą wyprawę możecie wybrać jeden lub kilka z fragmentów szlaku.

menalon peloponez (3)

Wiska Dimitsana to tylko jedna z tradycyjnych wiosek przez którą przebiega szlak Menalon

Gdziekolwiek będziecie wystarczy, że otworzycie mapę rejonu i znajdziecie coś w pobliżu. W końcu 80% terenu Grecji to góry – wybierać możecie bez końca!

Bezludna wyspa w szczycie sezonu

Trudno liczyć na bezludną wyspę w trakcie sezonu. Aby w jakimś stopniu ograniczyć tłumy, wybieraj te wyspy, do których dotarcie jest trudne.

Nie każdy ma prywatny jacht, którym może dobić do najodleglejszego i najmniej skomunikowanej brzegu, ale na sam początek możecie skupić się na wyspach bez lotnisk. Przeprawa z dwoma przesiadkami na promym? Jak najbardziej! Im dłuższy dojazd, tym spokojniejsza aura będzie witała Was na miejscu.

Dobrym rozwiązaniem by uniknąć tłumów są też wyspy bez rozbudowanej bazy noclegowej, jak na przykład znana z pięknej Nike, zielona Samotraka. Na wyspie oprócz naturalnych basenów jest całe mnóstwo miejsc wartych odwiedzenia. Jeżeli potrzebujecie nieco inspiracji to zajrzyjcie do TEGO wpisu.

samotraka (2)

Pozostałości Świątynii Wielkich Bogów na wyspie Samotraka to tylko jedna z atrakcji oferowanych przez wyspę

samotraka (1)

Oblężenie na Samotrace przeżywają nie tyle plaże, a naturalne baseny (tzw. vatres) wyrzeźbione w zielonych wąwozach

By znaleźć mniej oblegiwaną wyspę stosujcie się do zasady: „im mniej osób o niej słyszało, tym lepiej”. Znacie na przykład wyspę Kythnos? Nie? A szkoda! Bo dzięki prawie 100 plażach, trudno doświadczyć na którejkolwiek z nich dzikich tłumów.

wyspa kythnos (1)

Na plażach Kythnos każdy znajdzie miejsce dla siebie

wyspa kythnos (2)

Wioska Kanala na wyspie Kythnos jest jedną z najczęściej odwiedzanych. Wystarczy jednak przejść na drugą stronę półwyspu, by znaleźć spokojniejszą plażę.

 

A co jeśli już znajdę się w epicentrum turystycznym?

Nawet w najbardziej zatłoczonych miejscach znajdziecie oazę spokoju. Wystarczy zejść poza szlak, przejechać do sąsiednej wioski, a czasem jedynie skoczyć na sąsiednią plażę.  Dłuższe (a nie zawsze super trudne) dojście do miejsca, skutecznie odgania żądne łatwych rozwiązań tłumy.

Jeżeli wylądowaliście na wyspie pełnej ludzi, wystarczy rozejrzeć się za grafikiem w porcie, spakować manatki i ruszyć na kolejną.

 

Mam nadzieję, że po tym wpisie załapaliście nieco pomysłów na to jak spędzić wakacje w Grecji z dala od tłumów. A może w trakcie czytania przypomniało Wam się inne miejsce w Grecji, dalekie od komercji i dzikich tłumów? Dajcie znać w komentarzu. W imieniu wszystkich czytelników obiecuję, że nie rzucimy się na nie dziką hordą. 😉

Nie daj się okraść w Atenach! Poznaj najpopularniejsze triki krętaczy

Ateny, jak każde duże miasto, borykają się z krętaczami. Kiedy Wy odpoczywacie, oni nie próżnują. Z łatwością namierzają beztroskę, by wyciągnąć mniejsze lub większe sumy.

ateny kradzieże

Poznaj najpopularniejsze sposoby wyłudzania pieniędzy: od eurowych kwot płaconych “dla świętego spokoju” po 100 eurowe, mocno odczuwalne dla wakacyjnego budżetu. W tym wpisie skupimy się na trikach krętaczy – tych, którzy będą z Tobą rozmawiać, uśmiechać się i czarować. A potem omamiać i odchodzić z pieniędzmi. Ba! Pieniędzmi, które sam im dałeś!

Sposób na „hakuna matata”

Czarnoskórzy mężczyźni spacerujący w okolicy Placu Monastiraki i rzymskiej agory wypracowali sobie prosty sposób na zdobycie Waszej kasy. Z szerokim uśmiechem zagadują skąd jesteś, przybijają żółwika. Najczęściej zapraszają na festiwal muzyki afrykańskiej, który dzisiaj (i-sic!- każdy inny dzień w roku) poprowadzą. A potem z wesołym “Hakuna matata!” wiążą Ci na ręce rasta-bransoletkę z muliny.

ateny kradzieże (3)

Jest piątka, jest żółwik, a potem… nie ma kasy. Typowa scena krętactwa na „hakuna matata” z okolic stacji Monastiraki

Bransoletkę trudno ściągnąć, więc kończysz płacąc co najmniej 2 euro. Ofiarą czarnych uśmiechniętych panów najczęściej padają dzieci. A rodzic w 90% woli zapłacić, niż wytłumaczyć maluchowi, czemu ma oddać bransoletkę, którą już ma na ręce.

Sposób na kwiaty “for free” za parę euro

Kolejni krętacze, na których powinniście uważać to urocze cyganeczki. Z bukietem róż, najczęściej w parach, przemierzają ruchliwe miejsca takie jak Plac Monastiraki czy deptak Adrianou. Obdarowują kwiatkami wszystkich napotkanych. Za darmo.

Często towarzyszą im wzdychania i tysiące dedykacji, że to „just for you” bo jesteś „beautiful”.

ateny kradzieże (4)

Zatłoczone miejsca, takie jak Plac Monastiraki, to prawdzwy raj dla złodziejaszków. Ogrom możliwości, wiele portfelów do opróżnienia…

Mimo, że “for free” to nie odejdziesz bez otworzenia portfela. Cyganki będą szły za tobą tak długo dopóki nie zapłacisz. Albo nie oddasz róży.

Sposób na lecenie w kulki

Techniką “na kulki” pieniądze wyciąga 3- osobowa grupka, operująca w okolicy metra Thissio. Wyglądają jakby się nie znali.

Jeden prowadzi grę, dwoje udają przypadkowych przechodniów. Na prowizorycznym kartonowym stoliku mieszają 3 plastikowymi kubeczkami. Zadaniem przechodniów jest wyłożenie kasy i odgadnięcie pod którym kubeczkiem znajduje się kulka. 

Początkowo kubeczki są mieszane tak wolno, że trzeba trzeba być idiotą, by nie zgadnąć gdzie jest „skarb”. To właśnie wtedy przechodnie wciągają się w tę głupią zabawę. Co dzieje się potem? Dokładnie nie wiem. Wiem, że jedyny, kto wychodzi z kasą to rozgrywający. 

Sposób „na studzienkę”

Wszelkiego rodzaju grajkowie nadają niesamowitej atmosfery deptakowi wkoło Akropolu. Jeżeli usłyszycie akordeon, a zza klawiszy wychyli się drobniutka mulata buźka, miejcie się na baczności. 

Schemat zawsze jest ten sam. Dzieciak gra i śpiewa, a przed sobą ustawia kubeczek na datki. Gdzie tu jest krętactwo? Kubeczek jest plastikowy i przeźroczysty, tak że w słoneczny dzień kompletnie go nie widać. Dodatkowo stoi tuż przy studzience kanalizacyjnej.  Wystarczy chwila Waszej nieuwagi i… bach! Drobniaki z kubeczka staczają się do studzienki.

ateny kradzieże (1)

Wyłudzanie pieniędyzy sposóbem „na studzienkę” z łatwością wypatrzycie przy Muzeum Akropolu. Jeżeli postoicie z boku przez 10 minut zobaczycie jak często proceder się powtarza.

Malec zerka w dziurę, a Wy przez swoje niezdarstwo macie ochotę zapaść się pod ziemię. Aby wyrównać straty wciskacie młodemu 5-eurowy banknot. Całkiem udana transakcja za parę centów, które początkowo były w kubeczku, prawda? 

Sposób „na turystę”

Na sam koniec bomba, jeden z najpopularniejszych sposobów wyłudzania pieniedzy od turystów. Przypomniał mi o nim Mikołaj, od którego krętacze wyłudzili 100 euro (!).

Schemat jest zawsze taki sam: dobrze ubrany mężczyzna pyta cię o godzinę/zapalniczkę/cokolwiek. Szybko znajdujecie wspólny język i podobieństwa – niezależnie skąd pochodzisz zawsze będzie miał kuzyna z tego kraju! Poza tym on sam, tak jak Ty, jest turystą. Nieznajomy-znajomy zaprasza Cię na drinka do pobliskiego baru jego przyjaciela. 

ateny kradzieże (2)

Zdjęcie tawerny jest obrazowe – w rzeczywistości nie ma nic wspólnego w opisanym przypadkiem wyłudzania. Za to ubiór zapraszającego na drinka już tak. Krętacz zawsze ubrany jest schludnie, często w marynarkę. Wszystko po to, by łatwiej wzbudzić zaufanie.

Baru niewiele ma wspólnego z opisem, który Ci podał. W Atenach, szczególnie bądźcie wyczuleni na klub Reina. Gdy tylko zobaczycie świetlisty neon klubu, niech żarówka zapali się Wam w głowie – to jeden z najpopularniejszych przybytków wyłudzających kasę!

Przy barze poznacie dziewczynę, która poprosi o kupienie  „czegoś do picia”. Rozmowa będzie się toczyć i toczyć, a gdy zdecydujesz, że tematy już się wyczerpały, otrzymasz rachunek za dużo więcej, niż chciałeś zapłacić (zazwyczaj od 100 euro wzwyż). Jeżeli zasugerujesz, że to trochę dużo jak za sok pomarańczowy z ouzo, dwa razy większy od Ciebie osobnik subtelnie wytłumaczy Ci, że albo płacisz albo… długo Cię będą szukać.

Uniwersalny sposób na wszystkich krętaczy

Oczywiście najskuteczniejszym sposobem poradzenia sobie z wyłudzaczami jest ich ignorowanie. Nie wchodzenie w rozmowy, nie podawanie ręki. Jednak nie oszukujmy się! Trudno o to w Grecji, gdzie każdy zagaduje Cię na każdym kroku, najczęściej bez totalnie złych zamiarów.

Mam nadzieję, że po przeczytaniu tego artykułu szybko rozpoznacie niebezpieczne dla Waszego portfela sytuacje. Jeżeli macie znajomych, którzy wybierają się do stolicy Grecji, w ramach przestrogi podeślijcie im ten wpis.

Dajcie znać w komentarzu, czy spotkaliście się z tymi lub innymi sposobami wyłudzania pieniędzy. Dzielenie się taką wiedzą na pewno ułatwi nam zlokalizowanie potencjalnie niebezpiecznych sytuacji. Dziękuję!

7 pomysłów na wędrówki wzdłuż szlaku E4 na Krecie

Najpiękniejsze spotkania z Kretą to te, w których wychodzimy jej naprzeciw. Spotykamy ją na jej własnych drogach. Jedną z najpopularniejszych tras Krety jest szlak E4. Idealny, by poznać wyspiarskie sekrety: wioski, gdzie nie docierają asfaltowe drogi, plaże widoczne tylko od strony morza.

Wiem, że nie wszyscy chcą od razu pakować się w poważne relacje, długie wędrówki. Niektórzy zastanawiają się jak taką podróż zacząć, by nie wpakować się w tarapaty.

Dlatego w tym wpisie znajdziecie pomysły na 7 tras wzdłuż nadmorskiego odcinka E4: od niezobowiązującego spaceru przez dłuższą wędrówkę. Niezależnie który wybierzecie, morze będzie tu Waszym najlepszym towarzyszem. No to co? W drogę!

Trasa 1#: Paleochora i okolice

Poziom zaawansowania: łatwy
Dystans: –
Średni czas przejscia: –
Maksymalna wysokość: –

Położona na malutkim półwyspie Paleochora jest świetnym celem wędrówki w samej sobie. Możecie wspiąć się do weneckiego fortu z widokiem na całe miasteczko albo nieskończone spacerować wzdłuż nadmorskiego deptaku.

Paleochora Kreta (2)

Widok na Paleochorę z twierdzy

Paleochora Kreta (3)

Zejście z twierdzy do miasteczka


Pod wieczór auta mają zakaz wjazdu do centrum. Dlatego wśród życzliwych śmiechów i przy barowej muzyce, bez pośpiechu możecie włóczyć się po głównym deptaku.

Paleochora Kreta (1)

Centum Paleochory

plaża Krios

Plaża Krios

W Paleochorze możecie wypożyczyć rower. Na dwóch kółkach możecie wybrać się na oddaloną o 9 km plażę Krios. Jeżeli zdecydujecie się na cztery kółka, to ucieknijcie na słynącą z różowego piasku plażę Balos.

Z portu w Paleochorze kursują statki do Sougi, Agia Roumeli, Loutro, Chora Sfakion. Choć w Paleochorze można się nieźle zasiedzieć, to jest ona świetną bazą wypadową: nie tylko na szlaki zaczynające się od niej, ale i dalsze.

 

Trasa 2#: Paleochora – Sougia (przez Lissos)

Poziom zaawansowania: średni
Dystans: 14 km
Średni czas przejscia: 6 godzin
Maksymalna wysokość: 117 m

Pierwsza część szlaku między Paleochorą a Sougią jest łagodna i przyjemna. Podejścia zaczynają się dopiero w połowie dystansu.

Tuż za Paleochorą odkryjecie plażę Galiskari. Prowadzi do niej naturalna skalna brama, a sama plaża jest częstym celem spacerów mieszkańców. Kiedy kamyczki zaczną uwierać Was w pośladki, przejdźcie paręnaście metrów dalej, gdzie czeka piękna piaszczysta plaża Anidri. Nawet jeśli na jedzenie jest za wcześnie, to freddo espresso w cieniu tamtejszej kantyny na pewno będzie miłym przerywnikiem.

Galiskari Paleochora

Plaża Galiskari

Anidri Kreta

Plaża Anidri

3 kilometry dalej znów możecie dać nura, na malutkiej plaży Astropelekita, której nazwa wywodzi się od pioruna. Sama plaża, wbrew nazwie, nie robi piorunującego wrażenia. Miło jednak pomyśleć, że starożytni wierzyli, że jej białawe skały powstały po tym, jak bogowie olimpijscy rzucili piorun w okolicę.

Z plaży Astropelekita już tylko nieco ponad godzinę drogi do Lissos.

Lissos Kreta (2)

Dojście do Lissos

Po znaczącym mieście, jakim Lissos było w przeszłości, nie pozostało wiele. Kilka kamiennych domów z okresu romańskiego, nieco kolumn, dawną świątynię Asklepiosa i to co zmęczonych wędrówką najbardziej ucieszy – masa cienia i znane z uzdrawiających właściwości źródełko.

Lissos Kreta (1)

Lissos

Z Lissos możecie wrócić do Paleochory. Proponuję Wam jednak przejść kolejne 3 km do Sougii, skąd stateczniem możecie wrócić do Paleochory. Albo ruszyć dalej aż do Tripiti!

Trasa 3#: Sougia – Tripiti

Poziom zaawansowania: średni
Dystans: 15 km
Średni czas przejścia: 4,5 godzin
Maksymalna wysokość: 294 m

Niewielka Sougia dzielnie broni się przed turystyką. Zapomniana przez tłumy, ciągle jest spokojną przystanią z długą piaszczystą plażą.

Sougia

Sougia

Wędrówka z Sougii do Tripiti zajmie Wam około 4,5 godziny. Z racji tego, że przy Tripiti nie ma żywego ducha, większość decyduje się na powrot do Sougi. Pozostali kontynuują wędrówkę do Agia Roumeli ale to już kolejne 12 km.

Jeżeli szlak Sougia -Tripiti chcecie przejść ją tam i z powrotem zarezerwujcie sobie cały dzień. Jeżeli macie ochotę na “coś krótszego” to udajcie się do Tripiti łódką, a potem wróćcie pieszo do Sougii.

Droga między Sougią a Tripiti jest wyraźnie oznaczona, a duża ilość cienia sprawia, że jest przyjemna nawet w gorące dni.

Sougia E4 (2)

Szlak z Sougii w kierunku Tripiti

Po drodze rozglądajcie się uważnie – łatwo przegapić pozostałości weneckiego zamku, który wtapia się w piaskowe kolory. Jedynie Kapliczka Proroka Eliasza wyróżnia się swoją bielą na tle skał.

Tripiti Kreta (3)

Szlak z Sougii w kierunku Tripiti

Sougia E4 (1)

Szlak z Sougii w kierunku Tripiti

Tuż przed zejściem do Tripiti zaskoczy Was wielki oleandrowy krzew z niewielkim źródełkiem. Strumień jest jedyną wodą pitną, która znajdziecie na całym odcinku drogi. Nawet jeżeli woda płynie bardzo wolno, to jesteście szczęściarzami – w lecie strumyk znika kompletnie.

Tripiti Kreta (2)

Szlak z Sougii w kierunku Tripiti

W Tripiti, w miejscu gdzie kończy się wąwóz, w cieniu klifów schował się kościółek św. Mikołaja oraz dziesiątki kóz odpoczywających po godzinnych harcach.

Tripiti Kreta (5)

Tripiti

W nagrodę za wytrwałość skalista plaża Tripiti ze swoimi pionowymi klifami ukoi Was naturalnym cieniem i imponującymi formacjami skalnymi.

Tripiti Kreta (7)

Tripiti

Trasa 4#: Tripiti – Agia Roumeli

Poziom zaawansowania: trudny
Dystans: 13 km
Średni czas przejścia: 5 godzin
Maksymalna wysokość: 460 m

Trasa wiodąca od Tripiti do Agia Roumeli to najbardziej zielony kawałek wędrówki ale i najtrudniejszy.

Tripiti Kreta (8)

Tripiti

Już na wyjściu z Tripiti szlak poprowadzi Was po rozrzuconych przy morzu głazach i zaangażuje w ucieczkę przed chlustającymi falami.

Tripiti Kreta (1)

Tripiti

Pół kilometra za Tripiti rozciąga się dużo ładniejsza plaża Sedoni, którą upodobali sobie pszczelarze.

Za Sedoni przejścia się zwężają, sypki grunt utrudnia wędrówkę. Fragment jest dla osób o mocnych nerwach, które nie mają problemu z wysokością. W niektórych miejscach będziecie musieli bokiem, trzymając się wystających z skały kamieni, za plecami mając przepaść zakończoną morzem. Niektórzy powiedzą,że jest widowiskowo, inni skupią się nad uspokojeniem drżących nóg.

Nagrodą za trudy będzie piękna Domata. To jedna z tych plaż, która zrobiła na mnie największe wrażenie. Pionowe skalne ściany wyglądają jak odcięte ostrym nożem, a ich wielkość wbija w żwir.

Domata Kreta (3)

Plaża Domata

Za Domata zaczyna się jedna z najtrudniejszych, ale i najpiękniejszych odcinków kreteńskiego E4.

Agia Roumeli E4

Szlak E4 w kierunku Agia Roumeli

Agia Roumeli Kreta (1)

Szlak E4 w kierunku Agia Roumeli

To tu czeka Was największe podejście, a potem zejście do Agia Roumeli, położonej tuż przy wyjściu z wąwozu Samaria.

 

Trasa 5#: Agia Roumeli – Lutro

Poziom zaawansowania: średni
Dystans: 18 km
Średni czas przejścia: 5 godzin
Maksymalna wysokość: 106 metrów

Agia Roumeli znana jest przede wszystkich jako stacja końcowa Samarii – najpopularniejszego wąwozu na Krecie.

Agia Roumeli Kreta (4)

W dole – Agia Roumeli

 

W Agia Roumeli znajdziecie sporo tawern (szczególnie polecam Kalipso), kawiarnii, a także całkiem rozbudowaną ofertę noclegową.

Zamiast jak większość wychodzących z wąwozu, przebiegać przez wioskę do odpływającego stateczku, warto zatrzymać się i zajrzeć nad wypływającą z wąwozu rzekę, a także żwirkową plażę Zeromouri z imponującą jaskinią.

Agia Roumeli Kreta (2)

Rzeka Samaria wypływająca z wąwozu o tej samej nazwie

 

Agia Roumeli Kreta (3)

Plaża Zeromouri w Agia Roumeli

Idąc od Agia Roumeli po godzinie traficie na szaro-brązową plażę z bizantyjskim kościołem św. Pawła. Oprócz świątyni znajdziecie tu także słodką wodę wypływającą tuż przy wejściu do morza.

Agios Pavlos Kreta (3)

Widok na plażę Agios Pavlos (św. Pawła)

Agios Pavlos Kreta (5)

Tuż poniżej tawerny na plaży Agios Pavlos, zaobserwujecie niecodzienne zjawisko. Słodka woda wypływa tuż przy linii brzegowej, po czym, jak gdyby nigdy nic, znika w morskich falach…

Agios Pavlos Kreta (1)

Bizantyjski kościółek Agios Pavlos (św. Pawła)

Dalej przetniecie piękny sosnowy las pełen dzikich cebul i kóz hasających między nimi..

Z zieloności przejdziecie w surowy krajobraz skalistego wybrzeża, ciągnącego się aż do wyjścia z wąwozu Aradena na plaży Marmara. Tutaj możecie zrobić przerwę na orzeźwiające nurkowanie i jedzenie w tawernie na skale.

Marmara Kreta

Plaża Marmara

Za Marmara, wędrując dalej przez miko-osady Likos i Phoenix w niecałe dwie godziny dotrzecie do malowniczego Lutro. W drogę możecie ruszyć od razu albo… jutro. Bo wąwóz Aradena, do którego wejście wypatrzycie z tawerny na skale, jest warty zmiany planów.

Trasa 6#: Marmara – Aradena

Poziom zaawansowania: średni
Dystans: 7,5 kilometów
Średni czas przejścia: 2,5 godziny (w górę wąwozu)/ 2 godziny w dół
Maksymalna wysokość: 595 metrów

Na marmurowej plaży, od której Marmara wzięła swoją nazwę, znajduje się wejście do wąwozu Aradena. Choć trasa do opuszczonej wioski o tej samej nazwie ma około 7 km, to wąwóz liczy ponad 15 km i jest jednym z najdłuższych na Krecie.

Aradena Kreta (3)

Wejście do wąwozu Aradena z plaży Marmara

W Aradenie nie spotkacie takich tłumów jak w wąwozie Samaria, Imbros oczy Agia Irini

Niesamowite jak na takiej małej przestrzeni skumulowały się wszystkie piękności: źródełko w połowie trasy, żółte i różowe kwiatki wyrastające ze skalnych szczelin.

Pionowe ściany wąwozu tworzą wielką zębatkę – skały zachodzą na siebie na zakładkę, a człowiek czuje się jak mały korbik wciśnięty w ten potężny mechanizm.

Aradena Kreta (5)

Wąwóz Aradena

Aradena Kreta (1)

Wąwóz Aradena

Na końcu szlaku czeka na Was wioska Aradena. Choć została opuszczona przez mieszkańców w latach 50′ to pozostałe domy dadzą Wam dobry zarys tego, jak wyglądała tradycyjna kreteńska architektura.

Aradena Kreta (2)

Wąwóz Aradena

Aradena Kreta (8)

Opuszczona wioska Aradena

Szczególnie ciekawym punktem jest most łączący obie strony wąwozu zawieszony na 138 metrach. Stąd możecie wychylić się i podziwiać głębię wąwozu, a co odważniejsi – skoczyć w nią na bungee.

Aradena Kreta (4)

Żelazny most w Aradenie jest najwyższym mostem w Grecji i drugim najwyższym w Europie, z którego można skoczyć na bungee

Trasa 7#: Lutro – Chora Sfakion

Poziom zaawansowania: łatwy/ średniozaawansowany
Dystans: 7,5 km
Średni czas przejścia: 2,5 godziny
Maksymalna wysokość: 122 m

Do Lutro dojdziecie jedynie pieszo lub dopłyniecie łódką. Po kawie w przybrzeżnej kawiarni, gdzie fale wesoło tańczą pod drewnianym pomostem, ruszcie w kierunku plaży Glyka Nera.

Loutro Kreta (2)

Loutro

Loutro Kreta (3)

Loutro

Nazwa plaży Glika Nera wzięła się od słodkiej wody, która podobnie jak na wcześniejszej plaży Agios Pavlos, wypływa spod ziemi tuż przy styku z morzem. Jeżeli nieco wyżej wykopiecie dołek, spokojnie możecie napełnić butelki pitną wodą. W lecie strumień słodkiej wody schodzi do morza – w rezultacie nici z uzupełniania zapasów wody… Za to podczas kąpieli w ciepłym morzu przyjemnie połaskoczą Was zimne prądy.

Domata kreta

Plaża Glika Nera

Z plażą Glika Nera czekają Was spore podejścia, strome klify i w końcu spotkanie z drogę asfaltową do Chora Sfakia. Tuż przed wejściem do miasta możecie zażyć ostatniej kąpieli nad plażą Iligas.

E4 Kreta (2)

Szlak E4 w kierunku Chory Sfakion

 

Życzę Wam abyście poczuli jak zmęczone nogi szurają o siebie, ale ciągle brną do przodu. Jak spełniona obietnica dzikich miejsc wynagradza klejący się od potu T-shirt. Jak kubki smakowe powiększają i chłoną te same smaki ze zdwojoną przyjemnością. Takiej wędrówki Wam życzę! Może akurat na jednym z odcinków kreteńskiego E4?