5 aplikacji, które sprawią, że Twój pobyt w Atenach będzie niesamowicie prosty

Ile razy w Atenach czułeś się zagubiony? Jak często denerwowałeś się, że krążysz bez sensu albo tracisz czas na poszukiwanie informacji, zamiast poświęcić go na siorbanie frappe z widokiem na Akropol?

Jeżeli odpowiedź brzmi „za dużo” to mam coś, co pomoże Ci przy kolejnym pobycie w Atenach.

Doskonale wiem, że nie każdy z odwiedzających grecką stolicę dysponuje aplikacją offline, taką jak „Zapytaj kumpla app” albo „Grecki mąż PRO”, które odpowiedzą na wszystkie pytania.

Dlatego przed kolejnym przyjazdem, koniecznie ściągnij 5 aplikacji, które pomogą zaoszczędzić Ci mnóstwo czasu i pozwolą cieszyć się zasłużonym urlopem w pełni.

 

beatBeat-Ride App

Chcesz zamówi taksówkę, ale nie wiesz pod jaki numer zadzwonić? A nawet gdybyś wiedział to boisz się, że ze swoim angielskim i tak się nie dogadasz? Beat-Ride App jest idealnym rozwiązaniem!

Aplikacja lokalizuje Cię, a następnie pokazuje wszystkich kierowców w okolicy. Jednym kliknięciem, wybierasz jednego z dostępnych, a w oczekiwaniu na jego przyjazd, śledzisz drogę, jaką pokonuje.

Beat-Ride App powoli wypierana jest przez popularnego Ubera, jednak nadal to ona jest w Atenach bardziej znana.

 

Google_Translate_IconGoogle translate

Wiem, wiem… w Atenach przecież wszyscy mówią także po angielsku. Nie wszyscy jednak, którzy tu przyjeżdżają muszą być poliglotami. 😉

Z pomocą przychodzi Google translator, który tłumaczy nie tylko pojedyncze słowa, ale także całe wyrażenia czy zdania. Z greckiego na polski, z polskiego na grecki i inne języki – bez konieczności łączenia z Internetem.

I choć proponowane tłumaczenia od czasu do czasu przypominają komunikaty w stylu „Kali mieć, Kali chcieć” to przecież zawsze to jakieś ułatwienie przy wytargowaniu rabatu czy zrozumieniu wszędobylskich napisów.

 

fuelgrappfuelGR: fuel prices for Greece

Aplikacja dla przemieszczających się samochodem. FuelGR: fuel prices for Greece docenią kierowcy, którym zależy na zatankowaniu po najniższym koszcie.

Aplikacja pokazuje stacje benzynowe oraz aktualne ceny. Lokalizacja pozwala na wyliczenie dystansu do najbliższej z nich. Oprócz tego korzystający ma możliwość filtrowania dostępnych stacji na podstawie preferowanej marki, typu paliwa czy ceny.

 

oasaOASA telematics app

Na transport publiczny w Atenach trzeba brać poprawkę – szczególnie jeśli chodzi o autobusy. Google maps niewiele w tym zakresie pomaga. Dlatego z pomocą przychodzi OASA telematics app

Użytkownicy polskiego „jak dojadę” będą nieco zawiedzeni. Bo choć OASA telematics app również służy do rozeznania się w transporcie publicznym, to jej interfejs jest dużo mniej intuicyjny.

Nadal jednak jest najlepszą z aplikacji, z aktualnymi rozkładami jazdy, lokalizacją przystanków, czy pokazującą pokonywane trasy w rzeczywistym czasie.

tripadvisor iconTripAdvisor

TripAdvisor, jak na dobrego doradcę przystało podpowie, jak zaplanować wakacje – od znalezienia lotów czy hoteli, przez restauracje, miejsca warte zobaczenia po inne aktywności, którym warto się oddać. Wszystko w oparciu o oceny, wystawione przez tysiące użytkowników.

Aplikacja pozwala na filtrowanie polecanych miejsc ze względu na zakres cenowy, standard czy rodzaj (na przykład w przypadku restauracji). Zamiast przeszukiwać Internet w poszukiwaniu interesującego nas miejsca w TripAdvisor znajdziemy zdjęcia innych użytkowników, a także mapę z lokalizacją.

Nigdy nie mamy gwarancji, że TripAdvisor wybierze najlepsze dla nas miejsca. Podpowie jednak przynajmniej, czego możemy się spodziewać.

 

Którą z aplikacji wypróbujesz podczas kolejnej wycieczki do Aten? A może znasz inną, która sprawiła, że Twój pobyt w stolicy był dużo łatwiejszy?

Czekam, by przeczytać o nich w komentarzu poniżej! 🙂

Ciemna strona miasta. Pireus

Pireus nie jest romantycznym portem. Metaliczny kolor promów zabarwił na szaro kawałek morza, na którym zacumowały. Nie ma się zresztą w co wpatrywać, bo ściśnięte statki szczelnie zasłoniły resztki wody.

SONY DSC

W Pireusie zaczynam rozumieć kim był «μάγκας» (mangas) i co to «τεκέδες» (tekedes). Wyobrażam sobie zarozumiałych cwaniaczków z klasy pracującej. Jak idą ulicą z przekonaniem, że to oni rządzą w tej dzielnicy. Jak ramionami zataczają koła i ocierają o swój tani garnitur. Sposób, w jaki chodzą podkreśla ich tupet. Przewiązani ciasno pasem, który bardziej niż ozdoba, sprawdza się jako schowek na nóż.

SONY DSC

Schowani w cieniu wełnianych kapeluszy, siedzą w barze wielkości pokoju. Można by w nim zawiesić siekierę. Dym papierosowy drapie w gardło i oczy. Tylko przyjezdnych. Bo «Μάγκες» (manges), to „najtwardsi z twardych”. Niewiele ich rusza. Stukotem komboloi zabijają kolejne godziny. Albo wystukują rytm wygrywanych na bouzouki rembetiko.

Gdyby byli młodsi i dziś przemykali po ulicach Pireusa, z pewnością dostaliby nadzór kuratorski.

SONY DSC

„Największy port pasażerski w Europie, podobno drugi na świecie” – chodzę po czwartej najliczniejszej gminie Grecji i mam wrażenie, że ktoś o niej zapomniał. Szare chmury zasłaniające niebo tylko wzmacniają to odczucie.

Oddalam się od portu, choć wciąż podążam wzdłuż niego. Równolegle biegnące ulice nie mają tyle przestrzeni co deptak przy wodzie.

SONY DSC

Pełno tu zakładów, w których nadal produkuje się metalowe części do statków. Jakie dokładnie? Nie wiem. Ułożone jedne na drugich kartonowe pudła, pnące się jak bluszcz w górę ściany, pozostają zamknięte. Pomarszczone twarze, które wyglądają ze środka nie zachęcają do zadawania pytań. Policzki nadymują dymem z przed chwilą skręconych papierosów. Tak innych od tych równiusieńkich, wychodzących parędziesiąt lat temu z fabryki Papastratosa. Ta, podobnie jak inne biznesy w okolicy, stoi zamknięta na cztery spusty.

SONY DSC

Ciężko się tu oddycha. Marzę o prysznicu. Silnym strumieniu wody, który wypłukałby kurz osiadły w zgnieceniu łokci i włosach. Jedyne czym mogę się teraz pocieszyć to wysmarkanie piachu, który wszedł mi do nosa po tym jak wielka śmieciara przejechała przez ulicę.

SONY DSC

Biorę głęboki oddech, bo coś kłuje mnie w serce. Portowe budynki nie zasłużyły na swój los. Wiem, że doprowadzenie ich do użyteczności nie skończy się na zeskrobaniu odchodzących warstw farby. By stały się loftem, w którym ktoś zamieszka albo industrialną kawiarnią, pachnącą świeżo zmieloną kawą potrzeba dużo pracy. Zastanawiam się czy ktoś się jej podejmie zanim kolejne ściany zaczną upadać. Jak w domku z kart.

SONY DSC

SONY DSC

Wychodzę z dzielnicy Papastratio, przechodzę przez Kopi i dochodzę do Drapetsona. Mijam przystanek „Polykatoikies” i zastanawiam się dlaczego ktoś go tak nazwał, skoro piętrowe bloki widoczne są dopiero na horyzoncie. Tu autobusy krążą wokół jednopiętrowych domków o powierzchni salonu. Przypominają ogródki działkowe, choć mają w sobie więcej przytulności. Uroku dodają im różnokolorowe okiennice, na których osiadł kurz.

SONY DSC

SONY DSC

Przez niewielkie podwórka przewija się chwilowość. Jakby ktoś zaglądał tu trzy razy do roku. By w rękach uprać budne ciuchy, a potem wywiesić na ganku. Zabić trzy kwadranse przy piwie i plastikowym stole. Naprawić cieknący kran, poskładać ubrania w kostkę i znów wyruszyć.

SONY DSC

W stronę portu, a potem w morze. Uciec w niebieskość, którą tu – w Pireusie – zawłaszczyły metaliczne promy…

Jak zwiedzić Ateny „jak lokalny”?

„Tu nie ma nic ciekawego” –  wzrokiem przeczesujesz mapę swojego miasta. Próbujesz znaleźć coś, co może spodobać się znajomemu, który po raz pierwszy przyjedzie Cię odwiedzić. W końcu jest!

SONY DSC

Dlaczego wyjdziecie na  spacer po rynku, zahaczycie o kamienice w starej części miasta, wyskoczycie do baru na imprezowej ulicy, zamiast przejść się po okolicznym targu lub po Twoim osiedlu?

Tak wiem… tam przecież nie ma nic ciekawego…

Zwiedzanie miasta „jak lokalny” to ściema!

Przewracam oczami, gdy po raz kolejny znajomy chce „odkryć Ateny z perspektywy lokalsa”. Po pierwsze, XV wiek i czasy wielkich odkryć geograficznych już minęły – wszystko zostało odkryte. Poza tym wzdryga mnie na określenie „lokals”… Jest i trzeci powód.

Podczas gdy my turyści wylewamy siódme poty, by miasto odkryć z perspektywy Ateńczyków, Ateńczycy najzwyczajniej w świecie… nie są zainteresowani odkrywaniem swojego miasta! Co innego, gdy wyjeżdżają poza jego granice i zamienią się w turystów.

SONY DSC

Pamiętam maślany wzrok mojej greckiej znajomej, która lutowego popołudnia z otwartą buzią chłonęła intensywne kolory opolskiego blokowiska. I różnorodność mieszkań, które opakowane w bezkształtny blok, wydawały się z zewnątrz takie same.

Nie mogłam zrozumieć głębokich wzdechnięć, oklasków, ciągłego szarpania za rękaw uzupełnianego błagalnym tonem o przedłużenie spaceru. Pół roku później wprowadziłam się do Aten.

Wtedy zrozumiałam

Z turysty w mieszkańca, czyli najgorsza przemiana, jakiej możesz doświadczyć

Po pierwszych dniach przeprowadzki wszystko było nowe i fascynujące – pompony u butów Evzones podskakujące podczas zmiany warty, stoiska z piramidami warzyw i owoców na centralnym targu, kolorowe donice zastawiające ulice Plaki. I oczywiście Akropol spoglądający na nie wszystkie z góry.

SONY DSC

Ekscytujące były codzienne podróże metrem. Sklejone wagoniki łączyły najważniejsze atrakcie – szybko, bez konieczności tracenia czasu na nużące dojścia. Z twarzą przyklejoną do okna wyglądałam kolejnych stacji. Odliczałam kropki na trójkolorowym schemacie linii i czas potrzebny na przejazd od jednej do kolejnej. Z rytmu wybijały mnie dźwięki akordeonu albo gitary. Odrywałam się od szyby, by zerknąć na grajka, który kołyszącym krokiem przechodził przez kolejne wagony. I pasażerów-zombi, chowających twarze za książką lub ekranem smartphona.

Nie wiem, w którym momencie stałam się jednym z nich.

Pompony u butów Evzones przestały podskakiwać, donice przy ulicach zamiast cieszyć, wadzić. Akropol zniknął w gąszczu czteropiętrowych budynków.

„Proszę zatrzymać metro! Ja wysiadam!”

Tak jak co dzień siedziałam w szarym metrze. Betonowe ściany za oknem i miarowe postukiwanie komboloi powoli wprawiały mnie w trans. Oczy stawały się coraz cięższe. Nagle skronie przeszyło ostrze noża. Przez uchylone okno wpadł mroźny powiew wiatru. Zielona linia metra wyjechała na ziemię. Po lewej stronie na wzgórzu znów królował Akropol. I gdy po raz kolejny zrozumiałam, że przestał mnie zachwycać, postanowiłam coś z tym zrobić. Tu i teraz.

SONY DSC

Gdy tylko dojechałam do kolejnej stacji, poderwałam się z siedzenia. A chwilę później usiadłam. I pozwoliłam, by wagoniki leniwie dotoczyły się do ostatniej stacji w Pireusie.

Zapomniałam kiedy ostatni raz tam byłam. I kiedy ostatni raz byłam w miejscach, w kórych serce zaczynało bić szybciej. Tak, jak podczas pierwszych spacerów wokół fontanny przed parlamentem, wśród wąskich uliczek Plaki, czy w stronę Akropolu.

Gdy zrozumiałam, że wszystkie atrakcje przestały mnie zachwycać, postanowiłam zachwycić się miejscami zwykłymi. Zejść z turystycznych szlaków i wrócić do metra. A dokładniej na jego powierzchnię. I dróg pokonywanych przez mieszkańców każdego dnia.

3 linie, 61 stacji i 84 kilometrów to za dużo, do zobaczenia za jednym razem. Za to w sam raz na dużo spacerów. I dużo okazji do poznawania miasta. Jak lokalny.

 

Ateński Jedwabny Szlak [fotorelacja]

Pod koniuszkami palców czuję kolejne materiały – od miękkiej bawełny po szorstki dżins. Wyciągniętą dłoń z każdym krokiem łaskoczą inne faktury. Plusz, drelich, flanela, len, dżersej, żakard… Chciałabym nazwać je wszystkie, ale nie potrafię.

Po obu stronach ulic Kalamiotou i Perikleous znajdują się sklepy. Wszystkie z nich sprzedają to samo…

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

„Retro żakiet, kloszowana spódnica, poszewka na poduszkę, która od tygodni naga leży w salonie…” – z wykesponowanych materiałów mogłoby powstać tysiące rzeczy. Oparte o zewnętrzne ściany budynków ciasno zwinięte rulony są jednak bezpieczne – nawet z maszyną do szycia nie wiedziałabym, gdzie zacząć.

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

Przyglądam się tym, którzy wiedzą, jak z materiałami sobie radzić. Tym, którzy metrami tkanin, przebierają tak samo pewnie, jak wieszakami z uprasowanymi w kant ubraniami. Starsze kobiety, które mijają mnie ze złożonymi w kostkę materiałami, co rusz zaglądają do siatek. Cieszą się jak nastolatki, które na wyprzedaży wyhaczyły najnowszą kolekcję za półdarmo.

SONY DSC

SONY DSC

„Czy to możliwe, że dokładnie w tym miejscu przebiegał Jedwabny Szlak?” – przeciągam dłonią po materiałach. I gdy podobnie jak wcześniej nie znajduję odpowiedzi, skupiam się na cieszeniu się gamą kolorów i zwykłym życiem, które toczy się tuż obok…

SONY DSC

SONY DSC

A Ty? Zszedłbyś z utartego ateńskiego szlaku, by przejść się „materiałową” ulicą? A może już to zrobiłeś i, co więcej, podczas spaceru natknąłeś się na inne zwykłe-niezwykłe miejsca? Pochwal się swoimi odkryciami w komentarzu!

Najstarsza stacja meteorologiczna na świecie. Wieża Wiatrów

„Nie warto tu wchodzić” –  z deptaka ciągnącego się wkoło Rzymskiej Agory wszystko widać jak na dłoni. Jedno nie dawało mi spokoju. Wyciągnięta na dwanaście metrów ponad ziemię, ośmiokątna wieża.Na tle połamanych kolumn, prezentowała się nad wyraz dobrze. Otwarte skrzydło drzwi wpuszczało światło do marmurowego wnętrza, ale i broniło je przed wścibskimi spojrzeniami turystów.

Do Wieży Wiatrów prowadzą trzy wysokie do łydki stopnie. Po ich pokonaniu przechodzą ciarki. Temperatura w środku jest o parę stopni niższa niż na zewnątrz. Jakby tego było mało to właśnie tu mieściła się najstarsza stacja meteorologiczna na świecie! I jeszcze punkt kontroli czasu sprzed ponad 2000 lat!

PANO_20170324_105254

Projekt astronoma i architekta Andronikosa z Kyrros był dziełem „trzy w jednym”: wskaźnikiem wiatru, zegarem słonecznym oraz wodną klepsydą. Po wszystkich zostało wspomnienie.

Ośmiometrowy, wykonany z brązu posążek Trytona zwieńczał dach. Półczłowiek-półryba obracał się w zależności od tego, skąd zawiało.

tower of winds

Płaskorzeźby, które się uchowały, przedstawiają osiem różnych wiatrów.Każdy z uskrzydlonych mężczyzn nadciąga z innej strony świata, każdy przynosi coś innego: od ciepłego powiewu po przeszywający chłód, od urodzaju po zniszczenie. Zegary słoneczne znajdowały się na ścianach tuż pod nimi.

W czasie niepogody oraz w nocy do pomiaru czasu służyła klepsydra, zamontowana wewnątrz wieży. Urządzenie napędzane było źródłem, bijącym z położonego niespełna 200 metrów dalej Akropolu. Po zaawansowanym mechanizmie pozostał zbiornik i kilka rowków w podłodze.

SONY DSC

Wieża zmieniała się na przestrzeni wieków. Używana przez kupców do odczytywania czasu, z czasem została kościołem, a następnie klasztorem. Współcześni pamiętają ją wiecznie zasłoniętą, szczelnie jak ferrari, które właściciel musiał na chwilę zostawić w nieciekawej dzielnicy. Nie dziwne więc, że po latach konserwacji, gdy w końcu została odsłonięta, nie mogła odpędzić się od towarzystwa.

SONY DSC

Ekscytacja z czasem opadła. Zapomnieliśmy o Wieży Wiatrów. Wtopiła się o otoczenie. Jeśli ktoś z lokalnych ją wspomnina to zamiast „Wieży Wiatrów” używa zdrobniałego „Aerides” (wiatry).

A z wieżą, jak z wiatrami – mimo, że obecne, nie zawsze odczuwamy je na własnej skórze…