Ateński Jedwabny Szlak [fotorelacja]

Pod koniuszkami palców czuję kolejne materiały – od miękkiej bawełny po szorstki dżins. Wyciągniętą dłoń z każdym krokiem łaskoczą inne faktury. Plusz, drelich, flanela, len, dżersej, żakard… Chciałabym nazwać je wszystkie, ale nie potrafię.

Po obu stronach ulic Kalamiotou i Perikleous znajdują się sklepy. Wszystkie z nich sprzedają to samo…

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

„Retro żakiet, kloszowana spódnica, poszewka na poduszkę, która od tygodni naga leży w salonie…” – z wykesponowanych materiałów mogłoby powstać tysiące rzeczy. Oparte o zewnętrzne ściany budynków ciasno zwinięte rulony są jednak bezpieczne – nawet z maszyną do szycia nie wiedziałabym, gdzie zacząć.

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

Przyglądam się tym, którzy wiedzą, jak z materiałami sobie radzić. Tym, którzy metrami tkanin, przebierają tak samo pewnie, jak wieszakami z uprasowanymi w kant ubraniami. Starsze kobiety, które mijają mnie ze złożonymi w kostkę materiałami, co rusz zaglądają do siatek. Cieszą się jak nastolatki, które na wyprzedaży wyhaczyły najnowszą kolekcję za półdarmo.

SONY DSC

SONY DSC

„Czy to możliwe, że dokładnie w tym miejscu przebiegał Jedwabny Szlak?” – przeciągam dłonią po materiałach. I gdy podobnie jak wcześniej nie znajduję odpowiedzi, skupiam się na cieszeniu się gamą kolorów i zwykłym życiem, które toczy się tuż obok…

SONY DSC

SONY DSC

A Ty? Zszedłbyś z utartego ateńskiego szlaku, by przejść się „materiałową” ulicą? A może już to zrobiłeś i, co więcej, podczas spaceru natknąłeś się na inne zwykłe-niezwykłe miejsca? Pochwal się swoimi odkryciami w komentarzu!

Najstarsza stacja meteorologiczna na świecie. Wieża Wiatrów

„Nie warto tu wchodzić” –  z deptaka ciągnącego się wkoło Rzymskiej Agory wszystko widać jak na dłoni. Jedno nie dawało mi spokoju. Wyciągnięta na dwanaście metrów ponad ziemię, ośmiokątna wieża.Na tle połamanych kolumn, prezentowała się nad wyraz dobrze. Otwarte skrzydło drzwi wpuszczało światło do marmurowego wnętrza, ale i broniło je przed wścibskimi spojrzeniami turystów.

Do Wieży Wiatrów prowadzą trzy wysokie do łydki stopnie. Po ich pokonaniu przechodzą ciarki. Temperatura w środku jest o parę stopni niższa niż na zewnątrz. Jakby tego było mało to właśnie tu mieściła się najstarsza stacja meteorologiczna na świecie! I jeszcze punkt kontroli czasu sprzed ponad 2000 lat!

PANO_20170324_105254

Projekt astronoma i architekta Andronikosa z Kyrros był dziełem „trzy w jednym”: wskaźnikiem wiatru, zegarem słonecznym oraz wodną klepsydą. Po wszystkich zostało wspomnienie.

Ośmiometrowy, wykonany z brązu posążek Trytona zwieńczał dach. Półczłowiek-półryba obracał się w zależności od tego, skąd zawiało.

tower of winds

Płaskorzeźby, które się uchowały, przedstawiają osiem różnych wiatrów.Każdy z uskrzydlonych mężczyzn nadciąga z innej strony świata, każdy przynosi coś innego: od ciepłego powiewu po przeszywający chłód, od urodzaju po zniszczenie. Zegary słoneczne znajdowały się na ścianach tuż pod nimi.

W czasie niepogody oraz w nocy do pomiaru czasu służyła klepsydra, zamontowana wewnątrz wieży. Urządzenie napędzane było źródłem, bijącym z położonego niespełna 200 metrów dalej Akropolu. Po zaawansowanym mechanizmie pozostał zbiornik i kilka rowków w podłodze.

SONY DSC

Wieża zmieniała się na przestrzeni wieków. Używana przez kupców do odczytywania czasu, z czasem została kościołem, a następnie klasztorem. Współcześni pamiętają ją wiecznie zasłoniętą, szczelnie jak ferrari, które właściciel musiał na chwilę zostawić w nieciekawej dzielnicy. Nie dziwne więc, że po latach konserwacji, gdy w końcu została odsłonięta, nie mogła odpędzić się od towarzystwa.

SONY DSC

Ekscytacja z czasem opadła. Zapomnieliśmy o Wieży Wiatrów. Wtopiła się o otoczenie. Jeśli ktoś z lokalnych ją wspomnina to zamiast „Wieży Wiatrów” używa zdrobniałego „Aerides” (wiatry).

A z wieżą, jak z wiatrami – mimo, że obecne, nie zawsze odczuwamy je na własnej skórze…

Dziwne zdjęcia. Ateny mojej mamy [fotorelacja]

Wszystkie wizyty mają wspólną cechę: kiedyś się kończą. Wyprawianie na metro, pakowanie do autobusu czy lotniskowe pożegnania zawsze poprzedza ta sama scena. Odbieram właścicielom ich telefony i aparaty. Podłączam do laptopa. Zaznaczam pliki. Kopiuję.

Tworzę nowy folder o nazwie „dziwne zdjęcia”. Dodaję podkreślnik, a potem imię autora fotografii. Wrzucam do niego wszystko jak leci.

Dziwne zdjęcia leżakują do czasu porządków na pulpicie. Otwieram wtedy folder i zaczynam przeglądać słabe kadry zabytków albo miejsc, których sama nigdy bym nie sfotografowała. Próbuję zrozumieć sens utrwalenia połowy z obrazów. Co robi tu góra cebuli albo równo ułożone ziemniaki? Do czego przyda się dwadzieścia sześć ujęć Akropolu z różnych perspektyw?

Zbieram do kupy wszystkie wątpliwości i idę do autora zdjęć – tym razem do mojej mamy.

W odpowiedzi dostaję maila – wrażenia, które nosiła w sobie przez cały tydzień pobytu w Atenach i wspomnienia, które po nim zostały.

 Poleciałam do Aten z wizytą rodzinna i ten cel był najważniejszy. Oczywiście, że chciałam zobaczyć stolicę Grecji, ale nigdy nie pociągały mnie szczególnie wielkie miasta. Przytłaczały mnie swoimi wymiarami, wydawały się pozbawione duszy i możliwości kontaktu z ludźmi. A ja to lubię.

Poleciałam do Aten z wizytą rodzinną i ten cel był najważniejszy. Oczywiście, że chciałam zobaczyć stolicę Grecji, ale nigdy nie pociągały mnie szczególnie wielkie miasta. Przytłaczały mnie swoimi wymiarami, wydawały się pozbawione duszy i możliwości kontaktu z ludźmi. A ja to lubię.

Byłam w Atenach 20 lat temu. Po prostu "byłam”. Autokar zawiózł nas pod bramę Akropolu, przewodnik z parasolem w ręku, nieustający gest stukającego palca wskazującego w tarczę zegarka. Czas wyliczony, ograniczony.

Byłam w Atenach 20 lat temu. Po prostu „byłam”. Autokar zawiózł nas pod bramę Akropolu, przewodnik z parasolem w ręku, nieustający gest stukającego palca wskazującego w tarczę zegarka. Czas wyliczony, ograniczony.

Potem Pireus - szybki przemarsz. Statki wielkie, mniejsze, jachty. Zegarek, jego tarcza i palec. Szybko, szybko... Koniec zwiedzania Aten.

Potem Pireus – szybki przemarsz. Statki wielkie, mniejsze, jachty. Zegarek, jego tarcza i palec. Szybko, szybko… Koniec zwiedzania Aten.

Poleciałam więc znowu odwiedzić to miasto pomimo średniego zainteresowania starożytnością, archeologią i historią. Pamiętam czas lądowania. Zaspana zerknęłam przez okno. Rozświetlona stolica. Miliony świateł. Cudny widok.

Poleciałam więc znowu odwiedzić to miasto pomimo średniego zainteresowania starożytnością, archeologią i historią. Pamiętam czas lądowania. Zaspana zerknęłam przez okno. Rozświetlona stolica. Miliony świateł. Cudny widok.

Ateny są wielkie, ale nie przytłaczające. Ludzie po drugim dniu zakupów przyjaźnie machają przez witrynę piekarni.

Ateny są wielkie, ale nie przytłaczające. Ludzie po drugim dniu zakupów przyjaźnie machają przez witrynę piekarni.

6

Akropol. Fascynujące jak początki tego wyniosłego budownictwa przetrwały tyle wieków w swoim miejscu. Dotyka się historii. Czułam ją, nawet ja – mało historyczna.

Stąpałam po wykopaliskach. Dosłownie. Pozostałości murów, zabudowań przykrytych szklanymi płytami w chodniku, ogródku czy w alejce prowadzącej do prywatnej posesji. Do nowoczesnego domu wchodzi się stąpając po kilkutysięcznej historii.

Stąpałam po wykopaliskach. Dosłownie. Pozostałości murów, zabudowań przykrytych szklanymi płytami w chodniku, ogródku czy w alejce prowadzącej do prywatnej posesji. Do nowoczesnego domu wchodzi się stąpając po kilkutysięcznej historii.

10

Metro -3 linie! I znów niesamowite ! Najstarsza linia ruszyła w 1904 r.* Polecam rozwiązania typu karnet kilkudniowy. [* mowa o zielonej linii metra, która w 1904 roku linia została zelektryfikowana, a która już od 1869 roku funkcjonowała jako kolejka parowa.]

W całej wielkości tego miasta można przemieszczać sie do woli: zwiedzać, wyruszyć w przeciwnym kierunku, by wypić kawę z pięknym widokiem, odwiedzić polecaną cukiernię.

W całej wielkości tego miasta można przemieszczać się do woli: zwiedzać, wyruszyć w przeciwnym kierunku, by wypić kawę z pięknym widokiem, odwiedzić polecaną cukiernię.

8

9

Agora zachwyca świeżością produktów, starannością ich wyeksponowania, możliwością kosztowania. Mój raj.

Kafejki… kafeniony -wszechobecne i wypełnione ludźmi. Stoliki na zewnątrz, kwiaty we flakonach, lampki do wina, kolorowe poduszki, ozdobne grzejniki gazowe.

Kafejki… kafeniony – wszechobecne i wypełnione ludźmi. Stoliki na zewnątrz, kwiaty we flakonach, lampki do wina, kolorowe poduszki, ozdobne grzejniki gazowe.

Zniechęcały mnie duże miasta, a pokochałam Ateny z ich wieloma możliwościami.

Zniechęcały mnie duże miasta, a pokochałam Ateny z ich wieloma możliwościami.

Pomimo pory zimowej była zieleń. Może nie taka jak w maju, ale była obecna. I cieszyła.

Pomimo pory zimowej była zieleń. Może nie taka jak w maju, ale była obecna. I cieszyła.

Było zimo - to fakt. Nie pamiętam, kiedy wcześniej tak bardzo zmarzłam, a nie należę do zmarzluchów. Było słońce, był wiatr, był deszcz i było zimno. Ale było też pięknie!

Było zimo – to fakt. Nie pamiętam, kiedy wcześniej tak bardzo zmarzłam, a nie należę do zmarzluchów. Było słońce, był wiatr, był deszcz i było zimno. Ale było też pięknie!

„Może znasz to wszystko. Ale to tylko moje wrażenia i uśmiecham się do tych wspomnień. I niesamowite – każdej nocy od powrotu śni mi się Grecja. Jak zawsze.”

Doczytałam maila do końca i doszłam do wniosku, że czas najwyższy na zmianę nazwy folderu ze zdjęciami. Bo może od tysiąca ujęć ateńskiej codzienności, dziwniejsze jest to jak szybko do niej przywykłam?

A Ty? Jak szybko przywykasz do otaczającej Cię rzeczywistości? Kiedy przestajesz wyglądać zza szybę autobusu, zmieniać drogę do pracy? I jak szybko oceniasz to, co Cię otacza za oczywiste?

Wyspa w sercu Aten. Anafiotika

Białe sześcienne domki pokryte czerwonymi dachówkami, wszechobecne koty szwędające się po uliczkach tak wąskich, że człowiek musi obrócić się bokiem albo ściągnąć ramiona, by podążyć ich śladem. W samym centrum Aten znajduje się wyspa. Jeżeli tylko tu trafisz… zakochasz się na zabój! Bo Anafiotika to urzeczywistnienie marzeń o ucieczce z pudełkowatej architektury Aten.

????????????????????????????????????

????????????????????????????????????

Anafiotika to mała wyspa. I to nie tylko wrażenie, które odnosi się podczas przeciskania przez uliczki tej części Plaki. Kolorowe okiennice, zwisające bugenwille i zapach prania kręcący w nosie tylko wzmacniają to odczucie. Plakaty rozwieszone na ścianach domów, przypominają o pochodzeniu ich mieszkańców. W trzech językach zachęcają do odwiedzin Anafi – jednej z cykladzkiej wysp, od której niewielki skrawek ziemi znajdujący się w cieniu Akropolu wziął swoją nazwę. Bo „Anafiotika”, to nic innego jak „małe Anafi”.

????????????????????????????????????

Pierwszymi mieszkańcami Anafiotiki byli robotnicy, którzy do Aten przybyli na polecenie Ottona I, zaraz po tym jak te stały się stolicą niepodległej Grecji (XIX w.). Po godzinach pracy spędzanych przy remoncie pałacu króla Grecji, budowali proste, funkcjonalne domki przypominające te, które zostawili na swojej wyspie. Jak łatwo odgadnąć były one zupełnie różne od neoklasycystycznych budowli, stawianych przez nich za dnia.

????????????????????????????????????

Prawda jest taka, że mieszkańcy Anafiotiki nigdy nie mieli pozwolenia na wybudowanie swoich domów. Teren u stóp Akropolu ze względu na wartość historyczną był obszarem chronionym. Pierwsi mieszkańcy pod osłoną nocy przeszmuglowali potrzebne materiały i mgnieniu oka postawili izby dla swoich rodzin. Wykorzystali jeden z zapisów ottomańskiego prawa, nadającego własność do konstrukcji tym, którzy postawili je między zachodem, a wschodem słońca.

????????????????????????????????????

Podobno, gdy odpowiedni funkcjonariusze przybyli na miejsce zdarzenia, nie mieli serca do usunięcia nowych lokatorów. Jak łatwo zgadnąć, brak interwencji sprawił, że więcej osób poszło śladem sprawdzonego rozwiązania. W kolejnych latach do wyspiarzy z Anafi, dołączyli ci z innych wysp Cykladzkich, a później również migranci z Azji Mniejszej.

????????????????????????????????????

Ze względu na badania archeologiczne prowadzonych na terenie Anafiotiki w 1950 roku część zabudowy została zniszczona. Obecnie spacerować można wśród 45 domków, z których część nadal jest zamieszkiwana. Jak na prawdziwie grecką okolicę przystało, nie zabrakło również miejsca na dwa kościoły.

????????????????????????????????????

Uliczki ciągną się według sobie znanemu schematowi. Niektóre kończą się drewnianą furtką, inne – tarasem sąsiada. Wąskie przesmyki nie mają swoich nazw. W związku z tym adres każdego z domów to po prostu „Anafiotika” i numer przypisany do konkretnego budynku.

Wiosna, lato, jesień, zima – niezależnie od pory roku Anafiotika jest czarująca. I choć na próżno szukać tu tawerny, kawiarni czy sklepu z pamiątkami to nieustannie przyciąga ciekawskich, którym chciało się podejść parę stopni wyżej od tętniącej życiem Plaki.

Czy kiedykolwiek znalazłeś się wśród nich?

????????????????????????????????????

PRAKTYCZNIE:

Miejsce: Anafiotika, dzielnica Plaki po północno-wschodniej stronie Akropolu, Ateny

Dojście: Google Maps NIE PODAJE poprawnej lokalizacji Anafiotiki. Najbliższa Anafiotice stacja metra to Akropoli. Skorzystaj z wyjścia Makriyianni/Dionysiou Areopaghitou (prowadzącego do Muzeum Akropolu). Podejdź w górę deptakiem Makriyianni tak, by Akropol znajdował się na godzinie jedenastej. Na skrzyżowaniu z kolejnym deptakiem Areopagitou, skręć w lewo. Po 50 metrach, tuż przed starożytnym Teatrem Dionizosa, skręć w prawo, w ulicę Thrasillou. Po 150 metrach ulica zmieni nazwę na Stratanos. Idź dalej aż do momentu, w którym po swojej lewej stronie zobaczysz bielony kościółek, a po prawej żółty dom z niebieskimi okiennicami. To tu zaczyna się Anafiotika. Wejdź w drogę oznaczoną znakiem informacyjnym, jako droga bez przejazdu, lub wybierz schodki pnące się w górę tuż przed kościołem.

Pogubiłeś się w instrukcjach? Wysiadając na stacji metra Akropoli, trzymaj się jak najbliżej wzgórza z Akropolem (ciągle mając je po swojej lewej stronie), a prędzej czy później odnajdziesz Anafiotikę.

Wskazówka: Anafiotikę najlepiej odwiedzić rankiem. O tej porze dnia słońce dociera niemal w każdy zakątek, czyniąc białe domki jeszcze bielszymi.

Jak Grecy obchodzą pierwszego listopada? Wizyta na Pierwszym Cmentarzu w Atenach

Pierwszego listopada cmentarze w Grecji wyglądają tak, jak każdego dnia: między alejkami od czasu do czasu przemyka zgarbiony staruszek, słychać gruchanie gołębi, tu i ówdzie zatańczy płomień świecy. Nie ma dzikich tłumów, nie ma kłótni o to, czy niebieski znicz powinien stać przed czerwonym, ani dylematów, w którym rogu nagrobka ułożyć wieniec.

Co jeszcze na greckim cmentarzu jest inne od tego, co znamy z Polski?

Odpoczynek? Tylko dla wybranych!

Pierwszy Cmentarz Ateński jest najstarszym cmentarzem w stolicy, założonym jeszcze w XIX wieku. Jednocześnie jest najdroższą nekropolią w Atenach, dlatego na pochówek tutaj mogą pozwolić sobie tylko nieliczni. Problemu nie miał odkrywca Myken Heinrich Schliemann, znana z czarnobiałego ekranu Melina Mercouri czy generał Kolokotronis. Jednak oprócz nich (i innych znanych), znajdziemy tu także groby rozpoznawalnych tylko przez najbliższą rodzinę.

Palmy, białe marmury i zdjęcia z imprezy…

Gdyby przymknąć oko na wszechobecne nagrobki, to spacer cmentarzu jest całkiem przyjemny. Wzdłuż alejek rosną cisy, sosny, drzewka oliwne, ale i palmy. Powietrze przesączone jest cytrusami.

Greckie cmentarze, są dużo mniejsze od tych w Polsce. Wszystkie, poza Pierwszym Cmentarzem w Atenach. Tu, pomimo jasności bijącej od marmurowych nagrobków, jest dość przytłaczająco. Wszystko przez grobowce wielkości domków. Znaleźć tu można niemal każdy odpowiednik architektury i zdobnictwa kojarzonego ze starożytnością: pantheon, sfinksy, sowy, no i oczywiście popiersia (choć te, na tle poprzednich nie robią już aż takiego wrażenia).

athens-cementary-5

athens-cementary-6
athens-cementary-7
Zdjęcia z nagrobków nie przypominają tych z paszportu czy innych oficjalnych dokumentów. Zalotnie uśmiechające się panie w gustownych garsonkach i nieco za mocnym makijażu, filtrują z przechodzącymi alejkami. Pobieżnie zerkają na nie panowie w marynarskich mundurach, z papierosem w ustach. Pochyleni nad szklanką ouzo, gotowi są do opowiedzenia kolejnego kawału, albo historii z młodzieńczych lat…

I choć na zdjęciach wyglądają jak żywi, to wiem, że jestem w muzeum. Trzask gałązki, którą nadepnęłam, odbija się od marmurowych płyt z podwójną siłą – zawstydzona spuszczam głowę. Nie powinnam zakłócać tego świętego spokoju. Tak jak w muzeum – mogę popatrzeć, ale broń Boże dotykać. Poza tym, musiałabym być wariatką, by zaglądać tu każdego dnia.

W ciepłe listopadowe popołudnie jednak tu jestem. Tysiące roztańczonych zniczy nie wskazało mi drogi. Wiem, że kiedyś, czy tego chcę czy nie, znajdę ją sama. Uśmiechające się z fotografi twarze sprawiają, że oswajanie się z tą myślą nie wywołuje dreszczy…

athens-cementary-4