7 greckich (i domowych!) sposobów na przeziębienie, które postawią Cię na nogi

Jedni już mają ją za sobą, inni dopiero przed. Pewno jest jedne – wszyscy wpadniemy w jej objęcia…. Co to jest? Miłość?

Nie, kochani!

To wstrętne choróbsko! 😉

Nikt z nas nie lubi pozostać w tym związku na długo, dlatego zebrałam dla Was sposoby na zwalczenie przeziębienia – wszystkie podpatrzone w greckich domach!

  1. RakomelorakomeloNie przez przypadek mieszanka gorącej raki z cynamonem, goździkami i miodem znajduje się na pierwszym miejscu. Rakomelo jest pyszne i rozgrzewa. Jednak to, co lubię w nim najbardziej to to, że kiedy przychodzi do „kuracji”, do stołu od razu przysiadają się inni, chętni do przetestowania skuteczności „lekarstwa”
  2. Rakomelo dla abstynentów
    Bezalkoholowa wersja rakomelo podpatrzona u znajomej. Gdy bierze ją przeziębienie do gorącej wody dorzuca laskę cynamonu, łyżkę miodu i wyciśnięty sok z całej cytryny. Ja lubię dodać do tego jeszcze świeży korzeń imbiru pokrojony w malutką kostkę i… drzemkę pod nadgrzaną kołdrą.
  3. Kotosupa
    Zupa z kurczaka, albo po swojsku: “rosół”. Ma być tłusto!  Z całym korpusem, pływającymi okami i parą, która skrapla się na nachylonej nad miską twarzy.
  4. Aromatyczny bukiecik ziółzioła (1)Suszona lipa na katar i stan podgorączkowy, tymianek na ból gardła, szałwia jako środek wyksztuśny… za każdym razem nie jestem pewna czy przy składaniu mieszanki nie pomyliłam jednego z drugim. Jednak zioła, które mój znajomy zbiera na swojej wiosce w Arkadii na centralnym Peloponezie zawsze stawiają mnie na nogi!
  5. Herbata
    herbataPierwszy raz, gdy w tawernie zamówiłam do obiadu herbatę została mi zaserwowana razem z… lekiem przeciwgorączkowym! Wtedy dowiedziałam się, że herbatę w Grecji pije się gdy jest się chorym.W leczeniu przeziębień, kataru i grypy, szczególnie pomocne sąususzone, blado zółto-zielone kwiaty gojnika, zwane  po prostu herbatą górską. Podana w grzejącym dłonie kubku bez uszka i z pełną łyżką miodu!
  6. Sok z pomarańczy
    sok z pomaranczyNie ma to jak porządna dawka witaminy C! Przeziębienie to jedyny moment, gdy ukochana przez Greków kawa idzie w odstawkę na rzecz świeżo wyciśniętego soku. Albo przynajmniej jej towarzyszy (bo który Grek zrezygnuje z kawy?) 😉
  7. Depon
    Brzmi jak imię mitologicznego boga. I niedaleko odbiega to od rzeczywistości! 😉 Depon to lek przeciwbólowy i przeciwgorączkowy, do którego Grecy zwracają się przy każdej możliwej okazji okołochorobowej.Dlaczego wpisałam go do domowy sposobów? Bo – cytując znajomą – “każdy ma go w domu, więc jest domowy, prawda?!” 😉

Jeżeli trzyma Cię choróbsko, to życzę szybkiego powrotu do zdrowia – mam nadzieję, że któryś w przedstawionych sposobów postawi Cię na nogi. A jeżeli znasz inne sposoby na pokonanie przeziębienia – koniecznie podziel się nimi w komentarzu!

 

7 kłamstw Maratonu Ateńskiego (w które wierzysz!)

W listopadzie wszyscy Ateńczycy stają się biegaczami. Jedni ubierają buty i zanim deptaki zapełnią się ludźmi, próbują poprawić swój czas. Drudzy, spoceni na samą myśl o zbliżającym się wydarzeniu, próbują nadążyć za tym, co słychać u pierwszych.

W końcu nadchodzi TEN dzień – Autentyczny Maraton Ateński.

23519250_10212037805314288_8833515177720225464_n (1)

Przygotowanie do zawodów wymaga treningu – fizycznego i uważności. Bo choć maratońskich bzdur powtarzanych między przyśpieszonymi wdechami i wydechami jest sporo, to trudno je wyłapać.

W dzisiejszym wpisie wybrałam dla Was 7 największych kłamstw, które słyszymy i w które – o zgrozo!- wierzymy.

KŁAMSTWO 1: „Maratończycy biegną 42 km”

DSC09579
42 i 125 m, czyli dokładnie tyle, ile ma dystans maratoński – poprawią najdokładniejsi. Ale i ci, nie mają racji. Maratończycy przebiegają nawet do pół kilometra więcej (!). Wszystko przez „obieranie” zakrętów z różnych stron (wewnętrzna lub zewnętrzna) oraz wyprzedzanie wolniejszych zawodników (na trasie miejscami jest bardzo tłoczno).

KŁAMSTWO 2: „Pierwszy, który przebiegł, umarł z wycieńczenia”

image

Pomnik Filippidesa znajdujący się przy drodze prowadzącej z Maratonu do Aten [źródło: findingdulcinea.com]

Kłamstwo używane też przeze mnie, by wymigać się od udziału… 😛
Podobni do mnie uparcie powtarzają historię Filippidesa, która zapoczątkowała maraton, jaki znamy dzisiaj. Że posłaniec po pokonaniu dystansu z Maratonu do Aten i obwieszczeniu zwycięstwa nad Persami, umarł z wycieńczenia. Nikt nie wspomina, że wcześniej pobiegł do Sparty prosić o wsparcie, wrócił do Aten, a potem ruszył do Maratonu, co łącznie daje ponad 500 km drogi! Niewykluczone, że zanim przebiegł pierwszy maraton, walczył też w bitwie z Persami.

Myślicie, że przy tym wszystkim, dystans 42 km był naprawdę zabójczy?

KŁAMSTWO 3: „Maraton to najtrudniejszy z biegów”
Wierzyłam, dopóki nie usłyszałam o Spartiatlonie, czyli o biegu na trasie Ateny – Sparta (246 km!). Powtarzałam, dopóki dowiedziałam się o ultramaratonie i nie obejrzałam dokumentu o Giannisie Kourosie, który w przeciągu 6 dni potrafił przebiec dystans równy wycieczce znad Bałtyku do Włoch!

KŁAMSTWO 4: „Maraton to najłatwiejszy z biegów”

DSC09556
W Maratonie Ateńskim nie ma zmiłuj się. Jak ma być autentyczny to musi być na odcinku z Maratonu do Aten. To nie maraton w Londynie, Berlinie, czy w Warszawie – nie da się wyznaczyć trasy, która przebiegałaby po najbardziej płaskiej części rejonu. Z tego powodu zawodnicy startujący w Maratonie Ateńskim muszą pokonać co najmniej 1/4 trasy pod górkę.

Widok przewracających się o własne nogi i ciała owinięte folią, spoczywające na krawężnikach za linią mety mówią same za siebie.

KŁAMSTWO 5: „Na szczęście nikomu nic nie obiecywałem” (na wszelki wypadek, by usprawiedliwić niepowodzenie).

athens_marathon_560

Zawodnicy Maratonu Ateńskiego w trakcie przysięgi. Złożone trzy palce są nawiązaniem do Trójcy Świętej [źródło: visitgreece.com]

Nie wiem czy podczas innych maratonów też jest to regułą, ale podczas ateńskiego zawodnicy przed rozpoczęciem biegu, składają przysięgę.

Nie obiecują, że dobiegną do końca.

Przysięgają walczć uczciwie i przestrzegać zasad zdrowej rywalizacji. Wszystko to w imię ideałów podzielanych przez Filipiadesa, olimpijczyka Spyrosa Louisa i bojownika Lambrakisa.

KŁAMSTWO 6: „Jestem za stary na bieg w maratonie”

DSC09607
Taaa… powiedz to Panu Stylianosowi albo Jorgosowi, którzy przebiegli trasę z 86 latami na karku…

KŁAMSTWO 7: „W maratonie wygrywa tylko jeden”

DSC09596
Na pewno nie w Maratonie w Atenach! Greccy spikerzy są mistrzami w tworzeniu kategorii tak, aby przyznać pierwsze miejsce, jak największej ilości osób. I tak w 2017 roku nagrodziliśmy:
– pierwszego na mecie (Kenijczycy byli bezkonkurencyjni!),
– pierwszego Greka na mecie (choć przybył 15 minut po pierwszym, to dostał jeszcze większe brawa),
– pierwszego nie-atletę,
– pierwszą kobietę,
– pierwszą Greczynkę,
– pierwszego po pierwszym, pierwszego po drugim….

Dodatkowo transparenty sklecone z prześcieradeł, flagi narodowe zakrywające trybuny, kolorowe balony, piski, wrzaski i oklaski sprawiły, że każdy kto przekroczył metę, czuł się jak ten pierwszy.

Dlatego, choć Maraton Ateński owiany jest wieloma mitami, to trzeba go przeżyć na własnej skórze. A może już to zrobiliście i przy okazji usłyszeliście inne kłamstewka związane z tą imprezą? Listę maratońskich mitów pozostawiam otwarto – zapraszam Was do uzupełnienia jej w komentarzach! 🙂

 

 

Biurokracja po grecku, czyli jakie dokumenty musisz wyrobić, by dostać pierwszą (legalną) pracę

Wiem, że nie lubisz szlajać się po urzędach. Szarych twarzy odsyłających od okienka do okienka i sterty formularzy, spisanych językiem, którego nie rozumiesz ani Ty, ani urzędnicy. Jeżeli jednak jesteś tuż przed podjęciem pracy w Grecji, to biurokracyjne piekło jest nieuniknione.

Dlatego, gdy tylko wyszłam z siódmego kręgu, obiecałam, że stworzę krótki przewodnik, jak przez nie przebrnąć. Na dodatek, wbrew modzie na paragrafowany język, napiszę go „po ludzku”

Jeżeli jesteś już o krok od wyruszenia na podbój greckiego rynku pracy – przeczytaj, co Cię czeka.

????????????????????????????????????

Ten obrazek nie ma nic wspólnego z tym, co czeka Cię podczas wyrabiania wszystkich papierów. Jeżeli jednak zwyciężysz w biurokratycznej wojnie, możesz wyglądać właśnie tak, jak pan powyżej. 😉

Od czego zacząć wyrabianie dokumentów potrzebnych do pracy?

Najlepiej od początku. W skutek odsyłania od Annasza do Kajfasza, wypracowałam kolejność wyrabiania dokumentów, która wydaje mi się najbardziej optymalna.

Zacznij od kawy na wynos – bezkofeinowej (bo ciśnienie będzie wystarczająco wysokie) i największej jaka możliwa (bo czasu na jej popijanie będziesz miał bardzo dużo).

Gotowy na podbicie greckiego rynku pracy? No to w drogę!

Dokumenty, które będziesz potrzebował:

1. Potwierdzenie greckiego adresu, pod którym mieszkasz

Może to być umowa najmu lub rachunek za gaz na Twoje nazwisko. Jeżeli wszystkie dokumenty wystawione są na osobę, z którą mieszkasz to dobra okazja by sprawdzić, trwałość Waszych relacji! 😀 Poproś ją o wypełnienie formularza „ΥΠΕΥΘΥΝΗ ΔΗΛΩΣΗ”, w którym potwierdzi, że „gości Cię” w swoich progach. Następnie zaproś na wycieczkę do urzędu podatkowego (patrz punkt 2), gdzie osobiście będzie musiała potwierdzić pismo, które przed chwilą wypisała (nie zapomnij postawić jej kawy!).

2. ΑΦΜ (AFM) – numer rejestracji podatkowej (odpowiednik polskiego NIPu)

ΑΦΜ wyrobisz w najbliższym urzędzie podatkowym. Tu też dostaniesz niepowtarzalną okazję do sprawdzenia swojej greki – formularz M1, już tam na Ciebie czeka. 😉

Aby wyrobić ΑΦΜ potrzebujesz:

  • dowód osobisty/paszport
  • wypełniony formularz M1, który znajdziesz w urzędzie lub tutaj
  • potwierdzenie greckiego adresu, pod którym mieszkasz (może to być np. umowa na wynajem mieszkania lub rachunek za gaz wysłany na Twoje nazwisko)

3. AMKA – numer ubezpieczenia społecznego

Załatwisz go w ΚΕΠ (KEP) czyli Centrum Usług dla Obywateli (tu znajdziesz mapę wszystkich KEP na terenie Grecji). Tu zaczyna się zabawa z łacińskim alfabetem. To fajnie, że masz wszystkie dokumenty, ale przemiła Pani w okienku poinformuje Cię, że potrzebuje Twoje dane zapisane… greckimi literami! Przygotuj się na nową tożsamość, bo Twoje nazwisko w języku greckim będzie wyglądało tak dziwnie, że gdy je zobaczysz podrapiesz się po głowie, zastanawiając się o kogo chodzi. 😉

Aby wyrobić AMKA potrzebujesz:

  • dowód osobisty/paszport
  • potwierdzenie  o wyrobieniu numeru ΑΦΜ (patrz punkt 2)
  • potwierdzenie greckiego adresu, pod którym mieszkasz

4. AMA IKA – numer ubezpieczenia zdrowotnego

Numer – duch. W pracy oczekiwali, że go wyrobię i przedstawię, z kolei pani z IKA – że w końcu zrozumiem, że takowy już nie istnieje.

Wyrabianie numeru AMA IKA była istną przepychanką z ustawami, które zmieniają się niemal tak często, jak pory roku.  I walką między Panią Kadrową a Panią Urzędniczką, w której każda próbowała udowodnić, że ta druga nie zna się na swojej pracy.

Mój numer AMA IKA po telefonicznej interwencji Pani Kadrowej (oczywiście w innym oddziale IKA) się odnalazł. Jeżeli wiesz jak to się stało – daj znać. Inni (w tym ja sama) chętnie się dowiedzą, jak go wyrobić (prawdopodobnie dzieje się to automatycznie podczas poprzednich kroków).

5. Konto bankowe

Denerwują Cię miliony ulotek wciskanych na ulicy albo spam w skrzynce mailowej o najnowszym super-mega-hiper koncie bankowym, które powinieneś otworzyć właśnie teraz? Przyjedź do Grecji! Miejsca, gdzie to Ty będziesz błagał, by ktokolwiek konto Ci otworzył!

Aby założyć konto bankowe potrzebujesz:

  • potwierdzenie pracodawcy, że jesteś u niego zatrudniony,
  • dowód osobisty/paszport,
  • potwierdzenie o nadanym numerze ΑΦΜ (patrz punkt 2),
  • potwierdzenie o adresie, pod którym mieszkasz (patrz punkt 1)
  • potwierdzenie, że grecki numer komórkowy, który posiadasz (tak, musisz go posiadać!) jest zarejestrowany na Ciebie. Potwierdzenie dostaniesz w każdym salonie swojej sieci komórkowej)
  • pieniądze – nawet jeśli jeszcze ich nie zarobiłeś, to licz się z tym (i to dosłownie!), że już na wejściu zapłacisz za takie usługi jak np. e-banking

Słowo na koniec, czyli o czym musisz pamiętać w każdym urzędzie

Są takie zasady, które działają niezależnie od tego, do którego urzędu się udasz. Dlatego za każdym razem:

– Dokładnie sprawdź wprowadzone przez urzędnika dane. Nie tylko datę urodzenia czy numer dokumentu, ale także imiona – tak samo jak my szeroko otwieramy oczy na wieść o tym, że ktoś może nazywać się Arystoteles, tak samo Grecy, gdy słyszą osławionego Grzegorza lub polskie imiona.

– Miej ze sobą dużo kopii dowodu osobistego/paszportu i wszystkich innych dokumentów

– Jeżeli nie możesz załatwić czegoś w jednym urzędzie – idź do drugiego. Gdy nie udało mi się założyć konta w jednym banku, poszłam do innej placówki tej samej firmy. 😀

Jednak przede wszystkim oddychaj. I pamiętaj, że słońce cały czas świeci, na którymś ze stołów pobliskiej kawiarni topią się kostki w wysokiej szklance  frappe, a ty – mimo wszystkich tymczasowych niedogodności – ciągle jesteś w Grecji. 😉

O braku piątej klepki, pisarskich zapędach i wielkiej miłości bez motylków w brzuchu – czemu wyjechałam do Grecji i ślad po mnie zaginął

Znasz to uczucie, gdy ludzie w autobusie krzywo się na ciebie patrzą, bo za szeroko się uśmiechasz? Gdy zachodzisz w głowe, kiedy dali się wkręcić w ten smutny kołowrotek praca-dom-praca-dom, bez czasu na coś pomiędzy?

Pamiętasz ile razy zastanawiałeś się, gdzie są ich marzenia? I co do cholery sprawia, że godzą się na zawrotną prędkość 40 km/h, która wcale ich do nich nie przybliża?

DSCN7677

Stawiam kawę z widokiem na Akropol, tym, którzy wiedza, o czym mówię (a potem sobie, bo wiem, że jest Was tak dużo, że się nie wypłacę ;)).

Skoro wszystko brzmi TAK znajomo, to czemu bez przerwy pytacie: „dlaczego wyjechałaś?”

Wrakiem w stronę urojenia

Gdy wróciłam po dwóch semestrach studiów w Koryncie, czułam się jakbym na stałe przesiadła się do wspomnianego autobusu. Zobojętniałam. Rozciągnęłam nogi na ostatnich siedzeniach i za nic nie chciałam wysiąść.

Zaczęłam pisać. Poszłam na kurs, a potem wzięłam się za ksiażkę o Grecji, której nigdy nie skończyłam. Pomyślalam, że to kwestia aury – bo jak pisać o Grecji, w Grecji nie będąc?

Rzucało mnie tu i tam. Obrona magisterki na Ślasku, zbieranie oliwek na Peloponezie. Boże Narodzenie w Kędzierzynie-Koźlu, Sylwester w Istambule z przesiadką w Atenach. Przesiadką, która z 3 kwadransów na lotnisku zamieniła się w trzy miesiące w greckiej Macedonii.

DSC00774

W końcu postanowiłam się ustatkować. Wróciłam do Polski i gdy tylko znalazłam wymarzoną pracę, zaczęłam planować wakacje. Wiadomo gdzie.

Gdy byłam w Polsce tęskniłam za Grecją, gdy byłam w Grecji, jeszcze bardziej tęskniłam za… Grecją! Za wizją równoległego życia, które kusiło innością.

Jednak myśl o wyjeździe przyprawiała mnie o zimne dreszcze. Ledwo przeprowadziłam się do nowego mieszkania, a w pracy zaproponowali mi długoterminowy konktrakt. Nie mogłam chcieć więcej. Czułam, że oczekuje się ode mnie, bym w końcu wypakowła walizki.

I gdy zostały wyniesione do piwnicy i upchnięte na szafie, znajomy zapytał czy znam kogoś, kto chciałby przyjechać do Aten na 9-miesięczny wolontariat.

Znałam.

Dwa tygodnie później bez pracy i mieszkania, za to z tą samą walizką i książką „Zalety irracjonalności” pod pachą, toczyłam się w stronę lotniska.

Nie było tak, jak na zdjęciach

„Za granicę wyprowadza się po to, by podnieść standard życia. Grecja nie jest tym krajem, do którego powinno się wyprowadzać” – nie miałam problemu ze zrozumieniem komentarza jednego z użytkowników polinijnego forum.

Miałam problem z jego zaakceptowaniem. Z poddaniem się jeszcze przed spróbowaniem.

Wiedziałam, że co czwarta osoba jest bezrobotna, a w moim przedziale wiekowym, co druga szuka pracy, której nie znajdzie. Kiedy już ją ma, wyjście przed 10cioma godzinami, podpisana umowa albo ubezpieczenie zdrowotne należą do luksusów. Nie wspominając o zarobkach (o ile w ogóle się pojawią!).

Oczywiście, że to, co spotkało mnie na miejscu było dalekie od moich wyobrażeń. Wolontariat minął szybciej niż myślałam, nadeszło starcie z rzeczywistością.

Przed wyjazdem pracowałam po 8 godzin dziennie, z pięcioma przerwami, w czasie których popijałam yerbę w towarzystwie tak dobrym, że chętnie spędzałabym z nim kolejne godziny. Z comiesięczną wypłatą wracałam do wynajętego mieszkania, by popołudnia i wieczory spędzać wyciągnięta na trawniku tuż za nim i czytać wszystko, co wpadło mi w ręce.

Obecnie przyjaciele z Polski z uśmiechem podpytują o siestę, której nigdy nie doświadczyłam. O opaleniznę, której nie widać, bo gdy wychodzę z pracy, słońce nie grzeje już tak mocno. Ciągnę się do domu, tak wolno, jak myśli o umowie o pracę, której nie widziałam. Gdy w końcu się doczołgam, padam na łóżko. Zamiast owieczek odliczam dni do weekendu, by w okolicach środy po prostu zasnąć.

Mimo wszystko w takich warunkach, podniosłam swój standard życia.

Jak?

Możecie pomyśleć, że zwariowałam. Ale tylko, jeśli patrzycie przez pryzmat sum pojawiających się na koncie pod koniec miesiąca.

Za każdym wariactwem stoi… miłość?!

„Kiedy w końcu GO poznamy?” –  jestem zmęczona ciągłym przewracaniem oczu i tłumaczeniem, że to nie o NIEGO chodzi.

SONY DSC

Mój Grek to ja.

Zakochałam się w sobie. A dokładniej w greckiej wersji siebie.

Bardziej pokornej, mniej roszczeniowej, bardziej wdzięcznej. Tej, która po całym dniu pracy pędzi co sił w nogach w stronę morza, która na rowerze objeżdża kolejne wyspy zatoki Sarońskiej i tej, która zaczęła zauważać cykle księżyca.

Zachłysnęłam się życiem, jak pięciolatek wodą na miejskim kąpielisku. Kręci mi się w głowie, mam zatkane uszy – nie wiem czy od nadmiaru chloru czy ze szczęścia. Skaczę przez sztuczne fale, macham rękami na prawo i lewo. Rodzice przestali sprawdzać czy wszystko w porządku – wiedzą, że to tylko gra. Czasem, przypadkowowo ochlapany nieznajomy syknie coś pod nosem. „To nic” – nauczyłam się ich ignorować. I po prostu żyć.

Tak jak lubię i tak jak uważam, że jest dla mnie najlepiej.

To wciągające. Uzależniające. Na tyle, że nie zawsze chcę się zatrzymać, by wszystko spisać. I myślę, że podobnie jest z innymi, którzy piszą, pisali lub będą pisali.

Bo przecież nie jest najważniejsze, by życie utrwalić na kartkach notesu. By na nowym Nikonie uchwycić każdy kadr.

Ważne, by je przeżyć w poczuciu, że nie robi się niczego wbrew sobie.

Albo lepiej – ważne, by przeżyć je w poczuciu, że robi się coś dla siebie.

I jeżeli mocno się wkręcicie, i na chwilę ślad po Was zaginie, to świat się nie zawali. Może za to powstać nowy, bogatszy o kolejną osobę, którą policzki bolą od ciągłego uśmiechania.

Greckie plaże – nie dotykaj, nie zabieraj, zostaw w spokoju!

Parę dni temu przeglądając facebookową tablicę natknęłam się na zdjęcie, które sprawiło, że poczułam nagły przypływ ciepła, a zaraz potem złości. Wyglądało ono mniej więcej tak:

starfish

I gdy szukałam źródła swojego zdenerwowania, zadałam sobie pytanie, które widywałam pod obrazkami z iluzjami optycznymi: „Co widzisz?”

Zamiast dwóch odpowiedzi miałam tylko jedną: bezsensowne znęcanie się nad żywym stworzeniem.

Zdjęcie, co gorsza, zostało opublikowane na stronie, mającej prawie 19 tysięcy fanów! Przed oczami od razu stanął mi obrazek tłumów, które zobaczą to zdjęcie, a potem… zażyczą sobie mieć takie same! I chyba mam coś z jasnowidza, bo nie musiałam długo czekać, by w komentarzach pojawiły się zdjęcia fanów z rozgwiezdnymi  „zdobyczami” z poprzednich wakacji.

Beztrosko, wakacyjnie, ze słońcem muskającym słomiane kapelusze.
Bez zastanawiania się nad tym, co się robi.

A może, by warto?!

Nie każdy mysi wiedzieć, że Marathonisi, na którym owe zdjęcie zostało zrobione, objęte jest programem Natura 2000. Jeżeli to niewiele komuś mówi, to może informacja, że plaża leży na terenie Narodowego Parku Morskiego na Zakyntos przywoła jakieś skojrzenia, odnośnie ochrony wszystkiego tego, co się na jego obszarze znajduje?!

To powinno rozjaśnić obawy dotyczące wyciągania w wody rozgwiazd. Jeżeli, mimo wszystko, tak się nie stało, spróbuję z inną zabawą – zgadywanką słowną!

Rozgwiazda po angielsku to „starfish”. STAR-FISH! Skupmy się na drugiej sylabie i fakcie, że ryba bez wody umiera.

Nie mam pretensji, serio.  Ale na Boga… myślmy!

Dzieci robią wszystko to, co podpatrzyły u dorosłych. A dorośli? Najczęściej to, co podpatrzyli w Internecie.

Nie jestem specem. O rozgwiazdach wyszukałam różne informacje –  zarówno te, które mówią, że po wyciagnięciu z wody żyją zaledwie 5 minut jak i te, że rozgwiazdy… są szkodnikami.

Czasem nie wiem, co robić, jak się zachować…

Ale właśnie wtedy na myśl przychodzi mi całkiem trafny cytat Słonimskiego: „Jeśli nie wiesz, jak należy się w jakiejś sytuacji zachować, na wszelki wypadek zachowuj się przyzwoicie.”

Wiem, że dla plaża dla niektórych istot jest domem. A ja nie lubię jak w moim dotyka się coś bez pytania.

Przy wizytach na greckich plażach, pamiętajmy że jesteśmy tylko gośćmi, którzy wchodzą do czyjegoś domu. Jeżeli więc przed wejściem do niego, nie przyswoiliśmy panujących w nim zasadach (nieważne czy jest to „wytrzyj buty” czy „nie zabieraj ze sobą muszli lub rozgwiazd”) stosuj się do jednej, uniwersalnej:

„Nie dotykaj, nie zabieraj, zostaw w spokoju!”