Nie daj się okraść w Atenach! Poznaj najpopularniejsze triki krętaczy

Ateny, jak każde duże miasto, borykają się z krętaczami. Kiedy Wy odpoczywacie, oni nie próżnują. Z łatwością namierzają beztroskę, by wyciągnąć mniejsze lub większe sumy.

ateny kradzieże

Poznaj najpopularniejsze sposoby wyłudzania pieniędzy: od eurowych kwot płaconych “dla świętego spokoju” po 100 eurowe, mocno odczuwalne dla wakacyjnego budżetu. W tym wpisie skupimy się na trikach krętaczy – tych, którzy będą z Tobą rozmawiać, uśmiechać się i czarować. A potem omamiać i odchodzić z pieniędzmi. Ba! Pieniędzmi, które sam im dałeś!

Sposób na „hakuna matata”

Czarnoskórzy mężczyźni spacerujący w okolicy Placu Monastiraki i rzymskiej agory wypracowali sobie prosty sposób na zdobycie Waszej kasy. Z szerokim uśmiechem zagadują skąd jesteś, przybijają żółwika. Najczęściej zapraszają na festiwal muzyki afrykańskiej, który dzisiaj (i-sic!- każdy inny dzień w roku) poprowadzą. A potem z wesołym “Hakuna matata!” wiążą Ci na ręce rasta-bransoletkę z muliny.

ateny kradzieże (3)

Jest piątka, jest żółwik, a potem… nie ma kasy. Typowa scena krętactwa na „hakuna matata” z okolic stacji Monastiraki

Bransoletkę trudno ściągnąć, więc kończysz płacąc co najmniej 2 euro. Ofiarą czarnych uśmiechniętych panów najczęściej padają dzieci. A rodzic w 90% woli zapłacić, niż wytłumaczyć maluchowi, czemu ma oddać bransoletkę, którą już ma na ręce.

Sposób na kwiaty “for free” za parę euro

Kolejni krętacze, na których powinniście uważać to urocze cyganeczki. Z bukietem róż, najczęściej w parach, przemierzają ruchliwe miejsca takie jak Plac Monastiraki czy deptak Adrianou. Obdarowują kwiatkami wszystkich napotkanych. Za darmo.

Często towarzyszą im wzdychania i tysiące dedykacji, że to „just for you” bo jesteś „beautiful”.

ateny kradzieże (4)

Zatłoczone miejsca, takie jak Plac Monastiraki, to prawdzwy raj dla złodziejaszków. Ogrom możliwości, wiele portfelów do opróżnienia…

Mimo, że “for free” to nie odejdziesz bez otworzenia portfela. Cyganki będą szły za tobą tak długo dopóki nie zapłacisz. Albo nie oddasz róży.

Sposób na lecenie w kulki

Techniką “na kulki” pieniądze wyciąga 3- osobowa grupka, operująca w okolicy metra Thissio. Wyglądają jakby się nie znali.

Jeden prowadzi grę, dwoje udają przypadkowych przechodniów. Na prowizorycznym kartonowym stoliku mieszają 3 plastikowymi kubeczkami. Zadaniem przechodniów jest wyłożenie kasy i odgadnięcie pod którym kubeczkiem znajduje się kulka. 

Początkowo kubeczki są mieszane tak wolno, że trzeba trzeba być idiotą, by nie zgadnąć gdzie jest „skarb”. To właśnie wtedy przechodnie wciągają się w tę głupią zabawę. Co dzieje się potem? Dokładnie nie wiem. Wiem, że jedyny, kto wychodzi z kasą to rozgrywający. 

Sposób „na studzienkę”

Wszelkiego rodzaju grajkowie nadają niesamowitej atmosfery deptakowi wkoło Akropolu. Jeżeli usłyszycie akordeon, a zza klawiszy wychyli się drobniutka mulata buźka, miejcie się na baczności. 

Schemat zawsze jest ten sam. Dzieciak gra i śpiewa, a przed sobą ustawia kubeczek na datki. Gdzie tu jest krętactwo? Kubeczek jest plastikowy i przeźroczysty, tak że w słoneczny dzień kompletnie go nie widać. Dodatkowo stoi tuż przy studzience kanalizacyjnej.  Wystarczy chwila Waszej nieuwaga i… bach! Drobniaki z kubeczka staczają się do studzienki.

ateny kradzieże (1)

Wyłudzanie pieniędyzy sposóbem „na studzienkę” z łatwością wypatrzycie przy Muzeum Akropolu. Jeżeli postoicie z boku przez 10 minut zobaczycie jak często proceder się powtarza.

Malec zerka w dziurę, a Wy przez swoje niezdarstwo macie ochotę zapaść się pod ziemię. Aby wyrównać straty wciskacie młodemu 5-eurowy banknot. Całkiem udana transakcja za parę centów, które początkowo były w kubeczku, prawda? 

Sposób „na turystę”

Na sam koniec bomba, jeden z najpopularniejszych sposobów wyłudzania pieniedzy na turystach. Przypomniał mi o nim Mikołaj, od którego krętacze wyłudzili 100 euro.

Schemat jest zawsze taki sam: dobrze ubrany mężczyzna pyta cię o godzinę/zapalniczkę/cokolwiek. Szybko znajdujecie wspólny język i podobieństwa – niezależnie skąd pochodzisz zawsze będzie miał kuzyna z tego kraju! Poza tym on sam, tak jak Ty, jest turystą. Nieznajomy-znajomy zaprasza Cię na drinka do pobliskiego baru jego przyjaciela. 

ateny kradzieże (2)

Zdjęcie tawerny jest obrazowe – w rzeczywistości nie ma nic wspólnego w opisanym przypadkiem wyłudzania. Za to ubiór zapraszającego na drinka już tak. Krętacz zawsze ubrany jest schludnie, często w marynarkę. Wszystko po to, by łatwiej wzbudzić zaufanie.

Baru niewiele ma wspólnego z opisem, który Ci podał. W Atenach, szczególnie bądźie wyczuleni na klub Reina. Gdy tylko zobaczycie świetlisty neon klubu niech żarówka zapali się Wam w głowie – to jeden z najpopularniejszych przybytków wyłudzających kasę. 

Przy barze poznacie dziewczynę, która poprosi o kupienie  „czegoś do picia”. Rozmowa będzie się toczyć i toczyć, a gdy zdecydujesz, że tematy już się wyczerpały, otrzymasz rachunek za dużo więcej, niż chciałeś zapłacić (zazwyczaj od 100 euro wzwyż). Jeżeli zasugerujesz, że to trochę dużo jak za sok pomarańczowy z ouzo, dwa razy większy od Ciebie osobnik subtelnie wytłumaczy Ci, że albo płacisz albo… długo Cię będą szukać.

Uniwersalny sposób na wszystkich krętaczy

Oczywiście najskuteczniejszym sposobem poradzenia sobie z wyłudzaczami jest ich ignorowanie. Nie wchodzenie w rozmowy, nie podawanie ręki. Jednak nie oszukujmy się! Trudno o to w Grecji, gdzie każdy zagaduje Cię na każdym kroku, najczęściej bez totalnie złych zamiarów.

Mam nadzieję, że po przeczytaniu tego artykułu szybko rozpoznacie niebezpieczne dla Waszego portfela sytuacje. Jeżeli macie znajomych, którzy wybierają się do stolicy Grecji, w ramach przestrogi podeślijcie im ten wpis.

Dajcie znać w komentarzu, czy spotkaliście się z tymi lub innymi sposobami wyłudzania pieniędzy. Dzielenie się taką wiedzą na pewno ułatwi nam zlokalizowanie potencjalnie niebezpiecznych sytuacji. Dziękuję!

Grecja: piekło czy raj dla wegetarian?

Choć Grecy wegetarianizm uważają niemal za chorobę to Ellada jest rajem dla niejedzących mięsa. Aby napełnić brzuchy nie musicie szukać wegetariańskich knajp. Bezmięsne menu znajdziecie tu w każdej tawernie.

grecja wegetarianie

Na początku nie było mięsa

Połowa Greków nie wie, a druga połowa tego nie przyzna, ale menu ich przodków opierało się na diecie bezmięsnej. Podstawę żywienia stanowiła słynna śródziemnomorska trójka: zboże, oliwki i winogrona. Z tych produktów starożytni mogli skompletować pełnowartościowy jadłospis. Jeżeli zaś chodzi o mięso, to jedzono je od święta.

Choć obecnie Grecja kojarzy się z ociekającymi tłuszczykiem suvlakami to dieta śródziemnomorska w dużej mierze oparta jest na osprii czyli roślinach strączkowych. Są one są ogromnym źródłem białka i po dziś dzień znajdziecie je w codziennych jadłospisach.

Wegetarianizm w Grecji czyli jak to ugryźć?

Może być dla Was dużym szokiem ale dla Greków kurczak i owoce morza nie są mięsem. Serio, przestałam już liczyć ile razy, na pytanie o „coś bez mięsa” polecono mi wyśmienitego kurczaka w różnorakich sosach albo smażone kalmary.

W niektórych menu możecie spotkać się ze specjalnym oznaczeniem wegetariańskich potraw. To miły ukłon w stronę wegetarian, ale nie dajcie się mu zwieść!

menu grecja

Gwiazdką (*) w menu oznaczono pozycje wegetariańskie. Wśrod nich znalazły się także smażone kalmary.

Koniec teorii, czas na dowody. Karty każdej greckiej tawerny pełne są wegetariańskich pozycji. Oto one!

Na mały głód: przystawki wegetariańskie

Porcje przystawek są często na tyle duże, że po wybraniu 3 różnych skompletujecie obiad dla jednej osoby.

Ucztę możecie rozpocząć od osławionych czosnkowo-jogurtowych tzatzyków ze świeżo startych ogórków lub mnniej znanej favy, czyli kremowej pasty z ugotowanego żółtego grochu. Jeżeli nie macie w planach randki to zamówienie uzupełnijcie o czosnkowo-ziemniaczany dip zwany skordalia. Świetnie komponuje się on z pokrojonymi w plastry gotowanymi buraczkami oblanymi oliwą, zwanymi padzaria.

tzatzyki i sałatka po grecku

Po przygotowaniu tzatzyków (widoczne z przodu) dobrze zostawić je na przynajmniej godzinę w lodówce tak, aby „przeżarły” się aromatycznym czosnkiem.

fava_jedzenie

Stonowany smak pasty z grochu świetnie przełamuje czerwona cebula, kapary, albo oliwki. Dlatego favę najczęściej spotkacie przyozdobioną właśnie takimi dodatkami.

Tylko w Grecji znajdziecie smażone na głębokim oleju kotleciki z pomidorów czyli domatokeftedes albo kolokithokeftedes z cukinii. Zresztą cukinia jest w Grecji wykorzystywana do ostatniego kęsa. Jeżeli będziecie mieli dużo szczęścia to w sezonie sezonie traficie na kwiaty kabaczków faszerowane ryżem albo smażone w a’la naleśnikowym cieście.

domatokeftedes_jedzenie

Choć kotleciki z pomidorów są typowe dla kuchni Santorini, to znajdziecie je w wielu tawernach na lądzie. Występują z dodatkiem sera, lub bez ale zawsze podkreślone smakiem świeżo poszatkowanej mięty albo bazylii.

Na przystawkę świetnie sprawdzi się smażony ser saganaki albo dolmadakia czyli mikro-gołąbki zawinięte w liście winogron. Oba obficie skropione świeżo wyciśniętym sokiem z cytryny.

Jeżeli chcecie zjeść coś mniej „wydziwiastego” to pójdźcie w klasykę: syto obsypane oregano frytki, zwane patates tiganites. Mięciutkie w środku i chrupiące na zewnątrz, ręcznie pokrojone frytki przebijają nawet te belgijskie.

Znajome będą też dla Was gigantes – zapiekany w piekarniku “kuzyn” fasolki po bretońsku oraz podobne do gołąbków lachanodolmades. Choć zbieranie grzybów nie jest w Grecji tak popularne jak w Polsce, to zapewniam Was, że miękkie grillowane boczniaki, czyli manitaria plevrotus, skradną Wasze serca!

Dużo zielonego: sałatki

Choć nie samymi sałatkami wegatarianie żyją, to w Grecji mają w czym wybierać.

Królową stołów, która świetnie łączy się z każdym daniem, jest sałatka po grecku. Po grecku nazwana jest sałatką „wiejską” czyli choriatiki. Im bardziej niedbale pokrojone warzywa, a im świeższy kawał sery feta, tym smaczniejsza. Koniecznie spróbujcie jej w pomidorowym sezonie – sok soczystych warzyw, który wraz z oliwą zbiera się na spodzie miski, aż prosi się, by wytaplać w nim kawałek chleba.

salatka po grecku_jedzenie

Podstawowymi składnikami sałatki po grecku są: pomidory, ogórki, cebula i oliwki. Nigdy zaś sałata, którą „beszcześci” się choriatiki poza granicami Grecji. 😉

Jeżeli chcecie spróbować czegoś mniej oczywistego to polecam wam kreteńskie dakos. Nie ma nic lepszego od sucharkowego pieczywa nasiąkniętego świeżą oliwą i sokiem ze startych pomidorów, które pod wbitym widelcem rozpada się na mniejsze kawałki.

dakos (2)

Na Krecie dakos znane jest także jako kukuwagia czyli… sowa. Nie pytajcie mnie dlaczego. Moja wersja jest taka, że oczami wielkimi jak sowa spogląda na Was i aż prosi się, by złapać ją w paluchy i pożreć bez użycia sztućców.

Przez cały rok zajadać możecie się lachanosalatą z posiekanej kapusty albo melitzanolatą, która choć w nazwie ma sałatkę, to jest gęstym bakłażanowym dipem, najczęściej z nutą cynamonu albo orzechów włoskich.

prasinosalata

W sezonie letnim lachanosalatę możecie śmiało zastąpić lżejszą prasinosalatą czyli zieloną sałatką, najczęściej polaną sosem balsamicznym.

Zieleniną do spróbowania której nieustannie “zmuszam” nie tylko wegetarian jest chorta, czyli jadalna trawa z dodatkiem cytryny i oliwy.

chorta_jedzenie

Na samej tylko Krecie,mieszkańcy potrafią odróżnić ponad 100 rodzajów jadalnych traw. Taka różnorodność horty sprawia, że jest co próbować.

Dania główne bez mięsa

Jako wegetariańskie dania główne świetnie sprawdza się ladera. Są to różne potrawy jednogarnkowe gotowane lub pieczone z dużą ilością oliwy. Wśród nich odnajdziecie wolno gotowaną w pomidorowym sosie bamies z okry, fasolakia z zielonej fasolki, aginares z karczochami albo arakas z zielonym groszkiem.

arakas

Poza sezonem pomidorowym do przygotowania ladery często używa się soku z cytryny. Na zdjęciu widzicie właśnie taką wersję z zielonym groszkiem (arakas) oraz karczochem (aginares).

Wegetariańskim klasykiem jest giemista – papryki, pomidory, bakłażany lub cukinie wypchane ryżem z aromatycznymi ziołami. Giemista możecie spróbować w wersji gotowanej na wolnym ogniu i pieczonej. Jeżeli znajdziecie tę drugą to nie wykluczone, że w piekarniku po sąsiedzku będzie dochodził do siebie briam: mieszanka warzyw, najczęściej składająca się z ziemniaków, czerwonej cebuli, cukini, bakłażana i dojrzałych pomidorów.

giemista

Na pierwszym planie giemista, czyli nadziewane papryki. Tuż obok nich gotowana jadalna trawa (chorta). Wszystkich wegetarian proszę aby na trzecie danie strategicznie przymknęli oko. 😉

Bajecznie prosta do ugotowania ale i przepyszne jest fakies czyli gotowana brązowa soczewica oraz revithia czyli cieciorka.

ziemniaki i rewithia

Danie z tyłu to własnie gotowana cieciorka z dodatkiem gotowanego poru. Na samym przodzie widzicie niepozorne ziemniaki, które po dodaniu rozmarynu i cytryny zyskały zupełnie nowe oblicze.

Nie zapomnijcie o spanakorizoryżu ze szpinakiem, z dużą ilością cytrynowego soku.

Hop do łapy czyli z wizytą w piekarnii

Greckie piekarnie pełne są wegetariańskich pozycji. I wcale nie mam tu na myśli różnych rodzajów wypiekanego chleba! Do najpopularniejszch śniadań należą pity z ciasta filo wypełnione różnorakim nadzieniem.

Pity to temat rzeka dlatego na pewno napiszę o nich osobny wpis. Na tę chwilę wiedzcie, że w całorocznych ofertach piekarni na pewno znajdziecie: spanakopitę ze szpinakiem oraz tiropitę z serem.  Sporadycznie traficie na prasopitę z porem, patatopitę z ziemniakai czy manitaropitę z grzybami.

pita

Na samym przodzie widzicie pitę mesogiaki pełną pomidorów, papryki i oliwek. Z tyłu tiropita czyli pita z serem.

Jeżeli macie ochotę na coś słodkiego to obok klasycznych rogalików z czekoladą szukajcie wypełnionej kawałkami jabłek milopity, albo kręcącej w nosie cynamowym zapachem, kremowo-budyniowej bugatsy.

 

Jak widzicie grecka kuchnia jest tak bogata w bezmięsne potrawy, że wegetarianie z pewnością nie wyjadą stąd głodni. Ja sama, choć nie wyobrażam sobie życia bez porządnych mielonych, to dzięki różnorodności greckiej kuchni w ogromnym stopniu ograniczyłam mięso. Gorąco zachęcam Was do takich eksperymentów szczególnie, że gorący klimat dodatkowo temu sprzyja.

A jakie są Wasze doświadczenia? Czy podczas pobytu w Grecji spróbowaliście wegetariańskich dań? A może suvlaki jak zwykle wzięły górę nad bezmięsnymi propozycjami? 😉 Koniecznie dajcie znać jak było u Was!

 

7 kłamstw Maratonu Ateńskiego (w które wierzysz!)

W listopadzie wszyscy Ateńczycy stają się biegaczami. Jedni ubierają buty i zanim deptaki zapełnią się spacerowiczami, próbują poprawić swój czas. Drudzy, spoceni na samą myśl o zbliżającym się wydarzeniu, próbują nadążyć za tym, co słychać u pierwszych.

W końcu nadchodzi TEN dzień – Autentyczny Maraton Ateński.

23519250_10212037805314288_8833515177720225464_n (1)

Przygotowanie do zawodów wymaga treningu – fizycznego i uważności. Bo choć maratońskich bzdur powtarzanych między przyśpieszonymi wdechami i wydechami jest sporo, to trudno je wyłapać.

W dzisiejszym wpisie wybrałam dla Was 7 największych kłamstw Maratonu Ateńskiego, które słyszycie i w które – o zgrozo!- wierzycie.

 

KŁAMSTWO 1: „Maratończycy biegną 42 km”

DSC09579
– A nie! Bo biegną 42 i 125 m, czyli dokładnie tyle, ile ma dystans maratoński – poprawią najdokładniejsi. Ale i oni, nie mają racji. Maratończycy przebiegają nawet do pół kilometra więcej (!). Wszystko przez „to, że zakręty muszą „obierać”   z różnych stron, po wewnętrznej lub zewnętrznej stronie jezdni. Dodatkowo, gdy wyprzedzają wolniejszych zawodników w skutek „zyg-zaków” dodają sobie kolejnych metrów! W ten sposób praktycznie nikt z uczestników martonu, nie przebiegnie dokładnie wyznaczonego dystansu.

KŁAMSTWO 2: „Pierwszy, który przebiegł maraton, umarł z wycieńczenia”

image

Pomnik Filippidesa znajdujący się przy drodze prowadzącej z Maratonu do Aten [źródło: findingdulcinea.com]

Kłamstwo używane jesy też przeze mnie, by wymigać się od udziału w maratonie… 😉
Podobni do mnie uparcie powtarzają historię Filippidesa, która zapoczątkowała maraton, jaki znamy dzisiaj. Że posłaniec po pokonaniu dystansu z Maratonu do Aten i obwieszczeniu zwycięstwa nad Persami, umarł z wycieńczenia. Nikt nie wspomina, że wcześniej pobiegł do Sparty prosić o wsparcie, wrócił do Aten, a potem ruszył do Maratonu, co łącznie daje… ponad 500 km drogi! Niewykluczone, że zanim przebiegł pierwszy maraton, walczył też w bitwie z Persami.

Myślicie, że przy tym wszystkim, to dystans 42 km był zabójczy?

KŁAMSTWO 3: „Maraton to najtrudniejszy z biegów”

Maraton był dla mnie najtrudniejszym z biegów, dopóki nie usłyszałam o Spartiatlonie, czyli o biegu na trasie Ateny – Sparta (246 km!). Potem dowiedziałam się o ultramaratonie i obejrzałam dokument o Giannisie Kourosie, który w przeciągu 6 dni potrafił przebiec dystans równy wycieczce znad Bałtyku do Włoch!

KŁAMSTWO 4: „Maraton to najłatwiejszy z biegów”

DSC09556
W Maratonie Ateńskim nie ma „zmiłuj się” dlatego wcale taki łatwy nie jest! Jak ma być autentyczny to musi być na odcinku z Maratonu do Aten. To nie maraton w Londynie, Berlinie czy w Warszawie – nie da się wyznaczyć trasy, która przebiegałaby po najbardziej płaskiej części rejonu. Z tego powodu zawodnicy, którzy startują w Maratonie Ateńskim muszą pokonać co najmniej 1/4 trasy pod górkę.

Biegacze przewracający się o własne nogi i ciała szczelnie owinięte folią na krawężnikach za linią mety mówią same za siebie…

KŁAMSTWO 5: „Nikomu nic nie obiecywałem.” (na wszelki wypadek, by usprawiedliwić niepowodzenie w biegu).

athens_marathon_560

Zawodnicy Maratonu Ateńskiego w trakcie przysięgi. Złożone trzy palce są nawiązaniem do Trójcy Świętej [źródło: visitgreece.com]

Nie wiem czy podczas innych maratonów też jest to regułą, ale podczas ateńskiego zawodnicy przed rozpoczęciem biegu, składają przysięgę. Nie obiecują, że dobiegną do końca. Przysięgają za to walczyć uczciwie i przestrzegać zasad zdrowej rywalizacji. Wszystko to w imię ideałów podzielanych przez Filipiadesa, olimpijczyka Spyrosa Louisa i bojownika Lambrakisa.

KŁAMSTWO 6: „Jestem za stary na bieg w maratonie”

DSC09607
Za stary na bieg w maratonie?! Taaa… powiedz to Panu Stylianosowi albo Jorgosowi, którzy przebiegli trasę z 86 latami na karku…

KŁAMSTWO 7: „W maratonie wygrywa tylko jeden”

DSC09596
W Ateńskim Maratonie wygrywa każdy, kto przekroczy jego metę! Greccy spikerzy są mistrzami w tworzeniu kategorii tak, aby przyznać pierwsze miejsce, jak największej ilości osób. I tak w 2017 roku nagrodziliśmy:
– pierwszego na mecie (Kenijczycy byli bezkonkurencyjni!),
– pierwszego Greka na mecie (choć przybył 15 minut po pierwszym, to dostał jeszcze większe brawa),
– pierwszego nie-atletę,
– pierwszą kobietę,
– pierwszą Greczynkę,
– pierwszego po pierwszym, pierwszego po drugim….

Transparenty sklecone z prześcieradeł, flagi narodowe zakrywające trybuny, kolorowe balony, piski, wrzaski i oklaski sprawiły, że każdy kto przekroczył metę, czuł się jak ten pierwszy.

Dlatego, choć Maraton Ateński owiany jest wieloma mitami, to trzeba go przeżyć na własnej skórze. A może już to zrobiliście i przy okazji usłyszeliście inne kłamstewka związane z tą imprezą? Listę maratońskich mitów pozostawiam otwartą – jakie inne poznaliście?

Biurokracja po grecku, czyli jakie dokumenty musisz wyrobić, by dostać pierwszą (legalną) pracę

Wiem, że nie lubisz szlajać się po urzędach. Szarych twarzy odsyłających od okienka do okienka i sterty formularzy, spisanych językiem, którego nie rozumiesz ani Ty, ani urzędnicy. Jeżeli jednak jesteś tuż przed podjęciem pracy w Grecji, to biurokracyjne piekło jest nieuniknione.

Dlatego, gdy tylko wyszłam z siódmego kręgu, obiecałam, że stworzę krótki przewodnik, jak przez nie przebrnąć. Na dodatek, wbrew modzie na paragrafowany język, napiszę go „po ludzku”

Jeżeli jesteś już o krok od wyruszenia na podbój greckiego rynku pracy – przeczytaj, co Cię czeka.

????????????????????????????????????

Ten obrazek nie ma nic wspólnego z tym, co czeka Cię podczas wyrabiania wszystkich papierów. Jeżeli jednak zwyciężysz w biurokratycznej wojnie, możesz wyglądać właśnie tak, jak pan powyżej. 😉

Od czego zacząć wyrabianie dokumentów potrzebnych do pracy?

Najlepiej od początku. W skutek odsyłania od Annasza do Kajfasza, wypracowałam kolejność wyrabiania dokumentów, która wydaje mi się najbardziej optymalna.

Zacznij od kawy na wynos – bezkofeinowej (bo ciśnienie będzie wystarczająco wysokie) i największej jaka możliwa (bo czasu na jej popijanie będziesz miał bardzo dużo).

Gotowy na podbicie greckiego rynku pracy? No to w drogę!

Dokumenty, które będziesz potrzebował:

1. Potwierdzenie greckiego adresu, pod którym mieszkasz

Może to być umowa najmu lub rachunek za gaz na Twoje nazwisko. Jeżeli wszystkie dokumenty wystawione są na osobę, z którą mieszkasz to dobra okazja by sprawdzić, trwałość Waszych relacji! 😀 Poproś ją o wypełnienie formularza „ΥΠΕΥΘΥΝΗ ΔΗΛΩΣΗ”, w którym potwierdzi, że „gości Cię” w swoich progach. Następnie zaproś na wycieczkę do urzędu podatkowego (patrz punkt 2), gdzie osobiście będzie musiała potwierdzić pismo, które przed chwilą wypisała (nie zapomnij postawić jej kawy!).

2. ΑΦΜ (AFM) – numer rejestracji podatkowej (odpowiednik polskiego NIPu)

ΑΦΜ wyrobisz w najbliższym urzędzie podatkowym. Tu też dostaniesz niepowtarzalną okazję do sprawdzenia swojej greki – formularz M1, już tam na Ciebie czeka. 😉

Aby wyrobić ΑΦΜ potrzebujesz:

  • dowód osobisty/paszport
  • wypełniony formularz M1, który znajdziesz w urzędzie lub tutaj
  • potwierdzenie greckiego adresu, pod którym mieszkasz (może to być np. umowa na wynajem mieszkania lub rachunek za gaz wysłany na Twoje nazwisko)

3. AMKA – numer ubezpieczenia społecznego

Załatwisz go w ΚΕΠ (KEP) czyli Centrum Usług dla Obywateli (tu znajdziesz mapę wszystkich KEP na terenie Grecji). Tu zaczyna się zabawa z łacińskim alfabetem. To fajnie, że masz wszystkie dokumenty, ale przemiła Pani w okienku poinformuje Cię, że potrzebuje Twoje dane zapisane… greckimi literami! Przygotuj się na nową tożsamość, bo Twoje nazwisko w języku greckim będzie wyglądało tak dziwnie, że gdy je zobaczysz podrapiesz się po głowie, zastanawiając się o kogo chodzi. 😉

Aby wyrobić AMKA potrzebujesz:

  • dowód osobisty/paszport
  • potwierdzenie  o wyrobieniu numeru ΑΦΜ (patrz punkt 2)
  • potwierdzenie greckiego adresu, pod którym mieszkasz

4. AMA IKA – numer ubezpieczenia zdrowotnego

Numer – duch. W pracy oczekiwali, że go wyrobię i przedstawię, z kolei pani z IKA – że w końcu zrozumiem, że takowy już nie istnieje.

Wyrabianie numeru AMA IKA była istną przepychanką z ustawami, które zmieniają się niemal tak często, jak pory roku.  I walką między Panią Kadrową a Panią Urzędniczką, w której każda próbowała udowodnić, że ta druga nie zna się na swojej pracy.

Mój numer AMA IKA po telefonicznej interwencji Pani Kadrowej (oczywiście w innym oddziale IKA) się odnalazł. Jeżeli wiesz jak to się stało – daj znać. Inni (w tym ja sama) chętnie się dowiedzą, jak go wyrobić (prawdopodobnie dzieje się to automatycznie podczas poprzednich kroków).

5. Konto bankowe

Denerwują Cię miliony ulotek wciskanych na ulicy albo spam w skrzynce mailowej o najnowszym super-mega-hiper koncie bankowym, które powinieneś otworzyć właśnie teraz? Przyjedź do Grecji! Miejsca, gdzie to Ty będziesz błagał, by ktokolwiek konto Ci otworzył!

Aby założyć konto bankowe potrzebujesz:

  • potwierdzenie pracodawcy, że jesteś u niego zatrudniony,
  • dowód osobisty/paszport,
  • potwierdzenie o nadanym numerze ΑΦΜ (patrz punkt 2),
  • potwierdzenie o adresie, pod którym mieszkasz (patrz punkt 1)
  • potwierdzenie, że grecki numer komórkowy, który posiadasz (tak, musisz go posiadać!) jest zarejestrowany na Ciebie. Potwierdzenie dostaniesz w każdym salonie swojej sieci komórkowej)
  • pieniądze – nawet jeśli jeszcze ich nie zarobiłeś, to licz się z tym (i to dosłownie!), że już na wejściu zapłacisz za takie usługi jak np. e-banking

Słowo na koniec, czyli o czym musisz pamiętać w każdym urzędzie

Są takie zasady, które działają niezależnie od tego, do którego urzędu się udasz. Dlatego za każdym razem:

– Dokładnie sprawdź wprowadzone przez urzędnika dane. Nie tylko datę urodzenia czy numer dokumentu, ale także imiona – tak samo jak my szeroko otwieramy oczy na wieść o tym, że ktoś może nazywać się Arystoteles, tak samo Grecy, gdy słyszą osławionego Grzegorza lub polskie imiona.

– Miej ze sobą dużo kopii dowodu osobistego/paszportu i wszystkich innych dokumentów

– Jeżeli nie możesz załatwić czegoś w jednym urzędzie – idź do drugiego. Gdy nie udało mi się założyć konta w jednym banku, poszłam do innej placówki tej samej firmy. 😀

Jednak przede wszystkim oddychaj. I pamiętaj, że słońce cały czas świeci, na którymś ze stołów pobliskiej kawiarni topią się kostki w wysokiej szklance  frappe, a ty – mimo wszystkich tymczasowych niedogodności – ciągle jesteś w Grecji. 😉

O braku piątej klepki, pisarskich zapędach i wielkiej miłości bez motylków w brzuchu – czemu wyjechałam do Grecji i ślad po mnie zaginął

Znasz to uczucie, gdy ludzie w autobusie krzywo się na ciebie patrzą, bo za szeroko się uśmiechasz? Gdy zachodzisz w głowe, kiedy dali się wkręcić w ten smutny kołowrotek praca-dom-praca-dom, bez czasu na coś pomiędzy?

Pamiętasz ile razy zastanawiałeś się, gdzie są ich marzenia? I co do cholery sprawia, że godzą się na zawrotną prędkość 40 km/h, która wcale ich do nich nie przybliża?

DSCN7677

Stawiam kawę z widokiem na Akropol, tym, którzy wiedza, o czym mówię (a potem sobie, bo wiem, że jest Was tak dużo, że się nie wypłacę ;)).

Skoro wszystko brzmi TAK znajomo, to czemu bez przerwy pytacie: „dlaczego wyjechałaś?”

Wrakiem w stronę urojenia

Gdy wróciłam po dwóch semestrach studiów w Koryncie, czułam się jakbym na stałe przesiadła się do wspomnianego autobusu. Zobojętniałam. Rozciągnęłam nogi na ostatnich siedzeniach i za nic nie chciałam wysiąść.

Zaczęłam pisać. Poszłam na kurs, a potem wzięłam się za ksiażkę o Grecji, której nigdy nie skończyłam. Pomyślalam, że to kwestia aury – bo jak pisać o Grecji, w Grecji nie będąc?

Rzucało mnie tu i tam. Obrona magisterki na Ślasku, zbieranie oliwek na Peloponezie. Boże Narodzenie w Kędzierzynie-Koźlu, Sylwester w Istambule z przesiadką w Atenach. Przesiadką, która z 3 kwadransów na lotnisku zamieniła się w trzy miesiące w greckiej Macedonii.

DSC00774

W końcu postanowiłam się ustatkować. Wróciłam do Polski i gdy tylko znalazłam wymarzoną pracę, zaczęłam planować wakacje. Wiadomo gdzie.

Gdy byłam w Polsce tęskniłam za Grecją, gdy byłam w Grecji, jeszcze bardziej tęskniłam za… Grecją! Za wizją równoległego życia, które kusiło innością.

Jednak myśl o wyjeździe przyprawiała mnie o zimne dreszcze. Ledwo przeprowadziłam się do nowego mieszkania, a w pracy zaproponowali mi długoterminowy konktrakt. Nie mogłam chcieć więcej. Czułam, że oczekuje się ode mnie, bym w końcu wypakowła walizki.

I gdy zostały wyniesione do piwnicy i upchnięte na szafie, znajomy zapytał czy znam kogoś, kto chciałby przyjechać do Aten na 9-miesięczny wolontariat.

Znałam.

Dwa tygodnie później bez pracy i mieszkania, za to z tą samą walizką i książką „Zalety irracjonalności” pod pachą, toczyłam się w stronę lotniska.

Nie było tak, jak na zdjęciach

„Za granicę wyprowadza się po to, by podnieść standard życia. Grecja nie jest tym krajem, do którego powinno się wyprowadzać” – nie miałam problemu ze zrozumieniem komentarza jednego z użytkowników polinijnego forum.

Miałam problem z jego zaakceptowaniem. Z poddaniem się jeszcze przed spróbowaniem.

Wiedziałam, że co czwarta osoba jest bezrobotna, a w moim przedziale wiekowym, co druga szuka pracy, której nie znajdzie. Kiedy już ją ma, wyjście przed 10cioma godzinami, podpisana umowa albo ubezpieczenie zdrowotne należą do luksusów. Nie wspominając o zarobkach (o ile w ogóle się pojawią!).

Oczywiście, że to, co spotkało mnie na miejscu było dalekie od moich wyobrażeń. Wolontariat minął szybciej niż myślałam, nadeszło starcie z rzeczywistością.

Przed wyjazdem pracowałam po 8 godzin dziennie, z pięcioma przerwami, w czasie których popijałam yerbę w towarzystwie tak dobrym, że chętnie spędzałabym z nim kolejne godziny. Z comiesięczną wypłatą wracałam do wynajętego mieszkania, by popołudnia i wieczory spędzać wyciągnięta na trawniku tuż za nim i czytać wszystko, co wpadło mi w ręce.

Obecnie przyjaciele z Polski z uśmiechem podpytują o siestę, której nigdy nie doświadczyłam. O opaleniznę, której nie widać, bo gdy wychodzę z pracy, słońce nie grzeje już tak mocno. Ciągnę się do domu, tak wolno, jak myśli o umowie o pracę, której nie widziałam. Gdy w końcu się doczołgam, padam na łóżko. Zamiast owieczek odliczam dni do weekendu, by w okolicach środy po prostu zasnąć.

Mimo wszystko w takich warunkach, podniosłam swój standard życia.

Jak?

Możecie pomyśleć, że zwariowałam. Ale tylko, jeśli patrzycie przez pryzmat sum pojawiających się na koncie pod koniec miesiąca.

Za każdym wariactwem stoi… miłość?!

„Kiedy w końcu GO poznamy?” –  jestem zmęczona ciągłym przewracaniem oczu i tłumaczeniem, że to nie o NIEGO chodzi.

SONY DSC

Mój Grek to ja.

Zakochałam się w sobie. A dokładniej w greckiej wersji siebie.

Bardziej pokornej, mniej roszczeniowej, bardziej wdzięcznej. Tej, która po całym dniu pracy pędzi co sił w nogach w stronę morza, która na rowerze objeżdża kolejne wyspy zatoki Sarońskiej i tej, która zaczęła zauważać cykle księżyca.

Zachłysnęłam się życiem, jak pięciolatek wodą na miejskim kąpielisku. Kręci mi się w głowie, mam zatkane uszy – nie wiem czy od nadmiaru chloru czy ze szczęścia. Skaczę przez sztuczne fale, macham rękami na prawo i lewo. Rodzice przestali sprawdzać czy wszystko w porządku – wiedzą, że to tylko gra. Czasem, przypadkowowo ochlapany nieznajomy syknie coś pod nosem. „To nic” – nauczyłam się ich ignorować. I po prostu żyć.

Tak jak lubię i tak jak uważam, że jest dla mnie najlepiej.

To wciągające. Uzależniające. Na tyle, że nie zawsze chcę się zatrzymać, by wszystko spisać. I myślę, że podobnie jest z innymi, którzy piszą, pisali lub będą pisali.

Bo przecież nie jest najważniejsze, by życie utrwalić na kartkach notesu. By na nowym Nikonie uchwycić każdy kadr.

Ważne, by je przeżyć w poczuciu, że nie robi się niczego wbrew sobie.

Albo lepiej – ważne, by przeżyć je w poczuciu, że robi się coś dla siebie.

I jeżeli mocno się wkręcicie, i na chwilę ślad po Was zaginie, to świat się nie zawali. Może za to powstać nowy, bogatszy o kolejną osobę, którą policzki bolą od ciągłego uśmiechania.