Olimp Olimpowi nie równy, czyli jak NAPRAWDĘ wygląda Góra Bogów [fotorelacja]

To, co oferują wycieczki fakultatywne w ramach „wycieczki na Olimp”, to w rzeczywistosci spacer po części masywu. Przekładając na ludzki język – to, że wychodzisz w Tatry nie zawsze znaczy, że zdobędziesz Rysy.

Podobnie jest w Olimpem.

To, jak krajoobraz wygląda do wysokości Prioni (1100 m.n.p.m), dokąd bez problemu dojedziesz autem, to jedno. To co znajduje się wyżej, to inna sprawa.

Towrzystwo sie rozrzedza, zagęszczaja sie chmury. To, co kryje się na poziomie prawie 3000 m.n.p.m w okolicach najwyższego szczytu Mitikas – to inny świat.

Zanim więc zdecydujesz się na wędrówkę na jego szczyt, zobacz, co tak naprawdę Cię czeka.

Olimp (4)

Olimp w starożytności uważany był za siedzibę bogów. To właśnie stąd mieli kierować ludzkimi losami. Najbardziej po lewej widoczny jest Stefani, w środkowej części najwyższy szczyt Mitikas (2918 m n.p.m.), którego nazwa , zaś po prawej – szczyt Skolio.

Olimp (9)

Stefani w starożytności uważany był za Tron Zeusa. Tu widoczny o wschodzie słońca…

Olimp (5)

…a tu o zachodzie od strony schroniska Kakalos.

Olimp (10)

Zonaria, czyli dosłownie pasy ciagnące się równolegle tuż pod Stefani. To wśród nich przebiega równoległa droga, prowadząca między innymi w stronę najbliższych szczytowi schronisk.

Olimp (11)

Podejście na najwyższy szczyt jest bardzo strome. Tu wspinaczka od trudniejszej strony, zwanej Louki…

Olimp (3)

… a tu od strony Kako Skala, czyli dosłownie przez Złe Schody

Olimp (2)

Najwyższy szczyt Olimpu – Mitikas. Jego nazwa oznacza dosłownie… nos! Gdy się już człowiek wdrapie na wysokość prawie 3tys. metrów zamiast zadzierać go do góry, lepiej wpisać swoje imię do zeszytu, umieszczonego w metalowej skrzynce.

Olimp (1)

Widok z Mitikas na Płaskowyż Muz. To stąd miało pochodzić 9 patronek Sztuk Pięknych. Obecnie, przy płaskowyżu znajdują się dwa najbliższe szczytowi schroniska – Apostolidis i Kakalos.

Skoro już wiesz, jak mieszkali mitologiczni bogowie, to czy jesteś gotowy na odwiedziny? 🙂

5 aplikacji, które sprawią, że Twój pobyt w Atenach będzie niesamowicie prosty

Ile razy w Atenach czułeś się zagubiony? Jak często denerwowałeś się, że krążysz bez sensu albo tracisz czas na poszukiwanie informacji, zamiast poświęcić go na siorbanie frappe z widokiem na Akropol?

Jeżeli odpowiedź brzmi „za dużo” to mam coś, co pomoże Ci przy kolejnym pobycie w Atenach.

Doskonale wiem, że nie każdy z odwiedzających grecką stolicę dysponuje aplikacją offline, taką jak „Zapytaj kumpla app” albo „Grecki mąż PRO”, które odpowiedzą na wszystkie pytania.

Dlatego przed kolejnym przyjazdem, koniecznie ściągnij 5 aplikacji, które pomogą zaoszczędzić Ci mnóstwo czasu i pozwolą cieszyć się zasłużonym urlopem w pełni.

 

beatBeat-Ride App

Chcesz zamówi taksówkę, ale nie wiesz pod jaki numer zadzwonić? A nawet gdybyś wiedział to boisz się, że ze swoim angielskim i tak się nie dogadasz? Beat-Ride App jest idealnym rozwiązaniem!

Aplikacja lokalizuje Cię, a następnie pokazuje wszystkich kierowców w okolicy. Jednym kliknięciem, wybierasz jednego z dostępnych, a w oczekiwaniu na jego przyjazd, śledzisz drogę, jaką pokonuje.

Beat-Ride App powoli wypierana jest przez popularnego Ubera, jednak nadal to ona jest w Atenach bardziej znana.

 

Google_Translate_IconGoogle translate

Wiem, wiem… w Atenach przecież wszyscy mówią także po angielsku. Nie wszyscy jednak, którzy tu przyjeżdżają muszą być poliglotami. 😉

Z pomocą przychodzi Google translator, który tłumaczy nie tylko pojedyncze słowa, ale także całe wyrażenia czy zdania. Z greckiego na polski, z polskiego na grecki i inne języki – bez konieczności łączenia z Internetem.

I choć proponowane tłumaczenia od czasu do czasu przypominają komunikaty w stylu „Kali mieć, Kali chcieć” to przecież zawsze to jakieś ułatwienie przy wytargowaniu rabatu czy zrozumieniu wszędobylskich napisów.

 

fuelgrappfuelGR: fuel prices for Greece

Aplikacja dla przemieszczających się samochodem. FuelGR: fuel prices for Greece docenią kierowcy, którym zależy na zatankowaniu po najniższym koszcie.

Aplikacja pokazuje stacje benzynowe oraz aktualne ceny. Lokalizacja pozwala na wyliczenie dystansu do najbliższej z nich. Oprócz tego korzystający ma możliwość filtrowania dostępnych stacji na podstawie preferowanej marki, typu paliwa czy ceny.

 

oasaOASA telematics app

Na transport publiczny w Atenach trzeba brać poprawkę – szczególnie jeśli chodzi o autobusy. Google maps niewiele w tym zakresie pomaga. Dlatego z pomocą przychodzi OASA telematics app

Użytkownicy polskiego „jak dojadę” będą nieco zawiedzeni. Bo choć OASA telematics app również służy do rozeznania się w transporcie publicznym, to jej interfejs jest dużo mniej intuicyjny.

Nadal jednak jest najlepszą z aplikacji, z aktualnymi rozkładami jazdy, lokalizacją przystanków, czy pokazującą pokonywane trasy w rzeczywistym czasie.

tripadvisor iconTripAdvisor

TripAdvisor, jak na dobrego doradcę przystało podpowie, jak zaplanować wakacje – od znalezienia lotów czy hoteli, przez restauracje, miejsca warte zobaczenia po inne aktywności, którym warto się oddać. Wszystko w oparciu o oceny, wystawione przez tysiące użytkowników.

Aplikacja pozwala na filtrowanie polecanych miejsc ze względu na zakres cenowy, standard czy rodzaj (na przykład w przypadku restauracji). Zamiast przeszukiwać Internet w poszukiwaniu interesującego nas miejsca w TripAdvisor znajdziemy zdjęcia innych użytkowników, a także mapę z lokalizacją.

Nigdy nie mamy gwarancji, że TripAdvisor wybierze najlepsze dla nas miejsca. Podpowie jednak przynajmniej, czego możemy się spodziewać.

 

Którą z aplikacji wypróbujesz podczas kolejnej wycieczki do Aten? A może znasz inną, która sprawiła, że Twój pobyt w stolicy był dużo łatwiejszy?

Czekam, by przeczytać o nich w komentarzu poniżej! 🙂

Angistri, czyli 6 rzeczy, które zrobisz na wyspie wielkości Świętochłowic

U młodszych Angistri przywołuje dreszczyk emocji związany z pakowaniem plecaka i pierwszą samodzielną wyprawą pod namioty. U starszych – wspomnienia przemycanych kaset, zacisza własnego pokoju i… pierwszych filmów porno, które właśnie na tej wyspie były kręcone.

Z jakimi aktywnościami kojarzy się Angistrii obecnie?

Choć zielony kawałek lądu 1, 5 godziny promem od Aten na mapie wygląda niepozornie, a życie na wysepce wielkości śląskich Świętochłowic w maju toczy się powoli, to opcji spędzenia czasu jest całkiem sporo.

1. Łapanie promieni słońca

Krystalicznie wody, niesamowite odcienie niebieskości oraz bliskość Aten – takie argumenty działają jak magnez. Przyciągają tych ze stolicy, ale i wczasowiczów szukających czystych plaż. Echo kręconych tu filmów porno odbiło się na Chalikiadzie, która do tej pory jest jedyną plażą dla nudystów w okolicy.

Plaża w Skala

Piaszczysta Plaża w Skala jest pierwszą z brzegu. Leżakowanie można rozpocząć tuż po dobiciu promu do Agistrii, bo właśnie tu znajduje się jeden z portów.

 

Wiele z plaż na Agistrii jest żwirkowych lub skalistych. Tak jak plaża Mariza, tuż przy wiosce Limenaria.

2. Biwakowanie na łonie natury

Tak dużo jak nagich ciał na Chalikidzie, tyle na Agistrii namiotów tych, którzy w hipisowskim stylu spędzają weekend lub kilka dni. Nic nie cieszy tak, jak widok morza po otwarciu namiotu i chłodna kąpiel tuż po przebudzeniu.

SONY DSC

Plaża Dragonera znana jest z biwakowania choć… biwakowanie jest na niej zabronione! Przynajmniej teoretycznie (tak mówią tablice informacyjne tuż przy wejściu na plażę), bo sugestie lokalnych same kierują w tę stronę.

 

SONY DSC

Choć podłoże na Dragonerze jest dość twarde, to cień rzucany przez sosny szybko przekonuje do rozbicia namiotu

3. Rowerowanie z wiatrem we włosach

Brak dodatkowych opłat na promie, aż prosi się o zabranie ze sobą roweru. Ci, którzy go nie mają, mogą wypożyczyć na miejscu. Brak stromych podjazdów czy dramatycznych różnic wysokości, pozwalaja na objechanie wyspy w jeden dzień.

SONY DSC

Wypożyczalnie rowerów można znaleźć w Skali i Megalochori. Koszt wypożyczenia roweru na jeden dzień to 4-6 euro (2017).

4. Galopowanie po bezdrożach

Opcja dla tych, którzy od stalowego rumaka wolą tego prawdziwego.  Osobiście nie sprawdziłam, ale „ślady” pozostawione na jezdni podpowiadają, że jazda konna na Agistrii ma się dobrze.

SONY DSC

Stadnina koni w pobliżu Aponisos.

5. Wędrówki z plecakiem

Krótkie szlaki przecinające pachnące sosnowe lasy i oliwne gaje zapraszają do wędrówek .  Tych, którzy ciągle się bronią („bo morze lepsze niż góry!”) powinien przekonać rozpościerający się ze szlaków widok na wszystkie odcienie falującej niebieskości.

SONY DSC

Szlak biegnący od plaży Dragoniera w kierunku Aponisos. Choć droga nie jest oznaczona w żaden sposób, to jej szerokość spawia, że trudno z niej zboczyć lub zgubić się.

 

SONY DSC

Podczas wędrówki wkoło Angistri, po drugiej stronie morza wypatrzyć można Peloponez, albo okoliczne wyspy – Metanę, Eginę czy Poros.

6. Spacery w cieniu wąskich uliczek

Skala z kościołem przywołującym cykladzkie klimaty, Megalochori pełne starych domów czy Limenaria ze swoją jedyną tawerną…  Nic tylko chodzić! A spacer koniecznie zakończyć przy zastawionym stole, najlepiej z widokiem na port, do którego dobijaliśmy z przekonaniem, że czas najwyższy odpocząć od miasta.

SONY DSC

Port w Skala i najczęściej fotografowany punkt wyspy – kościół Agii Anargiri

 

SONY DSC

Limenaria

Który z opisanych opcji wybrałeś/aś podczas swojej wycieczki na Angistri? A może znalazłeś/aś jeszcze inny sposób na spędzenie czasu na tej wyspie? Nie mogę się doczekać by przeczytać o Twoim wyborze w komentarzu poniżej. 🙂

Kasztany na tysiąc sposobów. Kastanitsa

kastri-14

Znacie się? Kiedy byłeś mały nabijałeś je na wykałaczki i próbowałeś złożyć w krzywego ludzika. Kiedy podrosłeś, ukradkiem podnosiłeś je z drogi i chowałeś do kieszeni. Obracałeś w jednej dłoni, albo zabierałeś do domu, by w szeregu ułożyć na biurku. Mogłeś zrobić z nimi oczywiście wiele innych rzeczy, ale… czy kiedykolwiek próbowałeś je zjeść?

kastri_kasztany-zbiory

Skorupka kasztanów jadalnych pokryta jest gęstymi kolcami i aby dostać się do środka niezastąpiony but z twardą podeszwą lub przynajmniej rękawiczki. W łupinie chowa się nie jeden, a dwa lub nawet trzy owoce.

kastanitsa-26

Szary człowiek kasztana może zjeść na surowo, ugotowanego albo upieczonego. Mieszkaniec Kastanitsy może znacznie więcej…

kastanitsa-17

kastanitsa-4
Pochodzenie z miejsca zawdzięczającemu swoją nazwę kasztanowcom, otulającym zbocza Góry Parnon, zobowiązuje. Co roku, w ostatnią sobotę października, w niewielkiej wiosce w Arkadii na Peloponezie nie cichnie muzyka, a tłumy ludzi z jednorazówkami pełnymi kasztanów nie przestają płynąć przez kamienne uliczki. Święto Kasztanów jest okazją do zabawy do białego rana i do podpatrzenia wszystkich cudów, które z kasztanów można przygotować.

kastanitsa_taniec1

kastanitsa_taniec2

Kasztany w swoje święto, jak na solenizantów przystało, są w centrum uwagi. Widać je na zielonych i bordowych bluzach z kapturem, które ubrało pół wioski i które kupić może każdy, kto tu przyjechał. Są na zapalniczkach, lnianych torbach, parasolach i podstawkach pod kubki. Zamieniają się w magnesy na lodówkę albo breloki, zdobią drewniane pudełka i kolorowe świece.

Przede wszystkim jednak zmieniają się w pyszności, o których nigdy wcześniej nie słyszałam. Albo przynajmniej nie zdawałam sobie sprawy, że właśnie kasztany nadają się do ich przygotowania.

kastanitsa-6

kastanitsa-23

Kasztany w czekoladzie albo jako „słodycz na łyżeczce” serwowane do kawy… Ryż na mleku z gotowanymi kasztanami… Ciasto, tort, marmolada, nalewka kasztanowa… Czy możliwe, że w tym dobrobycie i różnorodności kasztanowego szaleństwa mieszkańcy Kastanitsy o czymś zapomnieli?

Kanał Koryncki. Czy sześciokilometrowy pas pustki może zachwycić?

kanal-koryncki-1

„Człowiek, który ponad godzinę fatyguje się z Aten, by zatrzymać się przy tym punkcie widokowym musi być rozczarowany” – rozejrzałam się po okolicy. „Ciekawa” to ostatni przymiotnik, jaki przychodził mi na myśl. Wielki węzeł pogmatwanych ulic, parę bud z pamiątkami i miejsc serwujących fast food’y, parka bezdomnych psów, nieco dalej supermarket.  Za moimi plecami ciąg osobówek przejechał z prędkością co najmniej o 30 kilometrów szybszą niż dozwolona, co most skomentował jedynie paroma trzaskami. Czekałam na jego odpowiedź na pytanie: co ludzie widzą ciekawego w tym sześciokilometrowym kawałku pustki, nad którą zawisnął? Smutną luką, opakowaną w równo ściętą skałę? Tak, jakby coś pękło.

Kamyk-samobójca, który chwilę temu wszedł mi pod buty właśnie skakał z mostu. W wodną głębię spadał podejrzanie długo. A może dokładnie tyle, ile powinien, biorąc pod uwagę, że miał do pokonania wysokość 10 piętra?

Chciałam odprowadzić go wzrokiem, ale po chwili po prostu zniknął. I wtedy właśnie doznałam olśnienia… JASNA CHOLERA! KTOŚ WYKOPAŁ SOBIE WYSPĘ!

Fakty, które powinny zająć Ci głowę, gdy pomyślisz, że Kanał Koryncki to nic ciekawego.

Gdy w 1893 roku do przesmyku ostatecznie wlały się wody Morza Egejskiego (od wschodu) i Jońskiego (od zachodu) Półwysep Peloponeski został otoczony wodą ze wszystkich stron. Czy aby nie tak definiowaliśmy wyspę na lekcji geografii? Na wyjątkowość „arcydzieła XIX-wiecznej inżynierii”, które Peloponez uczyniło wyspą składa się jednak dużo więcej faktów.

Po pierwsze: Kanał, na który patrzysz nie istniał…

…a ziemia nie rozstąpiła się sama z siebie. Była lita wapienna skała zakryta warstwą ziemi i trawą, na której rosły mlecze. Ktoś obiecał, że ich nie będzie, bo mlecze zawieszone w powietrzu nie rosną. Będzie za to coś dużo lepszego – droga, która skróci pokonywany do tej pory szlak wodny o dobre 400 kilometrów! Ktoś, kto uwierzył w pierwsze obietnice i nakreślone wizje budowy, nigdy ich nie doczekał – przejście od koncepcji do realizacji zajęło około 2600 lat!

Po drugie: Ludzie, który mieszkali w jego pobliżu cierpieli na chroniczną bladość skóry, gęsią skórkę i suchość w ustach…

A wszystko to ze strachu – bardziej lub mniej uzasadnionego. Wizja budowy kanału była główną przyczyna ich złego samopoczucia. Obawa przed gniewem Zeusa, który nie po stworzył dwa morza, by jakiś śmiertelnik miał życzenie ich połączenia, możliwość zalania paru wysp w skutek połączenia zbiorników o różnych poziomach wód… Brzmi absurdalnie? Dodaj do tego perspektywę utracenia przez Korynt dominującej roli, a wyjdzie czysta kalkulacja! Bo kto ożywiałby handel i dawał podarki, gdyby po wybudowaniu drogi na skróty, postój w tych okolicach spokojnie można by sobie odpuścić?

Po trzecie: W tym miejscu statki pływały po lądzie

Takie cuda działy się w IV w.p.n.e, gdy Periander wybudował kolej, zwaną diolkos. Od tamtej pory statki chcące szybko znaleźć się na drugim morzu dobijały do portu, były rozładowywane, a następnie załadowywane na uzbrojoną w koła platformę. Potem przez ponad 6 kilometrów były przeciągane po wapiennej drodze na drugą stronę lądu. Po wodowaniu i ponownym załadowaniu znów mogły ruszać w drogę. Z tego sposobu korzystano przez kolejne piętnaście wieków.

Po czwarte: Do wybudowania Kanału Koryckiego niezbędny był złoty kilof, akompaniament muzyki i… dużo cierpliwości

Od dwóch pierwszych właśnie się zaczęło! Choć do pomysły wybudowy kanału wracali tacy jak: Demetriusz Poliorketes, Juliusz Cezar, Kaligula czy Hadrian, to dopiero Neron wziął się do roboty. Podobno właśnie przy dźwięku trąb cesarz zaingerował budowę złotym kilofem. Na tym jego wkład się skończył- sześć tysięcy niewolników miało wykonać resztę roboty. Zresztą niedługo później Neron spoczywał już na innej wysokości nad poziomem morza, więc inwestycja pozostała niedokończona. Obecność Bizantyjczyków czy Wenecjan niewiele zmieniła.

Po piąte: Gdy wszystko miało pójść jak po maśle, to… jednak nie poszło

Do pomysłu inwestycji wrócono dopiero w XIX wieku. Próbowali Grecy, Francuzi i Węgrzy. Po upadłościach kolejnych firm zajmujących się jego budową, ciągłymi brakami gotówki w końcu się udało. Potrzeba było na to 11 lat ciągłego dziubania w skale. W 1893 roku nastąpiło uroczyste otwarcie, a parę miesięcy później przepłynął przez niego pierwszy statek, ALE…

Pomimo niedużych rozmiarów o ściany kanału obił się parę razy. Opisywanie rozczarowania tych, którzy na to patrzyli wydaje się zbędne. Niewielkie draśnięcia o ściany to nic w porównaniu z tym, co kanał spotkało później. W czasie drugiej wojny światowej niemieccy spadochroniarze wysadzili go w powietrze odcinając wojskom brytyjskim drogę do domu. Gdy tylko Włosi skończyli odbudowę, Niemcy wrócili i oprócz ponownego wysadzenia kanały wypełnili go ziemią i wagonami kolejowymi. Tym razem odbudowa trwała 5 lat.

Po szóste: Kanał żyje swoim życiem

Co 6 godziny prądy w kanale zmieniają kierunek, jednak nigdy nie przekraczają prędkości 3 węzłów. Przez przesmyk przepływa średnio 11 tysięcy statków rocznie, a ich ruch ze względu na szerokość kanału odbywa się naprzemiennie.  Najczęściej gości turystów na statkach wycieczkowych, którym pokonanie przesmyku zajmuje średnio 35 minut, i tych pstrykających zdjęcia na jednym z 7 mostów. Dwa znajdujące się u wylotu kanału są szczególne- nie podnoszą się do góry jak większość, a są zatapiane. W ten sposób opuszczana metalowa konstrukcja nie tylko umożliwia statkom wpłynięcie do przesmyku, ale serwuje także obserwującym zajawkę świata mórz (tak, podczas wynurzania się konstrukcji parę nieszczęśliwych rybek zawsze wyjrzy na powierzchnię).

Od czasu do czasu znajdzie się ktoś, kto przerwie kanałową codzienność. Na przykład taki Robbie Maddison, który przeskoczył kanał na motorze, albo Péter Besenyei, który przeleciał przez niego samolotem.

Po siódme: Jest fajną drogą na skróty

Wąski przesmyk to nie tylko oszczędność najczęściej wymienianych 400 kilometrów podróży wzdłuż Peloponezu.  To w praktyce krótsza o 360 km droga z Patry do Pireusu, o 240 km z Wenecji do tego samego greckiego portu, albo o 170 km tureckiego Cesme do włoskiego Brindinsi.

kanal-koryncki-3

Co za kanał!

Nad Kanał Koryncki wracałam i będę wracać, niezależnie od tego, jak podła jest i będzie jego okolica. Bo za każdym razem, gdy delikatnie wychylam się za żółte balustrady, harmider silników osobówek stopniowo cichnie. Gapię się na przeciskający się statek i odpoczywających na nich marynarzy. Czuję się jakbym znów miała pięć lat i była w przedszkolu. Ulica z zielonego dywany, na którym się bawiłam ostatecznie była dużo mniejsza od jezdni, przez którą przeprowadzała mnie mama. I gdy tak stoję nad kanałem wiem, że nie widzę tego wszystkiego, co ktoś, kto właśnie nim przepływa. Nie bardzo czuję potęgę osiemdziesięciu metrowych ścian, nacisk szerokiego na dwadzieścia pięć metrów przesmyku czy strach przed wpadnięciem w ośmiometrową głębinę.

Tymczasem, tak samo jak wtedy, gdy miałam pięć lat łapię się na tym, że stoję z otwartą buzią. Bo gdy o Kanale Korynckim wie się więcej, to może zachwycić.

kanal-koryncki-2