Pchli market, który nie istnieje

Ten bazar nie istnieje. Nie przekartkowuj przewodników, nie staraj się wyłapać go podczas codziennych rozmów. Wsiądź w jeden z wysprey’owanych wagonów, toczących się w stronę Pireusu. Wysiądź, gdy miniesz powiewające na metalowym płocie parę wytartych dresów.

bazar w Pireusie

Pchli market w Pireusie jest najprawdziwszym pchlim marketem w okolicach Aten. Brak tu skórzanych plecaków po 50 euro za sztukę czy biżuterii wyeksponowanej za nieskazitelnie czystymi witrynami na Monastiraki.

Co w takim razie się na nim sprzedaje? No i jak właściwie znaleźć ten bazar?

Bazar w Pireusie znajduje się po lewej stronie zielonej lini metra, na ulicy Alipedou. Jest jak indyjski bazar. Nie ten z równo usypanym stożkami kolorowych przypraw, bliżej mu raczej do filmu „Slumdog – milioner z ulicy”.

bazar w Pireusie

bazar w Pireusie

Ludzkie zaspy po obu stronach drogi sprawiają, że ulica wydaje się węższa niż w rzeczywistości. Wszystko przez sprzedawców, którzy na ziemi rozłożyli wełniane koce albo nylonowe plandeki. Na nich wszystko, co znaleźli Bóg-wie-gdzie: ikony z Matką Bożą pomiędzy płytami z tanimi pornosami. Próbki antyperspirantów koło włączników do światła. Śrubokręty z plastikowymi kolorowymi rękojeściami, rozchodzone przez poprzednich właścicieli buty, nadeschnięte lakiery do paznokci, zużyty do połowy flakonik perfum w kolorze zleżałego whisky. Koło nagich Barbie położyła się zmęczona Cyganka.

Nie mogę wymienić wszystkiego, co można na targu znaleźć. Jeszcze trudniej wskazać mi choćby jedną rzecz, której tu nie ma.

bazar w Pireusie

SONY DSC

SONY DSC

Nie zatrzymuję się – boję się, że wsiąknę, zniknę. Utonę w czarnej otchłani pierdółek i używanych ciuchów. Co chwila, wpadam na czyjeś plecy. Emeryci kręcą się jak święte krowy. Od jednej strony ulicy, do drugiej.

“Tyle tu rzeczy, których mi nie potrzeba!” – ze słowami Sokratesa w głowie docieram do końca targu. Jednocześne wiem, że znajdą się tacy, którzy wynajdą tu dokładnie to, czego szukają. Prawdziwe perełki. Srebrne łyżki, które przy wizycie u posiwiałej mamy mojej znajomej, przy kolejnych wzdechnięciach będę obracać w rękach.

Nie mam cierpliwości do bawienia się w poszukiwanie skarbów. Wracam do domu.

Komputer otworzyłam prawie równocześnie z drzwiami. Wstukałam „Market Pireus” w mapach. Pinezka wylądowała w miejscu spaceru. Zjechałam w dół. „Godziny otwarcia: niedziela, 7.00- 15.00. Pozostałe dni: zamknięte. Dzisiaj też.
Brak innych informacji.Tylko „Możesz być pierwszym, który doda recenzję na temat tego miejsca”…

Nie dodałam. Bo w czym market w Pireusie jest lepszy od innych miejsc, które istnieją, a których wolimy nie wspomiać?

 

Olimp krok po kroku. Sprawdź, co czeka na każdym z nich!

Wejście na najwyższy szczyt Olimpu, Mitikas, to niezapomniana wycieczka wzdłuż europejskiego szlaku E4. Prawie 3 000 m.n.p.m można pokonać w jeden dzień (na dodatek tam i z powrotem!). Każdy odcinek to osobna przygoda i przejście przez zupełnie różne światy. Sprawdź, co czeka na Ciebie na każdym z nich!

mapa Olimp
Litochoro (Myloi) – Prionia

Odcinek Litochoro – Prionia jest najczęściej pokonywany przez zorganizowane wycieczki, którym obiecuje się wycieczki „na Olimp”. Najrzadziej spotkacie na nim „wytrawnych” wędrowców, którzy uderzają na szczyt. I pierwsi, i drudzy wiele tracą.

DSC01779

DSC01783
Wioska Litochoro to dopiero przedsionek Olimpu. Jeżeli myślisz, że ze zorganizowaną grupą z biura turystycznego wejdziesz na Mitikas, to jesteś w błędzie. Obiecywane przez agencje „wędrówki na Olimp”, to w 99% pokonywanie odcinka od wsi Litochoro do Prioni, czyli najwyższego punktu, do którego można dojechać autem.

To właśnie łatwy dojazd do Prioni sprawia, że odcinek ten jest często omijany. A to błąd!
Ścieżka ciągnie się wzdłuż malowniczego Kanionu Enipea, wyrzeźbionego przez rzekę o tej samej nazwie. Krystalicznie czystą wodę, przecina siedem drewnianych mostów, które co jakiś czas ustępują miejsca wodospadom. Pomimo przeraźliwie zimnej temperatury (stopy bolą już po 10 sekundach!) ciężko powstrzymać się przed krótką kąpielą!

DSC01834
DSC01868
Nie zostawiajcie ubrań zbyt daleko – przydadzą się, by przyjrzeć się z bliska takim miejscom, jak wybudowany w skale kościółek Agios Dionisos.

Agios Dionisos
Na końcu odcinka, na Prioni, czeka na Was tawerna (często mylona ze schroniskiem). Jest to ostatni punkt, w którym zaopatrzysz się w wodę przed dojściem do schroniska Spilios Agapitos (nie wierzcie mapie, która mówi, że parę kilometrów dalej jest inne źródło – nie ma go!).

Prionia- Spilios Agapitos

Im wyżej, tym większa przygoda. Odcinek Prionia – Spilios Agapitos to podobno najczęściej uczęszczany odcinek. Na mapie jest znacznie krótszy niż poprzedni – to właśnie tu zaczynają się strome podejścia. Wynagradza je gęsty sosnowo-bukowy las, przeplatany jodłami. Drzewa przerzedzają się od czasu do czasy, by dać miejsce zapierającym dech w piersiach punktom widokowym.

DSC01901

Po 2/3 drogi z Prioni do schroniska, wejdziecie na odsłonięty „zyg-zag”, u końcu którego znajduje się Spilios Agapitos. Nie wystrasz się, jeśli na minie Cię jakiś osioł! To na ich barkach dostarczane jest zaopatrzenie do schroniska.

DSC01917
DSC01912

Spilios Agapitos – Zonaria

Czas na wyprawę na księżyc! Za schroniskiem Spilios Agapitos surowy, skalisty teren powoli wypiera zieleń.

DSC01929

Czuć rękę bogów. Widać tron Zeusa.

Szczególnie zdradliwym miejscem jest Zonaria, której nazwa oznacza „pasy”. W zimie dużo tu śmiertelnych wypadków. Jeden nieuważny krok wystarczy, by stoczyć się w kocioł przepaści, rozłożony u dołu wąskiej ścieżki.

Sam widok również jest zabójczy…

DSC01943

DSC01948

DSC02094
Podejście na Mitikas (najwyższy szczyt Olimpu)

Pamiętam jak trzęsły mi się nogi, gdy wspinaliśmy się na Mitikas stromym podejściem od Louki. Jak pociły mi się ręce, gdy kolejny hak do wpięcia liny przypominał mi, że nie mam co w niego wpiąć. Kolejny zsuwający się kamyczek…

Jeżeli zdecydujesz się wybrać się na szczyt od strony Louki to zrób to tak, jak trzeba: z kaskiem, najlepiej takim, który uniemożliwia spoglądanie w dół. 😉

DSC02106

DSC02115

Podejście drogą wspinaczkową Louki

Na szczyt możesz też wejśc od częściej wybieranego wejścia zwanego Kakoskala („złe schody”). Kakoskala to w porównaniu z Louki czerwony dywan. 😉

20785982_10159031664780562_2576957859708397651_o

Kakoskala

Kakoskala

Mitikas – najwyższy szczyt Olimpu

Hurra! Dla niego cały ten wysiłek! Dla niezmąconej chmurami widoczności i wybrzeża, które rozciąga się w oddali!

DSC02136

Najwyższy szczyt Olimpu, czyli Mitikas, położony na 2918 m.n.p.m

DSC02218

Mitikas wydoczny od strony Skolio (2905 m.n.p.m)

DSC02151

Płaskowyż Muz widziany z Mitikas

Płaskowyż Muz

Jeszcze przed wejściem na szczyt, po przejściu Zonari, zobaczysz Płaskowyż Muz -ogromny naleśnik, którego brzegi wydęło do góry rozgrzane powietrze. Na naleśniku dwa schroniska – Apostolidis i Kakalos – podane jak na tacy. Do tego z parującym, pachnącym jedzeniem.

DSC01991

Schronisko Kakalos, położone na Płaskowyżu Muz

DSC02095
Lemos

Jeżeli chcesz wrócić inną drogą niż wszedłeś to polecam trasę przez Lemnos.

DSC02311

DSC02315

Lemos, zza chmur wyłania się tzw. Tron Zeusa

Podejście od tej strony też musi być niesamowite – wyobrażam sobie jak powoli zbliżałabym się do Mitikas, przez Lemos. Jak z każdym krokiem szczyt stawałby się coraz większy i srogi. Zupełnie inaczej niż przy podejściu ze schroniska Spilios Agapitos. Tam Tron Zeusa pojawia się z nikąd, „wyskakuje” zza rogu.

Petrostruga

Czy to możliwe, że za chwilę wszystko się skończy? Że za parę kilometrów zatoczy się kółko i znów wrócimy na Prionię, by odebrać zaparkowane auto albo złapać stopa w kierunku Litochoro?

DSC02326

DSC02340
Do schroniska Petrostruga mam szczególną słabość. To tu doszłam za pierwszym razem, gdy w środku lutego (o zgrozo!) postanowiłam wybrać się na Olimp. Skończyło się fiaskiem – złym przekalkulowaniem czasu, warunków, złym przygotowaniem. Skońcyło się też zaproszeniem do spędzenia nocy przy rozgrzanym kominku, przez grupę, która przy Petrostrudze pojawiła się tuż przed zmrokiem.

Od tego czasu wiem, że wejście do Olimpu zawsze jest otwarte. Niezależnie od poziomu zaawansowania w wędrówkach górskich.

Masyw Olimpu jest tak zróżnicowany, że każdy znajdzie coś dla siebie. Zamiast szukać wymówek, spróbujcie… wędrówek! Choćby po najniżej położonych odcinkach. Bo Olimp jest nie tylko dla bogów!

7 greckich (i domowych!) sposobów na przeziębienie, które postawią Cię na nogi

Jedni już mają ją za sobą, inni dopiero przed. Pewno jest jedne – wszyscy wpadniemy w jej objęcia…. Co to jest? Miłość?

Nie, kochani!

To wstrętne choróbsko! 😉

Nikt z nas nie lubi pozostać w tym związku na długo, dlatego zebrałam dla Was sposoby na zwalczenie przeziębienia – wszystkie podpatrzone w greckich domach!

  1. RakomelorakomeloNie przez przypadek mieszanka gorącej raki z cynamonem, goździkami i miodem znajduje się na pierwszym miejscu. Rakomelo jest pyszne i rozgrzewa. Jednak to, co lubię w nim najbardziej to to, że kiedy przychodzi do „kuracji”, do stołu od razu przysiadają się inni, chętni do przetestowania skuteczności „lekarstwa”
  2. Rakomelo dla abstynentów
    Bezalkoholowa wersja rakomelo podpatrzona u znajomej. Gdy bierze ją przeziębienie do gorącej wody dorzuca laskę cynamonu, łyżkę miodu i wyciśnięty sok z całej cytryny. Ja lubię dodać do tego jeszcze świeży korzeń imbiru pokrojony w malutką kostkę i… drzemkę pod nadgrzaną kołdrą.
  3. Kotosupa
    Zupa z kurczaka, albo po swojsku: “rosół”. Ma być tłusto!  Z całym korpusem, pływającymi okami i parą, która skrapla się na nachylonej nad miską twarzy.
  4. Aromatyczny bukiecik ziółzioła (1)Suszona lipa na katar i stan podgorączkowy, tymianek na ból gardła, szałwia jako środek wyksztuśny… za każdym razem nie jestem pewna czy przy składaniu mieszanki nie pomyliłam jednego z drugim. Jednak zioła, które mój znajomy zbiera na swojej wiosce w Arkadii na centralnym Peloponezie zawsze stawiają mnie na nogi!
  5. Herbata
    herbataPierwszy raz, gdy w tawernie zamówiłam do obiadu herbatę została mi zaserwowana razem z… lekiem przeciwgorączkowym! Wtedy dowiedziałam się, że herbatę w Grecji pije się gdy jest się chorym.W leczeniu przeziębień, kataru i grypy, szczególnie pomocne sąususzone, blado zółto-zielone kwiaty gojnika, zwane  po prostu herbatą górską. Podana w grzejącym dłonie kubku bez uszka i z pełną łyżką miodu!
  6. Sok z pomarańczy
    sok z pomaranczyNie ma to jak porządna dawka witaminy C! Przeziębienie to jedyny moment, gdy ukochana przez Greków kawa idzie w odstawkę na rzecz świeżo wyciśniętego soku. Albo przynajmniej jej towarzyszy (bo który Grek zrezygnuje z kawy?) 😉
  7. Depon
    Brzmi jak imię mitologicznego boga. I niedaleko odbiega to od rzeczywistości! 😉 Depon to lek przeciwbólowy i przeciwgorączkowy, do którego Grecy zwracają się przy każdej możliwej okazji okołochorobowej.Dlaczego wpisałam go do domowy sposobów? Bo – cytując znajomą – “każdy ma go w domu, więc jest domowy, prawda?!” 😉

Jeżeli trzyma Cię choróbsko, to życzę szybkiego powrotu do zdrowia – mam nadzieję, że któryś w przedstawionych sposobów postawi Cię na nogi. A jeżeli znasz inne sposoby na pokonanie przeziębienia – koniecznie podziel się nimi w komentarzu!

 

Pociąg, co utknął w wąwozie. Odontotos

Na Peloponezie jest miejsce, jak z wiersza Tuwima. Jest maszyna, co „kręci się, kręci się koło za kołem”. Przejeżdża „przez góry, przez tunel, przez pola, przez las” choć, jak to w Grecji bywa, niezbyt „śpieszy się, by zdążyć na czas”…

Nie musisz znać greckiego odpowiednika słowa „Lokomotywa”. Zapamiętaj słowo, które porwie Cię w podróż. Odontotos.

Czy nie brzmi jak metaliczny stukot kół, odbijający się echem od skalnych ścian?

DSCN7598

DSC_0910

Odontotos to kolejka, której trasa prowadzi przez wąwóz Vuraikos. Stacja początkowa znajduje się we wsi Diakopto nad zatoką Koryncką, a końcowa w gwarnej Kalawricie (znajduje się tu centrum narciarskie).

DSCN7618

Początek trasy Odontotos i wejście do wąwozu Vuraikos.

Pociąg nazwę otrzymał po specjalnych zębatkach, które pozwalają na bezpieczne podjazdy po stromych stokach.

DSC_0036

Zębatki umieszczone są tylko na paru odcinkach całej trasy kolejki. Ułatwiają one przemieszczanie się pociągu tam, gdzie nachylenie terenu wynosi ok. 10%

Choć cała trasa ma 22 kilometry, to natura „upchnęła” na niej wszystkie możliwe atrakcje – wapienne skały z wydrążonymi tunelami, wodospady ułożone jak schodki, strumyki płynące równolegle do trasy kolejki. Uzupełniona przez człowieka w metalowe mosty trzeszczące przy każdym kroku i opuszczone stacyjki, stała się genialną wymówką na jednodniową wycieczkę poza miasto.

DSC_0016

DSC_0022

DSC_0963

Stacja Niamata na 5 kilometrze trasy

Historia tego miejsca, zaczęła się oczywiście od… miłości! Herkules tak pokochał Vourę, że otworzył dla niej przejście między skałami, by stęsknieni mogli spotkać się przy morzu. O micie przypomina Vouraiko – rzeka płynąca wzdłóż torów kolejki, która od kochanki Herkulesa wzięła swoje imię.

Mniej romantyczni sceptyci twierdzą, że wąwóz ukształtował się pod wpływem erozji. Niezależnie od tego, komu wierzycie, przyznacie jedno: spacer w takich okolicznościach przyrody sprawia, że oddycha się głębiej.

DSC_0946

Jeden z sześciu tunelów na trasie Odontotos. Przesmyki są na tyle krótkie, że można zobaczyć co znajduje się po drugiej stronie (lalbo przynajmniej światełko w tunelu). ;)) Długość wszystkich to zaledwie 200 m.

Kiedy w 1895 położono pierwsze szyny, Odontotos był jednym z najbardziej ambitnych projektów kolejowych. Rozstaw kół musiał być na tyle wąskie, by wagony zmieściły się na wymagającym i pochyłym terenie. Jak widać projekt zakończył się powodzeniem, a Odontotos do teraz jest jedną z najbardziej górskich kolejek Grecji.

Tunel

Najbardziej niebezpieczne miejsce na całej trasie kolejki. Rozplanuj dobrze swoją wędrówkę, by nie znaleźć się w tu razem z pociągiem – przed rozpoczęciem sprawdź rozkład jazdy.

 

Odontotos

Kolejka porusza się 30-40 km/h na normalnych odcinkach lub 6-15 km/h tam, gdzie do akcji wkraczają zębatki. Przy takiej prędkości okna kolejki zamieniają się w najlepszy telewizor – trudno oderwać wzrok od widoków roztaczających się po drugiej stronie.

 

Portes

Portes (tłum. drzwi), to najwęższy punkt wąwozu Vouraikos. W tym miejscu pociąg przejeżdża przez tunel zamykany z obu stron wielkimi żelaznymi bramami. To jedyne miejsce, w którym wędrujący wzdłuż trasy są zmuszeni rozdzielić się z pociągiem (na wcześniejszych odcinkach można wędrować po torach – oczywiście z oczami i uszami szeroko otwartymi!)

Trasę Odontotos możecie pokonać kolejką w godzinę lub w 6 godzin, wędrując wzdłuż torów. Sama nigdy nie mogę się zdecydować, więc kończę zaliczając dwie opcje – pieszo do góry, a w dół pociągiem. Nie mogę sobie wybaczyć, że za każdym razem wracam, gdy już jest ciemno, a w oknach pociągu odbijają się tylko wewnętrzne światła wagonów…

SONY DSC

SONY DSC

Czekanie na pociąg na stacji Mega Mega Spileo (tłum. Wielka Jaskinia), można umilić sobie wizytą  w jednej z dwóch tawern, które znajdują się tuż przy torach.

Nigdy nie udało mi się dotrzeć do końcowej stacji. Odontotos pokochałam jesienią, kiedy dni są krótkie.

Co znajduje się za stacją Mega Spileo, na ostatnich 10 kilometrach trasy? Wierzę, że jest tak samo pięknie jak przed nią, ale jeżeli dotarliście do samego końca, to koniecznie dajcie znać w komentarzu, jak wygląda druga strona.. 😉

* Jak większość zdjęć na blogu, także i te pochodzą z mojego archiwum. Wiele z nich wykonał mój przyjaciel Haris Diamantopoulos, któremu dziękuję za ich udostępnienie

7 kłamstw Maratonu Ateńskiego (w które wierzysz!)

W listopadzie wszyscy Ateńczycy stają się biegaczami. Jedni ubierają buty i zanim deptaki zapełnią się ludźmi, próbują poprawić swój czas. Drudzy, spoceni na samą myśl o zbliżającym się wydarzeniu, próbują nadążyć za tym, co słychać u pierwszych.

W końcu nadchodzi TEN dzień – Autentyczny Maraton Ateński.

23519250_10212037805314288_8833515177720225464_n (1)

Przygotowanie do zawodów wymaga treningu – fizycznego i uważności. Bo choć maratońskich bzdur powtarzanych między przyśpieszonymi wdechami i wydechami jest sporo, to trudno je wyłapać.

W dzisiejszym wpisie wybrałam dla Was 7 największych kłamstw, które słyszymy i w które – o zgrozo!- wierzymy.

KŁAMSTWO 1: „Maratończycy biegną 42 km”

DSC09579
42 i 125 m, czyli dokładnie tyle, ile ma dystans maratoński – poprawią najdokładniejsi. Ale i ci, nie mają racji. Maratończycy przebiegają nawet do pół kilometra więcej (!). Wszystko przez „obieranie” zakrętów z różnych stron (wewnętrzna lub zewnętrzna) oraz wyprzedzanie wolniejszych zawodników (na trasie miejscami jest bardzo tłoczno).

KŁAMSTWO 2: „Pierwszy, który przebiegł, umarł z wycieńczenia”

image

Pomnik Filippidesa znajdujący się przy drodze prowadzącej z Maratonu do Aten [źródło: findingdulcinea.com]

Kłamstwo używane też przeze mnie, by wymigać się od udziału… 😛
Podobni do mnie uparcie powtarzają historię Filippidesa, która zapoczątkowała maraton, jaki znamy dzisiaj. Że posłaniec po pokonaniu dystansu z Maratonu do Aten i obwieszczeniu zwycięstwa nad Persami, umarł z wycieńczenia. Nikt nie wspomina, że wcześniej pobiegł do Sparty prosić o wsparcie, wrócił do Aten, a potem ruszył do Maratonu, co łącznie daje ponad 500 km drogi! Niewykluczone, że zanim przebiegł pierwszy maraton, walczył też w bitwie z Persami.

Myślicie, że przy tym wszystkim, dystans 42 km był naprawdę zabójczy?

KŁAMSTWO 3: „Maraton to najtrudniejszy z biegów”
Wierzyłam, dopóki nie usłyszałam o Spartiatlonie, czyli o biegu na trasie Ateny – Sparta (246 km!). Powtarzałam, dopóki dowiedziałam się o ultramaratonie i nie obejrzałam dokumentu o Giannisie Kourosie, który w przeciągu 6 dni potrafił przebiec dystans równy wycieczce znad Bałtyku do Włoch!

KŁAMSTWO 4: „Maraton to najłatwiejszy z biegów”

DSC09556
W Maratonie Ateńskim nie ma zmiłuj się. Jak ma być autentyczny to musi być na odcinku z Maratonu do Aten. To nie maraton w Londynie, Berlinie, czy w Warszawie – nie da się wyznaczyć trasy, która przebiegałaby po najbardziej płaskiej części rejonu. Z tego powodu zawodnicy startujący w Maratonie Ateńskim muszą pokonać co najmniej 1/4 trasy pod górkę.

Widok przewracających się o własne nogi i ciała owinięte folią, spoczywające na krawężnikach za linią mety mówią same za siebie.

KŁAMSTWO 5: „Na szczęście nikomu nic nie obiecywałem” (na wszelki wypadek, by usprawiedliwić niepowodzenie).

athens_marathon_560

Zawodnicy Maratonu Ateńskiego w trakcie przysięgi. Złożone trzy palce są nawiązaniem do Trójcy Świętej [źródło: visitgreece.com]

Nie wiem czy podczas innych maratonów też jest to regułą, ale podczas ateńskiego zawodnicy przed rozpoczęciem biegu, składają przysięgę.

Nie obiecują, że dobiegną do końca.

Przysięgają walczć uczciwie i przestrzegać zasad zdrowej rywalizacji. Wszystko to w imię ideałów podzielanych przez Filipiadesa, olimpijczyka Spyrosa Louisa i bojownika Lambrakisa.

KŁAMSTWO 6: „Jestem za stary na bieg w maratonie”

DSC09607
Taaa… powiedz to Panu Stylianosowi albo Jorgosowi, którzy przebiegli trasę z 86 latami na karku…

KŁAMSTWO 7: „W maratonie wygrywa tylko jeden”

DSC09596
Na pewno nie w Maratonie w Atenach! Greccy spikerzy są mistrzami w tworzeniu kategorii tak, aby przyznać pierwsze miejsce, jak największej ilości osób. I tak w 2017 roku nagrodziliśmy:
– pierwszego na mecie (Kenijczycy byli bezkonkurencyjni!),
– pierwszego Greka na mecie (choć przybył 15 minut po pierwszym, to dostał jeszcze większe brawa),
– pierwszego nie-atletę,
– pierwszą kobietę,
– pierwszą Greczynkę,
– pierwszego po pierwszym, pierwszego po drugim….

Dodatkowo transparenty sklecone z prześcieradeł, flagi narodowe zakrywające trybuny, kolorowe balony, piski, wrzaski i oklaski sprawiły, że każdy kto przekroczył metę, czuł się jak ten pierwszy.

Dlatego, choć Maraton Ateński owiany jest wieloma mitami, to trzeba go przeżyć na własnej skórze. A może już to zrobiliście i przy okazji usłyszeliście inne kłamstewka związane z tą imprezą? Listę maratońskich mitów pozostawiam otwarto – zapraszam Was do uzupełnienia jej w komentarzach! 🙂