Pchli market, który nie istnieje

Ten bazar nie istnieje. Nie przekartkowuj przewodników, nie staraj się wyłapać go podczas codziennych rozmów. Wsiądź w jeden z wysprey’owanych wagonów, toczących się w stronę Pireusu. Wysiądź, gdy miniesz powiewające na metalowym płocie parę wytartych dresów.

bazar w Pireusie

Pchli market w Pireusie jest najprawdziwszym pchlim marketem w okolicach Aten. Brak tu skórzanych plecaków po 50 euro za sztukę czy biżuterii wyeksponowanej za nieskazitelnie czystymi witrynami na Monastiraki.

Co w takim razie się na nim sprzedaje? No i jak właściwie znaleźć ten bazar?

Bazar w Pireusie znajduje się po lewej stronie zielonej lini metra, na ulicy Alipedou. Jest jak indyjski bazar. Nie ten z równo usypanym stożkami kolorowych przypraw, bliżej mu raczej do filmu „Slumdog – milioner z ulicy”.

bazar w Pireusie

bazar w Pireusie

Ludzkie zaspy po obu stronach drogi sprawiają, że ulica wydaje się węższa niż w rzeczywistości. Wszystko przez sprzedawców, którzy na ziemi rozłożyli wełniane koce albo nylonowe plandeki. Na nich wszystko, co znaleźli Bóg-wie-gdzie: ikony z Matką Bożą pomiędzy płytami z tanimi pornosami. Próbki antyperspirantów koło włączników do światła. Śrubokręty z plastikowymi kolorowymi rękojeściami, rozchodzone przez poprzednich właścicieli buty, nadeschnięte lakiery do paznokci, zużyty do połowy flakonik perfum w kolorze zleżałego whisky. Koło nagich Barbie położyła się zmęczona Cyganka.

Nie mogę wymienić wszystkiego, co można na targu znaleźć. Jeszcze trudniej wskazać mi choćby jedną rzecz, której tu nie ma.

bazar w Pireusie

SONY DSC

SONY DSC

Nie zatrzymuję się – boję się, że wsiąknę, zniknę. Utonę w czarnej otchłani pierdółek i używanych ciuchów. Co chwila, wpadam na czyjeś plecy. Emeryci kręcą się jak święte krowy. Od jednej strony ulicy, do drugiej.

“Tyle tu rzeczy, których mi nie potrzeba!” – ze słowami Sokratesa w głowie docieram do końca targu. Jednocześne wiem, że znajdą się tacy, którzy wynajdą tu dokładnie to, czego szukają. Prawdziwe perełki. Srebrne łyżki, które przy wizycie u posiwiałej mamy mojej znajomej, przy kolejnych wzdechnięciach będę obracać w rękach.

Nie mam cierpliwości do bawienia się w poszukiwanie skarbów. Wracam do domu.

Komputer otworzyłam prawie równocześnie z drzwiami. Wstukałam „Market Pireus” w mapach. Pinezka wylądowała w miejscu spaceru. Zjechałam w dół. „Godziny otwarcia: niedziela, 7.00- 15.00. Pozostałe dni: zamknięte. Dzisiaj też.
Brak innych informacji.Tylko „Możesz być pierwszym, który doda recenzję na temat tego miejsca”…

Nie dodałam. Bo w czym market w Pireusie jest lepszy od innych miejsc, które istnieją, a których wolimy nie wspomiać?

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *