11 dowodów na to, że odwiedzanie stanowisk archeologicznych jest jak zabawa klockami LEGO

Od kiedy pamiętam unikałam stanowisk archeologicznych. Nudziła mnie ich identyczność – widok tłumów w słomianych kapeluszach przewijających się wśród kupy kamieni i powywracanych kolumn. Od niedawna zaczęłam przyglądać się im z bliska. „Bo czemu, by nie…” – ukradkiem dołączałam do przypadkowo spotkanych grup, z wszystkowiedzącymi przewodnikami na czele.

Sporadyczne wizyty powoli zamieniły się w cykliczne wędrówki, którym towarzyszyło jedno uczucie. Dokładnie to samo, jakie pamiętałam z przedszkolnych zabaw klockami Lego.

Lego

Bo choć wydaje się to abstrakcyjne to odwiedzanie archeologicznych stanowisk i zabawę klockami Lego łączy więcej niż się wydaje!

  1. Zabawa polega na poskładaniu części
    Jedne rozrzucone są po niewielkim pokoju, drugie – nawet na przestrzeni kilkunastu kilometrów. Nie ma innego wyjścia jak tylko znieść je w miejsce, w którym nikt się o nie potknie.

    Delphi (61)

    Muzeum w Delfach

  1. Towarzyszą im krzyki, wrzaski i ciągłe przepychanie
    Każdy chce się dostać jak najbliżej. I o ile na przedszkolnym dywanie dodatkowo w grę wchodziło wyrywanie sobie kolejnych części, o tyle na stanowiskach archeologicznych ręce trzymamy przy sobie (ewentualnie na innym człowieku – byle by nie dotknąć drogocennych reliktów)!

    DSC_0610

    Ateński Akropol

  1. Rozwijają wyobraźnię i weryfikują dotychczasową wiedzę
    Klocki czy ruiny to nie puzzle – nikt nie załączył obrazka z efektem końcowym. Co ostatecznie wyjdzie z połączenia kolejnych części zależy od wiedzy, umiejętności łączenia teorii z praktyką, ale i wyobraźni składającego.

    3 (2)

    Wnętrze Muzeum Akropolu w Atenach

  1. Rozbudzają ciekawość
    Zamek Książniczki czy domek dla lalek? Nie zawsze wiedzieliśmy do końca, co chciała zbudować Zuzia z dwoma warkoczami przewiązanymi wstążkami. Nigdy jednak nie baliśmy się pytać. Ta sama ciekawość towarzyszy nam, gdy podrośniemy i po raz kolejny znajdziemy się wśród rzeczy, które nie do końca rozumiemy.

    Mykeny

    Stanowisko archeologiczne w Mykenach

  1. Są nowym punktem obserwacyjnym na znajome miejsca
    Ten sam pokój, gdy leżysz na podłodze, zerkasz przez plastikowe okienko albo w odbicie lusterka zawieszonego w klockowym domku, wygląda trochę inaczej. Ten, kto ateński akropol podziwiał ze wszystkich jego stron, wie o czym mówię…
5

Ateński Akropol widziany z wnętrza Muzeum Akropolu

  1. W imię dobrej zabawy godzimy się małe oszustwa i podróbkowe kompromisy
    Cena duńskich klocków nie raz zmusiła naszych rodziców do kupienia tańszych odpowiedników. Jednak czy podczas dobrej zabawy zwracaliśmy uwagę na takie detale?

    6

    Kariatydy (podpory w kształcie kobiet) z ateńskiego akropolu to kopie. Oryginały można oglądać w Muzeum Akropolu

  1. Gubimy części
    Wleciały pod starą szafę, wcisnęły w szczelinę między podłokietnikiem, a oparciem kanapy… Artefakty, choć większe od klocków, często robią to samo. Najgorzej, gdy przepadają najważniejsze części i zagadka, na którą się składają, staje się nierozwiązywalna.
7

Dysk z Fajstos – gliniany krążek z 241 stemplami, których znaczenie do tej pory nie zostało odszyfrowane

  1. Nie lubimy się nimi dzielić
    Nieważne w jakim są stanie – są nasze i już! Czujemy przywiązanie i nie oddamy ich za żadne skarby. Jeżeli ktoś nam je wyrwie, wyniesie z domu w kieszeni – płaczemy w niebogłosy. I na nic zdają się tłumaczenia rodziców, że trzeba się dzielić.
    elgin

    Starożytne marmury partenońskie, wywiezione z Aten do Londynu przez lorda Elgina. Obecnie można oglądać je w British Muzeum. Grecja wielokrotnie starała się o ich zwrot. Bez skutku [źródło: fotoforum.gazeta.pl]

  1. Nie zawsze jesteśmy zadowoleni z końcowego efektu
    Kolega zbudował garaż, w miejscu gdzie miał być ogród, położył ślizgawkę, gdzie miały być schody… Tak, jak przy zabawie z klockami, tak i w przypadku stanowisk archeologicznych nie zawsze wszystko ląduje, gdzie powinno.

    SONY DSC

    Eksponaty znajdujące się na terenie greckiej agory w Atenach

  1. Nie lubimy, gdy nas zaskakują!
    Kiedy wydaje się, że wszystko zostało już „posprzątane” zawsze znajdzie się ten jeden element, na który nadepniesz. Gołą stopą, boleśnie. Podczas nocnej wędrówki w kierunku lodówki lub mniej spodziewanym momencie. I nie ważne jak długo będziesz liczył baranki – nie zaśniesz, nie zaznasz spokoju dopóki, nie odpowiesz na jedno pytanie – co z tym fantem zrobić?
    Rome_cistern_09

    Koryto rzeki Eridanos odkryte podczas budowy stacji metra na Monastiraki [źródło: archaeologynewsnetwork.blogspot.gr]

  1. Tracimy poczucie czasu
    Wsiąkamy. Nim się obejrzysz, a rodzice ciągną Cię za rękaw i mówią, że pora wracać do domu. Ot, przekleństwo dobrej zabawy. Trzy godziny minęły jak trzy minuty…

    SONY DSC

    Stoa na terenie greckiej agory w Atenach

Doznałeś podobnego stanu? A może znalazłeś więcej podobieństw między odwiedzaniem archeologicznych miejsc, a zabawą LEGO?

Koniecznie podziel się swoimi wrażeniami w komentarzu! 🙂

Najstarsza stacja meteorologiczna na świecie. Wieża Wiatrów

„Nie warto tu wchodzić” –  z deptaka ciągnącego się wkoło Rzymskiej Agory wszystko widać jak na dłoni. Jedno nie dawało mi spokoju. Wyciągnięta na dwanaście metrów ponad ziemię, ośmiokątna wieża.Na tle połamanych kolumn, prezentowała się nad wyraz dobrze. Otwarte skrzydło drzwi wpuszczało światło do marmurowego wnętrza, ale i broniło je przed wścibskimi spojrzeniami turystów.

Do Wieży Wiatrów prowadzą trzy wysokie do łydki stopnie. Po ich pokonaniu przechodzą ciarki. Temperatura w środku jest o parę stopni niższa niż na zewnątrz. Jakby tego było mało to właśnie tu mieściła się najstarsza stacja meteorologiczna na świecie! I jeszcze punkt kontroli czasu sprzed ponad 2000 lat!

PANO_20170324_105254

Projekt astronoma i architekta Andronikosa z Kyrros był dziełem „trzy w jednym”: wskaźnikiem wiatru, zegarem słonecznym oraz wodną klepsydą. Po wszystkich zostało wspomnienie.

Ośmiometrowy, wykonany z brązu posążek Trytona zwieńczał dach. Półczłowiek-półryba obracał się w zależności od tego, skąd zawiało.

tower of winds

Płaskorzeźby, które się uchowały, przedstawiają osiem różnych wiatrów.Każdy z uskrzydlonych mężczyzn nadciąga z innej strony świata, każdy przynosi coś innego: od ciepłego powiewu po przeszywający chłód, od urodzaju po zniszczenie. Zegary słoneczne znajdowały się na ścianach tuż pod nimi.

W czasie niepogody oraz w nocy do pomiaru czasu służyła klepsydra, zamontowana wewnątrz wieży. Urządzenie napędzane było źródłem, bijącym z położonego niespełna 200 metrów dalej Akropolu. Po zaawansowanym mechanizmie pozostał zbiornik i kilka rowków w podłodze.

SONY DSC

Wieża zmieniała się na przestrzeni wieków. Używana przez kupców do odczytywania czasu, z czasem została kościołem, a następnie klasztorem. Współcześni pamiętają ją wiecznie zasłoniętą, szczelnie jak ferrari, które właściciel musiał na chwilę zostawić w nieciekawej dzielnicy. Nie dziwne więc, że po latach konserwacji, gdy w końcu została odsłonięta, nie mogła odpędzić się od towarzystwa.

SONY DSC

Ekscytacja z czasem opadła. Zapomnieliśmy o Wieży Wiatrów. Wtopiła się o otoczenie. Jeśli ktoś z lokalnych ją wspomnina to zamiast „Wieży Wiatrów” używa zdrobniałego „Aerides” (wiatry).

A z wieżą, jak z wiatrami – mimo, że obecne, nie zawsze odczuwamy je na własnej skórze…

Klucz do szczęścia, czyli dlaczego przynajmniej raz w życiu powinieneś wziąć na spacer… drzewo oliwne?

Najbardziej praktycznym prezentem, podarowanym ludzkości według mitologii greckiej było… drzewo oliwne! Zainspirowana podarunkiem bogini mądrości i goniącym terminem urodzin mojej mamy zakupiłam niewielką sadzonkę. Gdy z doniczką pod ręką przemierzałam kolejne przecznice próbując dokupić gustowną kartkę, nie wiedziałam, że w przeciągu kolejnych parunastu godzin sprawię prezent także sobie…

DSC_0727

Ta oliwka przeszła wiele. I to dosłownie. Poszukiwania kartki z życzeniami zostały wyparte przez dużo lepszy pomysł – stworzenia jej przez sfotografowanie prezentu-oliwki w ukochanych miejscach mojej mamy. Nie raz, nie dwa a… liczbie odpowiadającej latom solenizantki (trochę więcej niż osiemnaście ;)).

Z oliwką pod pachą przemierzałam Plakę, zasiadałam na stopiach Anafiotiki, piłam kawę w Pireusie, jadłam koulouri na Psirri. Woziłam ją na kolanach mijając kolejne przystanki metra, autobusu, tramwaju i troleju, szmuglowałam w plecaku podczas odprawy na lotnisku.

Gdy drzewko w końcu dotarło do Polski zdałam sobie sprawę, że nie tylko mama została odpowiednio obdarowana. Przez ostatnie trzy dni nie przestawałam się uśmiechać. Co sprawiło, że małe drzewko przyniosło tyle radości?

Niecodzienny spacer z oliwką okazał się być drogą do wszechogarniającego poczucia szczęśliwości, do którego poprowadziło parę prostych kroków:

  1. Określ swoje priorytety i… działaj! DSC_0729Od momentu, wymyślenia koncepcji ”urodzinowej kartki”, a czasem pozostałym do odlotu,  miałam dokładnie 52 godziny na zrealizowanie planu.  Oprócz niego stertę prania, 20 godzin w pracy, przedwyjazdowe zakupy, pakowanie… Wiedziałam jednak, że bez spaceru z oliwką (jakkolwiek absurdalnie brzmiał) się nie obejdzie.Jeżeli więc masz plan wiedz, że jednocześnie nie masz chwili do stracenia. Choć kopiec brudnych ubrań do tej pory leży pod pralką, a lodówka świeci pustką, to nie opuszcza mnie poczucie, że zrobiłam to, co w danej chwili było najważniejsze.
  1. Mniej znaczy więcejDużo rzeczy to dużo problemów. I dużo do dźwigania. Niezależnie od tego, jak małe jest drzewko oliwne, które ze sobą nosisz.  Gdy już wiesz do czego dążysz, ogranicz liczbę rzeczy, które nie przybliżają cię do celu.Gdy trzymasz to, co najważniejsze w dłoniach, nie masz miejsca na inne rzeczy. Nie mówiąc już o tym, że inne rzeczy po prostu przestają mieć znaczenie. Dotyczy to zarówno tego, co zazwyczaj upychasz w kieszenie, jak i tego, co wkładasz do głowy.
  1. Wychodź do ludzi – patrz im w oczy, rozmawiaj, wywołuj uśmiechyŚwiat czeka na pretekst, by bliżej Cię poznać. Spacer z oliwką zadziałał dokładnie tak samo jak spacer z szczeniaczkiem z przewiązaną na szyi czerwoną kokardką albo trzymiesięcznym brzdącem skrytym w cieniu wózka.Ludzie najpierw z zaciekawieniem spoglądali ukradkiem, zaś przyłapani – uśmiechali się i zagadywali. Niektóre ze spotkań, kończyły się ponad półgodzinnymi rozmowami. To ciekawe doświadczenie szczególnie, dla kogoś, komu wydaje się że w miejscu, w którym obecnie przebywa nie ma zbyt wiele przyjaciół…
  1. Nie czekaj na innych ze spełnianiem swoich wizji. Inni się znajdą, gdy zaczniesz je spełniać.Melina – Nie sądzisz, że to dziwne? – opcja noszenia i sfotografowania drzewka w najważniejszych punktach Aten nie wydawała się kusząca dla Seminy. Mimo, że nie odpowiedziała na pytanie dotyczące chęci towarzyszenia, ton jaki obrała wyraźnie dał do zrozumienia, że na spacer wybiorę się sama.Trzy godziny później, z ciągle niewystarczającą ilością zdjęć popijałam kawę i zbierałam siły przed kolejnym etapem samotnej wędrówki. Do stolika przysiadł się Haris, który akurat był w centrum. Spojrzał na doniczkę stojącą tuż obok szklanki freddo espresso, a potem wyczekujący wzrok przeniósł na mnie. Od niechcenia nakreśliłam swój kartkowy pomysł. Reakcja, która pojawiła się później była daleka od tej, jaką usłyszałam rano:– Świetne! –dopił resztkę kawy i zerwał się na równe nogi. –To, gdzie idziemy dalej?
  1. Słuchaj innych, a potem… rób po swojemu!– W zimę chowaj ją do mieszkania!
    – Podlewaj codziennie!
    – Może być na balkonie, ale okrywaj ją folią!
    – Zasadź w ogródku!
    – Dawaj wody co cztery dni!
    – Postaw w salonie na komodzie!Półuśmiechem i skinieniem głowy kwitowałam wszystkie uwagi otrzymane na drodze. Część rad była użyteczna, część mniej. Wysłuchaj i wybierz to, co jest dla Ciebie najbardziej wartościowe. Albo po prostu… rób po swojemu! Bo ostatecznie, kto jak nie ty wie co jest dla ciebie najlepsze?
  1. Prezentuj się i podnoś się po upadkachPo zakończonej sesji zdjęciowej nie mogłam wyjść z podziwu odnośnie umiejętności drzewka do wtapiania się w każdą przestrzeń. Stawania się jej uzupełnieniem, ale i błyszczenia na jej tle. Nawet jeżeli parę razy pod wpływem podmuchu wiatru oliwka spadła z murku, albo stoczyła się ze schodów, to na zdjęciach tego wszystkiego nie widać…Świat jest pełen smutnych historii, ale… co gdyby zamiast się z nimi „obnosić” pokazać swoją jaśniejszą stronę?

Widok osoby, z namaszczeniem stawiającej doniczkę w najbardziej malowniczych punktach Aten prowokuje obcych do zaczepek, półuśmiechów i ciekawskich spojrzeń, a tego, kto ją nosi – także do rozważań. Te wyszły mi na dobre.

A jak jest w twoim wypadku? Wziąłeś już na spacer swoje drzewo oliwne? Koniecznie podziel się w komentarzu, czego wartościowego się nauczyłeś!

Dziwne zdjęcia. Ateny mojej mamy [fotorelacja]

Wszystkie wizyty mają wspólną cechę: kiedyś się kończą. Wyprawianie na metro, pakowanie do autobusu czy lotniskowe pożegnania zawsze poprzedza ta sama scena. Odbieram właścicielom ich telefony i aparaty. Podłączam do laptopa. Zaznaczam pliki. Kopiuję.

Tworzę nowy folder o nazwie „dziwne zdjęcia”. Dodaję podkreślnik, a potem imię autora fotografii. Wrzucam do niego wszystko jak leci.

Dziwne zdjęcia leżakują do czasu porządków na pulpicie. Otwieram wtedy folder i zaczynam przeglądać słabe kadry zabytków albo miejsc, których sama nigdy bym nie sfotografowała. Próbuję zrozumieć sens utrwalenia połowy z obrazów. Co robi tu góra cebuli albo równo ułożone ziemniaki? Do czego przyda się dwadzieścia sześć ujęć Akropolu z różnych perspektyw?

Zbieram do kupy wszystkie wątpliwości i idę do autora zdjęć – tym razem do mojej mamy.

W odpowiedzi dostaję maila – wrażenia, które nosiła w sobie przez cały tydzień pobytu w Atenach i wspomnienia, które po nim zostały.

 Poleciałam do Aten z wizytą rodzinna i ten cel był najważniejszy. Oczywiście, że chciałam zobaczyć stolicę Grecji, ale nigdy nie pociągały mnie szczególnie wielkie miasta. Przytłaczały mnie swoimi wymiarami, wydawały się pozbawione duszy i możliwości kontaktu z ludźmi. A ja to lubię.

Poleciałam do Aten z wizytą rodzinną i ten cel był najważniejszy. Oczywiście, że chciałam zobaczyć stolicę Grecji, ale nigdy nie pociągały mnie szczególnie wielkie miasta. Przytłaczały mnie swoimi wymiarami, wydawały się pozbawione duszy i możliwości kontaktu z ludźmi. A ja to lubię.

Byłam w Atenach 20 lat temu. Po prostu "byłam”. Autokar zawiózł nas pod bramę Akropolu, przewodnik z parasolem w ręku, nieustający gest stukającego palca wskazującego w tarczę zegarka. Czas wyliczony, ograniczony.

Byłam w Atenach 20 lat temu. Po prostu „byłam”. Autokar zawiózł nas pod bramę Akropolu, przewodnik z parasolem w ręku, nieustający gest stukającego palca wskazującego w tarczę zegarka. Czas wyliczony, ograniczony.

Potem Pireus - szybki przemarsz. Statki wielkie, mniejsze, jachty. Zegarek, jego tarcza i palec. Szybko, szybko... Koniec zwiedzania Aten.

Potem Pireus – szybki przemarsz. Statki wielkie, mniejsze, jachty. Zegarek, jego tarcza i palec. Szybko, szybko… Koniec zwiedzania Aten.

Poleciałam więc znowu odwiedzić to miasto pomimo średniego zainteresowania starożytnością, archeologią i historią. Pamiętam czas lądowania. Zaspana zerknęłam przez okno. Rozświetlona stolica. Miliony świateł. Cudny widok.

Poleciałam więc znowu odwiedzić to miasto pomimo średniego zainteresowania starożytnością, archeologią i historią. Pamiętam czas lądowania. Zaspana zerknęłam przez okno. Rozświetlona stolica. Miliony świateł. Cudny widok.

Ateny są wielkie, ale nie przytłaczające. Ludzie po drugim dniu zakupów przyjaźnie machają przez witrynę piekarni.

Ateny są wielkie, ale nie przytłaczające. Ludzie po drugim dniu zakupów przyjaźnie machają przez witrynę piekarni.

6

Akropol. Fascynujące jak początki tego wyniosłego budownictwa przetrwały tyle wieków w swoim miejscu. Dotyka się historii. Czułam ją, nawet ja – mało historyczna.

Stąpałam po wykopaliskach. Dosłownie. Pozostałości murów, zabudowań przykrytych szklanymi płytami w chodniku, ogródku czy w alejce prowadzącej do prywatnej posesji. Do nowoczesnego domu wchodzi się stąpając po kilkutysięcznej historii.

Stąpałam po wykopaliskach. Dosłownie. Pozostałości murów, zabudowań przykrytych szklanymi płytami w chodniku, ogródku czy w alejce prowadzącej do prywatnej posesji. Do nowoczesnego domu wchodzi się stąpając po kilkutysięcznej historii.

10

Metro -3 linie! I znów niesamowite ! Najstarsza linia ruszyła w 1904 r.* Polecam rozwiązania typu karnet kilkudniowy. [* mowa o zielonej linii metra, która w 1904 roku linia została zelektryfikowana, a która już od 1869 roku funkcjonowała jako kolejka parowa.]

W całej wielkości tego miasta można przemieszczać sie do woli: zwiedzać, wyruszyć w przeciwnym kierunku, by wypić kawę z pięknym widokiem, odwiedzić polecaną cukiernię.

W całej wielkości tego miasta można przemieszczać się do woli: zwiedzać, wyruszyć w przeciwnym kierunku, by wypić kawę z pięknym widokiem, odwiedzić polecaną cukiernię.

8

9

Agora zachwyca świeżością produktów, starannością ich wyeksponowania, możliwością kosztowania. Mój raj.

Kafejki… kafeniony -wszechobecne i wypełnione ludźmi. Stoliki na zewnątrz, kwiaty we flakonach, lampki do wina, kolorowe poduszki, ozdobne grzejniki gazowe.

Kafejki… kafeniony – wszechobecne i wypełnione ludźmi. Stoliki na zewnątrz, kwiaty we flakonach, lampki do wina, kolorowe poduszki, ozdobne grzejniki gazowe.

Zniechęcały mnie duże miasta, a pokochałam Ateny z ich wieloma możliwościami.

Zniechęcały mnie duże miasta, a pokochałam Ateny z ich wieloma możliwościami.

Pomimo pory zimowej była zieleń. Może nie taka jak w maju, ale była obecna. I cieszyła.

Pomimo pory zimowej była zieleń. Może nie taka jak w maju, ale była obecna. I cieszyła.

Było zimo - to fakt. Nie pamiętam, kiedy wcześniej tak bardzo zmarzłam, a nie należę do zmarzluchów. Było słońce, był wiatr, był deszcz i było zimno. Ale było też pięknie!

Było zimo – to fakt. Nie pamiętam, kiedy wcześniej tak bardzo zmarzłam, a nie należę do zmarzluchów. Było słońce, był wiatr, był deszcz i było zimno. Ale było też pięknie!

„Może znasz to wszystko. Ale to tylko moje wrażenia i uśmiecham się do tych wspomnień. I niesamowite – każdej nocy od powrotu śni mi się Grecja. Jak zawsze.”

Doczytałam maila do końca i doszłam do wniosku, że czas najwyższy na zmianę nazwy folderu ze zdjęciami. Bo może od tysiąca ujęć ateńskiej codzienności, dziwniejsze jest to jak szybko do niej przywykłam?

A Ty? Jak szybko przywykasz do otaczającej Cię rzeczywistości? Kiedy przestajesz wyglądać zza szybę autobusu, zmieniać drogę do pracy? I jak szybko oceniasz to, co Cię otacza za oczywiste?

Wyspa w sercu Aten. Anafiotika

Białe sześcienne domki pokryte czerwonymi dachówkami, wszechobecne koty szwędające się po uliczkach tak wąskich, że człowiek musi obrócić się bokiem albo ściągnąć ramiona, by podążyć ich śladem. W samym centrum Aten znajduje się wyspa. Jeżeli tylko tu trafisz… zakochasz się na zabój! Bo Anafiotika to urzeczywistnienie marzeń o ucieczce z pudełkowatej architektury Aten.

????????????????????????????????????

????????????????????????????????????

Anafiotika to mała wyspa. I to nie tylko wrażenie, które odnosi się podczas przeciskania przez uliczki tej części Plaki. Kolorowe okiennice, zwisające bugenwille i zapach prania kręcący w nosie tylko wzmacniają to odczucie. Plakaty rozwieszone na ścianach domów, przypominają o pochodzeniu ich mieszkańców. W trzech językach zachęcają do odwiedzin Anafi – jednej z cykladzkiej wysp, od której niewielki skrawek ziemi znajdujący się w cieniu Akropolu wziął swoją nazwę. Bo „Anafiotika”, to nic innego jak „małe Anafi”.

????????????????????????????????????

Pierwszymi mieszkańcami Anafiotiki byli robotnicy, którzy do Aten przybyli na polecenie Ottona I, zaraz po tym jak te stały się stolicą niepodległej Grecji (XIX w.). Po godzinach pracy spędzanych przy remoncie pałacu króla Grecji, budowali proste, funkcjonalne domki przypominające te, które zostawili na swojej wyspie. Jak łatwo odgadnąć były one zupełnie różne od neoklasycystycznych budowli, stawianych przez nich za dnia.

????????????????????????????????????

Prawda jest taka, że mieszkańcy Anafiotiki nigdy nie mieli pozwolenia na wybudowanie swoich domów. Teren u stóp Akropolu ze względu na wartość historyczną był obszarem chronionym. Pierwsi mieszkańcy pod osłoną nocy przeszmuglowali potrzebne materiały i mgnieniu oka postawili izby dla swoich rodzin. Wykorzystali jeden z zapisów ottomańskiego prawa, nadającego własność do konstrukcji tym, którzy postawili je między zachodem, a wschodem słońca.

????????????????????????????????????

Podobno, gdy odpowiedni funkcjonariusze przybyli na miejsce zdarzenia, nie mieli serca do usunięcia nowych lokatorów. Jak łatwo zgadnąć, brak interwencji sprawił, że więcej osób poszło śladem sprawdzonego rozwiązania. W kolejnych latach do wyspiarzy z Anafi, dołączyli ci z innych wysp Cykladzkich, a później również migranci z Azji Mniejszej.

????????????????????????????????????

Ze względu na badania archeologiczne prowadzonych na terenie Anafiotiki w 1950 roku część zabudowy została zniszczona. Obecnie spacerować można wśród 45 domków, z których część nadal jest zamieszkiwana. Jak na prawdziwie grecką okolicę przystało, nie zabrakło również miejsca na dwa kościoły.

????????????????????????????????????

Uliczki ciągną się według sobie znanemu schematowi. Niektóre kończą się drewnianą furtką, inne – tarasem sąsiada. Wąskie przesmyki nie mają swoich nazw. W związku z tym adres każdego z domów to po prostu „Anafiotika” i numer przypisany do konkretnego budynku.

Wiosna, lato, jesień, zima – niezależnie od pory roku Anafiotika jest czarująca. I choć na próżno szukać tu tawerny, kawiarni czy sklepu z pamiątkami to nieustannie przyciąga ciekawskich, którym chciało się podejść parę stopni wyżej od tętniącej życiem Plaki.

Czy kiedykolwiek znalazłeś się wśród nich?

????????????????????????????????????

PRAKTYCZNIE:

Miejsce: Anafiotika, dzielnica Plaki po północno-wschodniej stronie Akropolu, Ateny

Dojście: Google Maps NIE PODAJE poprawnej lokalizacji Anafiotiki. Najbliższa Anafiotice stacja metra to Akropoli. Skorzystaj z wyjścia Makriyianni/Dionysiou Areopaghitou (prowadzącego do Muzeum Akropolu). Podejdź w górę deptakiem Makriyianni tak, by Akropol znajdował się na godzinie jedenastej. Na skrzyżowaniu z kolejnym deptakiem Areopagitou, skręć w lewo. Po 50 metrach, tuż przed starożytnym Teatrem Dionizosa, skręć w prawo, w ulicę Thrasillou. Po 150 metrach ulica zmieni nazwę na Stratanos. Idź dalej aż do momentu, w którym po swojej lewej stronie zobaczysz bielony kościółek, a po prawej żółty dom z niebieskimi okiennicami. To tu zaczyna się Anafiotika. Wejdź w drogę oznaczoną znakiem informacyjnym, jako droga bez przejazdu, lub wybierz schodki pnące się w górę tuż przed kościołem.

Pogubiłeś się w instrukcjach? Wysiadając na stacji metra Akropoli, trzymaj się jak najbliżej wzgórza z Akropolem (ciągle mając je po swojej lewej stronie), a prędzej czy później odnajdziesz Anafiotikę.

Wskazówka: Anafiotikę najlepiej odwiedzić rankiem. O tej porze dnia słońce dociera niemal w każdy zakątek, czyniąc białe domki jeszcze bielszymi.