5 aplikacji, które sprawią, że Twój pobyt w Atenach będzie niesamowicie prosty

Ile razy w Atenach czułeś się zagubiony? Jak często denerwowałeś się, że krążysz bez sensu albo tracisz czas na poszukiwanie informacji, zamiast poświęcić go na siorbanie frappe z widokiem na Akropol?

Jeżeli odpowiedź brzmi „za dużo” to mam coś, co pomoże Ci przy kolejnym pobycie w Atenach.

Doskonale wiem, że nie każdy z odwiedzających grecką stolicę dysponuje aplikacją offline, taką jak „Zapytaj kumpla app” albo „Grecki mąż PRO”, które odpowiedzą na wszystkie pytania.

Dlatego przed kolejnym przyjazdem, koniecznie ściągnij 5 aplikacji, które pomogą zaoszczędzić Ci mnóstwo czasu i pozwolą cieszyć się zasłużonym urlopem w pełni.

 

beatBeat-Ride App

Chcesz zamówi taksówkę, ale nie wiesz pod jaki numer zadzwonić? A nawet gdybyś wiedział to boisz się, że ze swoim angielskim i tak się nie dogadasz? Beat-Ride App jest idealnym rozwiązaniem!

Aplikacja lokalizuje Cię, a następnie pokazuje wszystkich kierowców w okolicy. Jednym kliknięciem, wybierasz jednego z dostępnych, a w oczekiwaniu na jego przyjazd, śledzisz drogę, jaką pokonuje.

Beat-Ride App powoli wypierana jest przez popularnego Ubera, jednak nadal to ona jest w Atenach bardziej znana.

 

Google_Translate_IconGoogle translate

Wiem, wiem… w Atenach przecież wszyscy mówią także po angielsku. Nie wszyscy jednak, którzy tu przyjeżdżają muszą być poliglotami. 😉

Z pomocą przychodzi Google translator, który tłumaczy nie tylko pojedyncze słowa, ale także całe wyrażenia czy zdania. Z greckiego na polski, z polskiego na grecki i inne języki – bez konieczności łączenia z Internetem.

I choć proponowane tłumaczenia od czasu do czasu przypominają komunikaty w stylu „Kali mieć, Kali chcieć” to przecież zawsze to jakieś ułatwienie przy wytargowaniu rabatu czy zrozumieniu wszędobylskich napisów.

 

fuelgrappfuelGR: fuel prices for Greece

Aplikacja dla przemieszczających się samochodem. FuelGR: fuel prices for Greece docenią kierowcy, którym zależy na zatankowaniu po najniższym koszcie.

Aplikacja pokazuje stacje benzynowe oraz aktualne ceny. Lokalizacja pozwala na wyliczenie dystansu do najbliższej z nich. Oprócz tego korzystający ma możliwość filtrowania dostępnych stacji na podstawie preferowanej marki, typu paliwa czy ceny.

 

oasaOASA telematics app

Na transport publiczny w Atenach trzeba brać poprawkę – szczególnie jeśli chodzi o autobusy. Google maps niewiele w tym zakresie pomaga. Dlatego z pomocą przychodzi OASA telematics app

Użytkownicy polskiego „jak dojadę” będą nieco zawiedzeni. Bo choć OASA telematics app również służy do rozeznania się w transporcie publicznym, to jej interfejs jest dużo mniej intuicyjny.

Nadal jednak jest najlepszą z aplikacji, z aktualnymi rozkładami jazdy, lokalizacją przystanków, czy pokazującą pokonywane trasy w rzeczywistym czasie.

tripadvisor iconTripAdvisor

TripAdvisor, jak na dobrego doradcę przystało podpowie, jak zaplanować wakacje – od znalezienia lotów czy hoteli, przez restauracje, miejsca warte zobaczenia po inne aktywności, którym warto się oddać. Wszystko w oparciu o oceny, wystawione przez tysiące użytkowników.

Aplikacja pozwala na filtrowanie polecanych miejsc ze względu na zakres cenowy, standard czy rodzaj (na przykład w przypadku restauracji). Zamiast przeszukiwać Internet w poszukiwaniu interesującego nas miejsca w TripAdvisor znajdziemy zdjęcia innych użytkowników, a także mapę z lokalizacją.

Nigdy nie mamy gwarancji, że TripAdvisor wybierze najlepsze dla nas miejsca. Podpowie jednak przynajmniej, czego możemy się spodziewać.

 

Którą z aplikacji wypróbujesz podczas kolejnej wycieczki do Aten? A może znasz inną, która sprawiła, że Twój pobyt w stolicy był dużo łatwiejszy?

Czekam, by przeczytać o nich w komentarzu poniżej! 🙂

11 dowodów na to, że odwiedzanie stanowisk archeologicznych jest jak zabawa klockami LEGO

Od kiedy pamiętam unikałam stanowisk archeologicznych. Nudziła mnie ich identyczność – widok tłumów w słomianych kapeluszach przewijających się wśród kupy kamieni i powywracanych kolumn. Od niedawna zaczęłam przyglądać się im z bliska. „Bo czemu, by nie…” – ukradkiem dołączałam do przypadkowo spotkanych grup, z wszystkowiedzącymi przewodnikami na czele.

Sporadyczne wizyty powoli zamieniły się w cykliczne wędrówki, którym towarzyszyło jedno uczucie. Dokładnie to samo, jakie pamiętałam z przedszkolnych zabaw klockami Lego.

Lego

Bo choć wydaje się to abstrakcyjne to odwiedzanie archeologicznych stanowisk i zabawę klockami Lego łączy więcej niż się wydaje!

  1. Zabawa polega na poskładaniu części
    Jedne rozrzucone są po niewielkim pokoju, drugie – nawet na przestrzeni kilkunastu kilometrów. Nie ma innego wyjścia jak tylko znieść je w miejsce, w którym nikt się o nie potknie.

    Delphi (61)

    Muzeum w Delfach

  1. Towarzyszą im krzyki, wrzaski i ciągłe przepychanie
    Każdy chce się dostać jak najbliżej. I o ile na przedszkolnym dywanie dodatkowo w grę wchodziło wyrywanie sobie kolejnych części, o tyle na stanowiskach archeologicznych ręce trzymamy przy sobie (ewentualnie na innym człowieku – byle by nie dotknąć drogocennych reliktów)!

    DSC_0610

    Ateński Akropol

  1. Rozwijają wyobraźnię i weryfikują dotychczasową wiedzę
    Klocki czy ruiny to nie puzzle – nikt nie załączył obrazka z efektem końcowym. Co ostatecznie wyjdzie z połączenia kolejnych części zależy od wiedzy, umiejętności łączenia teorii z praktyką, ale i wyobraźni składającego.

    3 (2)

    Wnętrze Muzeum Akropolu w Atenach

  1. Rozbudzają ciekawość
    Zamek Książniczki czy domek dla lalek? Nie zawsze wiedzieliśmy do końca, co chciała zbudować Zuzia z dwoma warkoczami przewiązanymi wstążkami. Nigdy jednak nie baliśmy się pytać. Ta sama ciekawość towarzyszy nam, gdy podrośniemy i po raz kolejny znajdziemy się wśród rzeczy, które nie do końca rozumiemy.

    Mykeny

    Stanowisko archeologiczne w Mykenach

  1. Są nowym punktem obserwacyjnym na znajome miejsca
    Ten sam pokój, gdy leżysz na podłodze, zerkasz przez plastikowe okienko albo w odbicie lusterka zawieszonego w klockowym domku, wygląda trochę inaczej. Ten, kto ateński akropol podziwiał ze wszystkich jego stron, wie o czym mówię…
5

Ateński Akropol widziany z wnętrza Muzeum Akropolu

  1. W imię dobrej zabawy godzimy się małe oszustwa i podróbkowe kompromisy
    Cena duńskich klocków nie raz zmusiła naszych rodziców do kupienia tańszych odpowiedników. Jednak czy podczas dobrej zabawy zwracaliśmy uwagę na takie detale?

    6

    Kariatydy (podpory w kształcie kobiet) z ateńskiego akropolu to kopie. Oryginały można oglądać w Muzeum Akropolu

  1. Gubimy części
    Wleciały pod starą szafę, wcisnęły w szczelinę między podłokietnikiem, a oparciem kanapy… Artefakty, choć większe od klocków, często robią to samo. Najgorzej, gdy przepadają najważniejsze części i zagadka, na którą się składają, staje się nierozwiązywalna.
7

Dysk z Fajstos – gliniany krążek z 241 stemplami, których znaczenie do tej pory nie zostało odszyfrowane

  1. Nie lubimy się nimi dzielić
    Nieważne w jakim są stanie – są nasze i już! Czujemy przywiązanie i nie oddamy ich za żadne skarby. Jeżeli ktoś nam je wyrwie, wyniesie z domu w kieszeni – płaczemy w niebogłosy. I na nic zdają się tłumaczenia rodziców, że trzeba się dzielić.
    elgin

    Starożytne marmury partenońskie, wywiezione z Aten do Londynu przez lorda Elgina. Obecnie można oglądać je w British Muzeum. Grecja wielokrotnie starała się o ich zwrot. Bez skutku [źródło: fotoforum.gazeta.pl]

  1. Nie zawsze jesteśmy zadowoleni z końcowego efektu
    Kolega zbudował garaż, w miejscu gdzie miał być ogród, położył ślizgawkę, gdzie miały być schody… Tak, jak przy zabawie z klockami, tak i w przypadku stanowisk archeologicznych nie zawsze wszystko ląduje, gdzie powinno.

    SONY DSC

    Eksponaty znajdujące się na terenie greckiej agory w Atenach

  1. Nie lubimy, gdy nas zaskakują!
    Kiedy wydaje się, że wszystko zostało już „posprzątane” zawsze znajdzie się ten jeden element, na który nadepniesz. Gołą stopą, boleśnie. Podczas nocnej wędrówki w kierunku lodówki lub mniej spodziewanym momencie. I nie ważne jak długo będziesz liczył baranki – nie zaśniesz, nie zaznasz spokoju dopóki, nie odpowiesz na jedno pytanie – co z tym fantem zrobić?
    Rome_cistern_09

    Koryto rzeki Eridanos odkryte podczas budowy stacji metra na Monastiraki [źródło: archaeologynewsnetwork.blogspot.gr]

  1. Tracimy poczucie czasu
    Wsiąkamy. Nim się obejrzysz, a rodzice ciągną Cię za rękaw i mówią, że pora wracać do domu. Ot, przekleństwo dobrej zabawy. Trzy godziny minęły jak trzy minuty…

    SONY DSC

    Stoa na terenie greckiej agory w Atenach

Doznałeś podobnego stanu? A może znalazłeś więcej podobieństw między odwiedzaniem archeologicznych miejsc, a zabawą LEGO?

Koniecznie podziel się swoimi wrażeniami w komentarzu! 🙂

Dziwne zdjęcia. Ateny mojej mamy [fotorelacja]

Wszystkie wizyty mają wspólną cechę: kiedyś się kończą. Wyprawianie na metro, pakowanie do autobusu czy lotniskowe pożegnania zawsze poprzedza ta sama scena. Odbieram właścicielom ich telefony i aparaty. Podłączam do laptopa. Zaznaczam pliki. Kopiuję.

Tworzę nowy folder o nazwie „dziwne zdjęcia”. Dodaję podkreślnik, a potem imię autora fotografii. Wrzucam do niego wszystko jak leci.

Dziwne zdjęcia leżakują do czasu porządków na pulpicie. Otwieram wtedy folder i zaczynam przeglądać słabe kadry zabytków albo miejsc, których sama nigdy bym nie sfotografowała. Próbuję zrozumieć sens utrwalenia połowy z obrazów. Co robi tu góra cebuli albo równo ułożone ziemniaki? Do czego przyda się dwadzieścia sześć ujęć Akropolu z różnych perspektyw?

Zbieram do kupy wszystkie wątpliwości i idę do autora zdjęć – tym razem do mojej mamy.

W odpowiedzi dostaję maila – wrażenia, które nosiła w sobie przez cały tydzień pobytu w Atenach i wspomnienia, które po nim zostały.

 Poleciałam do Aten z wizytą rodzinna i ten cel był najważniejszy. Oczywiście, że chciałam zobaczyć stolicę Grecji, ale nigdy nie pociągały mnie szczególnie wielkie miasta. Przytłaczały mnie swoimi wymiarami, wydawały się pozbawione duszy i możliwości kontaktu z ludźmi. A ja to lubię.

Poleciałam do Aten z wizytą rodzinną i ten cel był najważniejszy. Oczywiście, że chciałam zobaczyć stolicę Grecji, ale nigdy nie pociągały mnie szczególnie wielkie miasta. Przytłaczały mnie swoimi wymiarami, wydawały się pozbawione duszy i możliwości kontaktu z ludźmi. A ja to lubię.

Byłam w Atenach 20 lat temu. Po prostu "byłam”. Autokar zawiózł nas pod bramę Akropolu, przewodnik z parasolem w ręku, nieustający gest stukającego palca wskazującego w tarczę zegarka. Czas wyliczony, ograniczony.

Byłam w Atenach 20 lat temu. Po prostu „byłam”. Autokar zawiózł nas pod bramę Akropolu, przewodnik z parasolem w ręku, nieustający gest stukającego palca wskazującego w tarczę zegarka. Czas wyliczony, ograniczony.

Potem Pireus - szybki przemarsz. Statki wielkie, mniejsze, jachty. Zegarek, jego tarcza i palec. Szybko, szybko... Koniec zwiedzania Aten.

Potem Pireus – szybki przemarsz. Statki wielkie, mniejsze, jachty. Zegarek, jego tarcza i palec. Szybko, szybko… Koniec zwiedzania Aten.

Poleciałam więc znowu odwiedzić to miasto pomimo średniego zainteresowania starożytnością, archeologią i historią. Pamiętam czas lądowania. Zaspana zerknęłam przez okno. Rozświetlona stolica. Miliony świateł. Cudny widok.

Poleciałam więc znowu odwiedzić to miasto pomimo średniego zainteresowania starożytnością, archeologią i historią. Pamiętam czas lądowania. Zaspana zerknęłam przez okno. Rozświetlona stolica. Miliony świateł. Cudny widok.

Ateny są wielkie, ale nie przytłaczające. Ludzie po drugim dniu zakupów przyjaźnie machają przez witrynę piekarni.

Ateny są wielkie, ale nie przytłaczające. Ludzie po drugim dniu zakupów przyjaźnie machają przez witrynę piekarni.

6

Akropol. Fascynujące jak początki tego wyniosłego budownictwa przetrwały tyle wieków w swoim miejscu. Dotyka się historii. Czułam ją, nawet ja – mało historyczna.

Stąpałam po wykopaliskach. Dosłownie. Pozostałości murów, zabudowań przykrytych szklanymi płytami w chodniku, ogródku czy w alejce prowadzącej do prywatnej posesji. Do nowoczesnego domu wchodzi się stąpając po kilkutysięcznej historii.

Stąpałam po wykopaliskach. Dosłownie. Pozostałości murów, zabudowań przykrytych szklanymi płytami w chodniku, ogródku czy w alejce prowadzącej do prywatnej posesji. Do nowoczesnego domu wchodzi się stąpając po kilkutysięcznej historii.

10

Metro -3 linie! I znów niesamowite ! Najstarsza linia ruszyła w 1904 r.* Polecam rozwiązania typu karnet kilkudniowy. [* mowa o zielonej linii metra, która w 1904 roku linia została zelektryfikowana, a która już od 1869 roku funkcjonowała jako kolejka parowa.]

W całej wielkości tego miasta można przemieszczać sie do woli: zwiedzać, wyruszyć w przeciwnym kierunku, by wypić kawę z pięknym widokiem, odwiedzić polecaną cukiernię.

W całej wielkości tego miasta można przemieszczać się do woli: zwiedzać, wyruszyć w przeciwnym kierunku, by wypić kawę z pięknym widokiem, odwiedzić polecaną cukiernię.

8

9

Agora zachwyca świeżością produktów, starannością ich wyeksponowania, możliwością kosztowania. Mój raj.

Kafejki… kafeniony -wszechobecne i wypełnione ludźmi. Stoliki na zewnątrz, kwiaty we flakonach, lampki do wina, kolorowe poduszki, ozdobne grzejniki gazowe.

Kafejki… kafeniony – wszechobecne i wypełnione ludźmi. Stoliki na zewnątrz, kwiaty we flakonach, lampki do wina, kolorowe poduszki, ozdobne grzejniki gazowe.

Zniechęcały mnie duże miasta, a pokochałam Ateny z ich wieloma możliwościami.

Zniechęcały mnie duże miasta, a pokochałam Ateny z ich wieloma możliwościami.

Pomimo pory zimowej była zieleń. Może nie taka jak w maju, ale była obecna. I cieszyła.

Pomimo pory zimowej była zieleń. Może nie taka jak w maju, ale była obecna. I cieszyła.

Było zimo - to fakt. Nie pamiętam, kiedy wcześniej tak bardzo zmarzłam, a nie należę do zmarzluchów. Było słońce, był wiatr, był deszcz i było zimno. Ale było też pięknie!

Było zimo – to fakt. Nie pamiętam, kiedy wcześniej tak bardzo zmarzłam, a nie należę do zmarzluchów. Było słońce, był wiatr, był deszcz i było zimno. Ale było też pięknie!

„Może znasz to wszystko. Ale to tylko moje wrażenia i uśmiecham się do tych wspomnień. I niesamowite – każdej nocy od powrotu śni mi się Grecja. Jak zawsze.”

Doczytałam maila do końca i doszłam do wniosku, że czas najwyższy na zmianę nazwy folderu ze zdjęciami. Bo może od tysiąca ujęć ateńskiej codzienności, dziwniejsze jest to jak szybko do niej przywykłam?

A Ty? Jak szybko przywykasz do otaczającej Cię rzeczywistości? Kiedy przestajesz wyglądać zza szybę autobusu, zmieniać drogę do pracy? I jak szybko oceniasz to, co Cię otacza za oczywiste?

5 rzeczy, których nauczą cię turyści

Ateny

– Czuję się jak typowa turystka – Katerina nie przerywała serii zdjęć. Opcja przybliżenia w aparacie była niewystarczająca. Wyciągnęła ręce w górę tak, by uchwycić każdy detal wymalowany na sklepieniu Ateńskiej Akademii.

Nogi wrosły mi w ziemię.

Ona, prawdziwa Greczynka z krwi i kości. Urodzona w Atenach i mieszkająca w nich przez całe życie. Znająca nazwę ulicy za naszymi plecami oraz trzech kolejnych, biegnących równolegle i prostopadle do niej. Ona, wskazująca najlepsze rodzinne tawerny, zaszyte w bocznych uliczkach kawiarnie i najciekawsze miejsca do odwiedzenia na weekend. Ona…

Czuła się jak typowa turystka!

I co najlepsze – przyznawała to bez cienia zażenowania, goryczy, sarkazmu czy politowania. Inaczej niż wszyscy, których do tej pory spotkałam. Z szerokim uśmiechem i życzeniem, by taki stan trwał jak najdłużej.

Nie mogłam oderwać wzroku od Kateriny. Próbowałam uporządkować natłok myśli. „Co byłoby, gdybym zamiast krytykować turystów znalazła rzeczy, których mogę się od nich nauczyć?”

Odpowiedzi przyszły miesiąc później, wraz z wizytą moich polskich przyjaciół.

  1. Nie odkładaj rzeczy na potem
    Turyści wiedzą, że są w danym miejscu na chwilę. Siedem dni, dwa tygodnie, czasem dwa miesiące. Mają poczucie tymczasowości i ciągłą niepewność czy kiedykolwiek powrócą. Korzystają ze wszystkich możliwości, jakie niesie dzień. Jeżeli chcą coś robić – szukają sposobu, by to zrobić. Natychmiast. Bo jeśli nie teraz, to kiedy
  2. Unikaj wymówek
    Strumienie deszczu spływające po ulicy, napięty grafik, brak towarzystwa, dziura na pięcie w ulubionej skarpecie… Kiedy coś idzie nie po naszej myśli, wymówek  można szukać w nieskończoność. Gdy jesteś turystą wszystko to nie ma znaczenia. Wychodzisz z domu, by zrobić to, co wcześniej zaplanowałeś, bez względu na zmieniające się okoliczności. Bo zamiast wymówek, szukasz rozwiązań.
  3. Planuj lepiej
    Turyści lepiej zarządzają swoim czasem. Przed wyjazdem przekartkowują parę przewodników, przeszukują kilka stron. Wiedzą, co chcą zobaczyć i co zrobić. A gdy lista planów robi się coraz dłuższa, a dni do powrotu jest coraz mniej, trudno spać do dwunastej w południe. Wtedy wykorzystują dzień, do jego ostatniej minuty.
  4. Zadawaj pytania
    Turyści w drodze na wakacje porzucają poczucie, że „ wyjdę na głupka ”, że „nie wypada”.  Zostawiają też w domu przekonanie, że „wiedzą najlepiej”. „Dlaczego nikt nie zbiera pomarańczy, które rosną tuż przy drodze?”, „Co to za mięso, które właśnie wylądowało na moim talerzu?”, „Dlaczego tylu Greków nosi ze sobą coś, co przypomina różaniec?”…   Nie wstydzą się tego, że czegoś nie wiedzą. Kiedy coś ich zastanawia po prostu szukają kogoś, kto pomoże rozwiązać zagadkę. Wiedzą, że nie ma głupich pytań – są tylko głupie odpowiedzi.
  5. Przełamuj rutynę
    Każdy wyjazd to spotkanie z nowymi okolicznościami. To zmierzenie się z warunkami innymi, niż te, do których przywykło na co dzień. Gdy ulubionym daniem turysty jest schabowy z ziemniakami, a przy okazji wyjazdu takiego nie uświadczy, znajdzie zamiennik. Podobny albo zupełnie inny. A nawet, jeśli jakimś cudem, na horyzoncie pojawi się znana i ukochana schabowa porcja, to zanim do niej dobrnął przynajmniej został zmuszony do rozważenia innych opcji.

Mało? Koniecznie daj znać, co dodałbyś do tej listy!

Pępek świata. Delfy

????????????????????????????????????

Za każdym razem, kiedy ląduję pośród starożytnych artefaktów mam wyrzuty sumienia. W głowie słyszę głos zafascynowanej archeologią przyjaciółki, która – gdyby tylko tu była – wyjaśniłaby mi każdy szczegół. Dlaczego ten kamień leży tu, a nie tam, co oznacza napis wyryty w starogrece, kim był ten, którego popiersie leży teraz na postrzepionej trawie. Tymczasem, mimo że szyja boli od ciągłego obracania głową, niewiele ciekawego dostrzegam w stanowiskach archeologicznych.

To nie tak, że nie doceniam piękna w proporcji kolumn czy rzeźbach, które, choć pozbawione rąk czy głów, nadal dumnie się prężą. Jako dziecko epoki, w której drogi naprawia się częściej niż się buduje, mam ogromne wyrazy uznania dla twórców tego, co przetrwało setki tysięcy lat.  Po prostu…

Natura zdobywa u mnie większe uznanie. Wstrzymuję oddech dopiero wtedy, kiedy przenoszę wzrok na horyzont i czuję przestrzeń. Kiedy widzę surowe góry, odcinające się na łagodnym tle nieba, nagie skały przebijające się tu i ówdzie, niewielkość, wielkich przecież drzew, które z góry przypominają skupisko krzaczków.

Kiedy po trzech latach odkładania (a trochę unikania) wycieczki, w końcu dotarłam do Delf, miałam mieszane uczucia. Kiedyś opiewająca sławą wyrocznia, wyglądała jak wielka piaskownica, z której niesforny czterolatek zapomniał zabrać swoje zabawki. Kolumny różnej wysokości wyrastające z niemi, nadłamane skalne bloki, niezadaszone skarbce… Miałam prawo czuć się niewzruszona. Nie mogłam jednak zaprzeczyć historii, która za nimi się kryła.

delphi-25

Sława Delf w starożytności wybiegała daleko poza granice Hellady. Znane były jako centrum kultu Apolla, ale przede wszystkim jako dom delfickiej wyroczni. Jej przepowiednie i rady wpływały na losy jednostek, ale także całych państw-miast.

W starożytności miejsce to uważane było za centrum świata. Został on wyznaczony przez Zeusa, który z dwóch krańców świata wypuścił dwa orły. Miejsce spotkania ptaków, oznaczył przez zrzucenie z nieba wielkiego głazu, ochrzczonego jak omphalos, czyli… pępek. Ten „prawdziwy” można oglądać w muzeum w Delfach.

delphi-33

Skarbiec Ateńczyków to tylko jeden z około dwudziestu jakie zostały postawione przy zygzakowatej świętej drodze. Wypełnione wotami budowle upamiętniały ważne wydarzenia i zapewniały łączność z najważniejszym punktem starożytnej Grecji.

Pozostałości doryckiej świątyni Apolla. W jej wnętrzu na trójnogu zasiadała Pythia – wyrocznia i ponad pięćdziesięcioletnia kobieta w jednym. W stan ekstazy, niezbędny przy przepowiadaniu przyszłości, wprowadzały ją gazy wydobywające się ze szczeliny w ziemi, lub palone liście laurowe. Poradnictwo mogło trwać kilka godzin i udzielane było jedynie w specyficzne dni w roku.

O kulcie patrona sztuki i poezji do dziś przypomina teatr – jeden z najlepiej zachowanych fragmentów Delf. Widownia mogła pomieścić nawet 5000 widzów.

U samej góry obecnego stanowiska archeologicznego niegdyś toczyły się Igrzyska Pytyjskie – drugie co do ważności igrzyska panhelleńskie. Ich nazwa wzięła się od Pytona – węża, którego zabił sam Apollo. Wydarzenie ku czci patrona sztuki i poezji, na tle pozostałych zawodów sportowych odróżniały konkursy muzyczne i dramatyczne.

Każdy metr pokonany pod górę i każde spojrzenie rzucone za siebie przypominało o tym, co skłoniło mnie do odwiedzenia pępka starożytnego świata.

Wzgórza dookoła trwały niewzruszone. Blokowały wzrok przed sięgnięciem dalej i jednocześnie pozwalały odpocząć w niezmierzonej przestrzeni. Poczułam mrowienie w okolicy szyi. Właśnie wtedy zrozumiałam, że gdybym w tym miejscu stała z tą samą przyjaciółką-fanatyczką wykopalisk, obie nie przestałybyśmy wzdychać. Każda z właściwych dla siebie powodów.